Polityka nie znosi próżni
Sobota, 31 sierpnia 2019 (22:00)Z politologiem dr. Krzysztofem Kawęckim rozmawia Mariusz Kamieniecki
Podczas obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce zabraknie Donalda Trumpa. Czy powinniśmy się doszukiwać drugiego dna w decyzji amerykańskiego prezydenta?
– Nie, raczej nie. Wydaje się, że argumenty, jakie zostały podane przez administrację amerykańską, są – w moim przekonaniu – racjonalne. Huragan Dorian zbliżający się do wybrzeży Stanów Zjednoczonych, w kontekście różnych kataklizmów, które dotknęły USA w przeszłości, wymaga obecności prezydenta, który – dla przypomnienia – w systemie ustrojowym Stanów Zjednoczonych jest jednocześnie szefem rządu. Z drugiej jednak strony jest też kwestia zbliżających się wyborów prezydenckich w listopadzie 2020 roku. Nieobecność prezydenta Stanów Zjednoczonych w kraju podczas zapowiadanego kataklizmu mogłaby znacząco zminimalizować szanse Donalda Trumpa na reelekcję. Taki byłby odbiór w Stanach Zjednoczonych. Ponadto Floryda jest po Teksasie i Kalifornii trzecim stanem pod względem liczby elektorów potrzebnych do wyborów prezydenta. Jest też jednym z tych stanów Ameryki, gdzie wpływy Demokratów i Republikanów są zrównoważone i to może zdecydować o ewentualnym wyborze.
Opozycja jednak wietrzy niechęć prezydenta do obecnej władzy w Polsce...
– Dywagacje opozycji w Polsce to czyste spekulacje. Nie sądzę, żeby wpływ na przełożenie terminu wizyty w Polsce amerykańskiego przywódcy miał np. list otwarty byłych ambasadorów RP. Wiemy chociażby, że Washington Post – największa amerykańska gazeta – wzywał do tego, żeby Trump odwołał wizytę w Polsce z uwagi na rzekome nieprzestrzeganie praworządności i łamanie Konstytucji czy ze względu na zagrożenia dla demokracji w naszym kraju. Nie sądzę jednak, żeby to miało wpływ na decyzję Donalda Trumpa. Jeśli już, to można by się zastanawiać, czy na tę decyzję nie miało wpływu lobby żydowskie w kontekście ustawy 447 JUST. Przypomnijmy, że Departament Stanu ma opublikować na przełomie października i listopada raport na temat realizacji m.in. przez Polskę, ale też inne kraje postanowień konferencji w Terezinie z 2009 roku. A zatem werbalne stanowisko rządu polskiego, które mówi „nie” dla roszczeń żydowskich w zakresie mienia bezspadkowego, mogłoby mieć ewentualnie jakiś wpływ na tę wizytę. Ale tego nie wiemy, stąd snucie przypuszczeń byłoby tylko spekulacją. Warto też chyba podkreślić, że wizyta prezydenta Trumpa została nie odwołana, ale przełożona.
Pozostaje więc pytanie: kiedy do tej wizyty dojdzie?
– Prezydent Donald Trump w swoim wystąpieniu powiedział, że w bliskiej przyszłości. Wiemy też z wypowiedzi ministra Krzysztofa Szczerskiego, że Kancelaria Prezydenta RP zaproponowała już pewne terminy obejmujące najbliższe trzy miesiące. Sądzę, że do tej wizyty dojdzie, dlatego w odróżnieniu od części polityków opozycji należy mówić o przełożeniu, a nie o odwołaniu wizyty prezydenta Trumpa w Polsce. Wydaje mi się, że do takiej wizyty dojdzie jednak już po wyborach parlamentarnych w naszym kraju, a więc po 13 października.
Tak czy inaczej, wiązaliśmy duże nadzieje z wrześniową wizytą prezydenta Trumpa…
– Oczywiście, dlatego jest duże rozczarowanie, że do wizyty Donalda Trumpa teraz nie dojdzie, bo choć do Polski przybędzie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence, to ranga tej wizyty nie będzie taka, jak można było oczekiwać. Jest więc niewątpliwie pewien zawód, ale tak czy inaczej decyzję i powody przełożenia wizyty prezydenta Trumpa w naszym kraju będzie można ocenić dopiero w pewnej perspektywie. W tej chwili bardzo trudno jest w sposób odpowiedzialny sformułować poglądy związane z tym faktem i jaki to będzie miało wpływ na relacje polsko-amerykańskie. Jeśli dojdzie do wizyty prezydenta Trumpa w tym roku, jeśli efektem tej wizyty będą konkretne ustalenia, o których się mówi, to przekonamy się, że wizyta z okazji 80. rocznicy II wojny światowej nie była tylko czystą kurtuazją przypominającą pewne wydarzenie historyczne, ale również miała swoje znaczenie polityczne, bo – jak wiemy – miały tam zapaść czy być ogłoszone ważne deklaracje ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych. A zatem będzie można ocenić motywy i stan stosunków polsko-amerykańskich, jeśli dojdzie do zapowiadanej wizyty prezydenta Trumpa w Polsce np. w listopadzie.
Czego zatem możemy się spodziewać po wystąpieniu wiceprezydenta Mike’a Pence’a i co ta wizyta może przynieść Polsce?
– Uważam, że jednak będzie to wystąpienie o charakterze dość ogólnym, bez przedstawiania konkretów w sprawie, może nie najważniejszej, ale spektakularnej, jak chociażby zniesienie wiz czy też kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Myślę, że jeśli w przemówieniu wiceprezydenta Mike’a Pence’a pojawią się deklaracje czy też odniesienia chociażby do wspomnianych kwestii, czy również do kwestii bezpieczeństwa energetycznego, to one będą zarysowane w sposób dość ogólny, ale raczej nie spodziewałbym się konkretów, których ogłoszenie zarezerwował dla siebie prezydent Donald Trump.
Na uroczystościach w Warszawie nie będzie prezydenta Stanów Zjednoczonych, za to będzie kanclerz Angela Merkel, która podjęła decyzję o przyjeździe do Polski po tym, jak było jasne, że nie będzie Donalda Trumpa.
– Trzeba podkreślić, że to będzie bodajże pierwsza wizyta zagraniczna, a na pewno w Polsce, kiedy na tak ważne oficjalne uroczystości przybywa jednocześnie prezydent i kanclerz Niemiec. Oczywiście, o ile obecność w Polsce prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera była już wcześniej zapowiadana – jak wiemy, zaplanowane jest także jego przemówienie na placu Piłsudskiego w Warszawie, to wydaje się, że kanclerz Angela Merkel podjęła decyzję o przyjeździe do Polski w związku z przełożeniem wizyty prezydenta Donalda Trumpa.
Co to może znaczyć?
– Polityka zagraniczna Niemiec jest prowadzona przez rząd w Berlinie w sposób bardzo konsekwentny. Tradycja czy orientacja jednak na współpracę z Moskwą, co – jak wiemy – w historii było bardzo niekorzystne dla Polski, nie napawa optymizmem. Wiadomo, że już po raz piąty doszło w tym roku do rozmów ministrów spraw zagranicznych Niemiec i Rosji. Wygląda to zatem tak, że do Polski przylatuje kanclerz Angela Merkel, a jednocześnie kilka dni temu do Moskwy pojechał minister spraw zagranicznych Niemiec, Heiko Maas, i co znamienne, spotkał się z Siergiejem Ławrowem w przeddzień 80. rocznicy paktu Ribbentrop-Mołotow. Myślę więc, że wybór czasu tej wizyty w Moskwie nie jest – niestety – przypadkowy. Minister Heiko Maas powiedział też, że Europa – Unia Europejska boryka się z problemami ze strony Stanów Zjednoczonych, które rezygnują z międzynarodowych zobowiązań, ale także ze strony Chin, które próbują podzielić Unię za pomocą wpływów ekonomicznych. Zatem w kontekście tych słów ministra spraw zagranicznych Niemiec trzeba widzieć również obecność kanclerz Angeli Merkel w Polsce. To jest nie tyle oddanie hołdu polskim ofiarom II wojny światowej, ofiarom niemieckiej okupacji, ale obecność Angeli Merkel w Warszawie ma aspekt polityczny, żeby pokazać, że Niemcy są wciąż najważniejszym czy centralnym państwem w Unii Europejskiej i w jakiś sposób mogą nawet równoważyć w Europie Środkowej aspiracje Stanów Zjednoczonych. Zresztą Heiko Maas nawoływał do pozostania Rosji w Radzie Europy i – jak stwierdził – Rosja jest członkiem Rady Europy wraz ze wszystkimi przysługującymi jej prawami oraz obowiązkami, które się z tym wiążą.
Jeśli do tego dodamy niedawną wypowiedź Heiko Massa, że sprawa reparacji w stosunku do Polski jest zamknięta, to o czym to świadczy?
– To pokazuje, że nie ma absolutnie żadnego przełomu w relacjach polsko-niemieckich czy – mówiąc precyzyjniej – w zmianie stosunku Niemiec do Polski. Dlatego że papierkiem lakmusowym rzeczywistych intencji Berlina jest kwestia reparacji.