• Czwartek, 28 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jaromira

Dziś w „Naszym Dzienniku”

W pogoni za unijnymi normami

Sobota, 24 sierpnia 2019 (02:13)

Gdy jeszcze za czasów rządów PO – PSL wprowadzano tzw. rewolucję śmieciową, uspokajano mieszkańców, że nie będzie wcale tak drogo, a przede wszystkim – z dobrym skutkiem dla wszystkich – zniknie problem dzikich wysypisk, powstających często w lasach, gdyż każdy będzie mógł wystawić przed dom worki ze śmieciami, które zabiorą wybrane do odbioru śmieci firmy. Już po paru latach możemy stwierdzić, że wszystko, a przynajmniej prawie wszystko, działa nie tak.

Opłaty za odbiór śmieci już są wysokie i rosną, dzikie wysypiska jak były, tak są, a widok przepełnionych kontenerów na śmieci nikogo już nie dziwi. Do tego sposób egzekucji przepisów może być odbierany jako element represji wobec obywatela. Bo czy naprawdę konieczne jest, aby każdy, kto chce, by jego odpady były recyklingowane, był zmuszany do urządzania w swoim mieszkaniu osobistej altanki śmieciowej? To w praktyce wymusza podział odpadów na 5 frakcji wrzucanych do osobnych koszy. Co jakiś czas napływają doniesienia o kierowaniu kamer monitoringu na kontenery. Jednak ich skuteczność w identyfikowaniu śmieciowych „przestępców”, świadomie bądź nie zanieczyszczających kontener z papierem np. kartonami po sokach, jest i tak wątpliwa. A kuriozalne są interpretacje wskazujące na rzekomą konieczność mycia przed wyrzuceniem kubeczków po jogurcie wodą, której podobno nam brakuje i powinniśmy ją oszczędzać.

Praktyka mierzenia się z segregacją nasuwa jednak pytania, czy rzeczywiście kontenery na śmieci muszą się stawać nieodłącznym elementem miejskiej architektury albo czy naprawdę nie prościej i efektywniej segregować odpady na te, które mogą zostać poddane recyklingowi, i te, które do przerobu się nie nadają.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski