Mobilizacja poprzez strach
Wtorek, 20 sierpnia 2019 (17:50)Z politologiem dr. Krzysztofem Kawęckim rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak odczytuje Pan słowa Lecha Wałęsy, który kreśli czarny scenariusz o wojnie domowej w Polsce?
– Tę wypowiedź Lecha Wałęsy można by rozpatrywać w dwóch płaszczyznach, tzn. w kontekście różnych jego wypowiedzi oraz w kontekście bardziej poważnym, czyli pewnego scenariusza politycznego. Lech Wałęsa znany jest z różnych – nazwijmy to – ekstrawaganckich wypowiedzi i to na przestrzeni wielu lat. Natomiast jeśli chodzi o wojnę domową, to ten motyw w jego wypowiedziach też pojawia się dość często. Z tego, co pamiętam, to co najmniej piąta tego typu publiczna wypowiedź Wałęsy na przestrzeni czterech lat. A zatem można już mówić o zjawisku pewnej inflacji.
Przypomnę, że pierwsza wypowiedź Wałęsy na temat wojny domowej w ostatnim czasie pojawiła się w marcu 2016 roku. W wypowiedzi dla niemieckiego dziennika „Die Welt” wzywał do stawienia oporu polskiemu rządowi i wyraził gotowość, że on sam może stanąć na czele. Już sama wypowiedź jest skandaliczna. Tym bardziej że skierowana była do dziennikarzy niemieckiej gazety. Dodam, że ta wypowiedź pojawiła się w kontekście oskarżeń pod adresem Wałęsy dotyczących działalności agenturalnej, po ujawnieniu nieznanych dokumentów z szafy Kiszczaka.
Można zatem powiedzieć, że wypowiedzi Wałęsy, jeśli chodzi o wojnę domową, pojawiają się w reakcji na różne wydarzenia…
– Dokładnie. Tak było np. w sierpniu 2016 roku po incydencie w podczas pogrzebu Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” w Gdańsku, gdzie działacze KOD-u usiłowali zakłócić uroczystości państwowe. Wtedy Wałęsa mówił, że grozi nam wojna domowa. Czy w lipcu 2017 roku, gdzie Wałęsa w reakcji na przyjęcie przez Senat – bez poprawek – nowych ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych, mówił, że „Aby uchronić Ojczyznę od wojny domowej, trzeba jak najszybciej aresztować około 15 ludzi z obecnej władzy, w tym polityka Rydzyka”. Czwarta wypowiedź pochodzi już z tego roku, z początku czerwca, kiedy Wałęsa mówił, że jeśli partie byłej Koalicji Obywatelskiej pójdą do wyborów podzielone i przegrają, to skończy się to krwawą wojną domową.
Wreszcie piąta wypowiedź – ta z ubiegłego piątku, którą można rozumieć w kontekście pewnego szantażu, że jeśli nie wygramy, tzn. jeśli nie zwycięży Platforma z przybudówkami, to skończy się to wojną domową. Gdyby takie słowa wypowiedział ktoś, kto wspiera obóz partii rządzącej, to dopiera byłaby afera. Tak czy inaczej wypowiedzi Wałęsy są skandaliczne, ale ten polityk znany jest z dość „oryginalnych” stwierdzeń, ale ta o wojnie domowej z pewnością będzie jedną z czołowych.
O czym mogą świadczyć te słowa?
– Te słowa, w ogóle te działania są efektem przewlekłego zamroczenia politycznego Lecha Wałęsy, mogą być efektem jakichś marzeń, że może on jeszcze odegrać jakąś rolę w polskiej polityce.
Bądź co bądź słowa – jak Pan to określił szantażu – wypowiada laureat pokojowej nagrody Nobla…
– I to jest druga płaszczyzna, na której należy rozpatrywać wypowiedzi Wałęsy. Są wśród nich takie, które mają duży wpływ na rzeczywistość polityczną, i albo są inspirowane, albo są wypowiadane w sposób przemyślany bądź spontanicznie przez Wałęsę, co też trudno jednoznacznie stwierdzić. Tak czy inaczej wypowiedzi Wałęsy wpisują się w strategię, którą realizuje opozycja. To, że tego typu języka używa Lech Wałęsa, jest bardzo wygodne dla opozycji. Dlatego nie spotkaliśmy się ze strony liderów Platformy z jakąkolwiek reakcją czy też odcięciem się od tych słów.
Wręcz przeciwnie, te wypowiedzi spotykają się z aprobatą, co więcej, są one oczekiwane przez liderów opozycji, o czym świadczy ich udział w spotkaniach z Wałęsą, gdzie w ich w otoczeniu takie słowa padają. Przecież ta ostatnia wypowiedź Wałęsy padła w określonej sytuacji, w określonym kontekście, przed historyczną bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej, gdzie były prezydent wraz z działaczami KOD-u, Platformy, SLD, Nowoczesnej i Wiosny podpisali tzw. Pomorską Deklarację Obrony Demokracji. I choć trudno traktować poważnie wszystkie wypowiedzi Wałęsy, to są jednak słowa, które mają swój określony ciężar gatunkowy.
Do kogo kierowane są słowa byłego prezydenta?
– Jak pan redaktor zauważył, słowa o wojnie domowej wypowiada laureat pokojowej nagrody Nobla, postać – jakby nie było – historyczna, a zatem słowa, jakie wypowiada, mają swój ciężar gatunkowy i są później cytowane przez najważniejsze agencje światowe, zagraniczne media. Ma to wszystko na celu wytworzenie pewnej określonej atmosfery wokół Polski. Z pewnością prędzej zostaną zauważone niż słowa, które wypowiedziałby lider Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.
Zresztą polityk ten w lipcu 2017 roku na radzie krajowej Platformy też straszył wojną domową w Polsce, mówiąc, że PiS podpala kraj. Oskarżenia, że PiS dąży do wojny domowej, były oczywiście nieprawdziwe, ale chodziło o wywołanie atmosfery i rzeczywiście bardziej na użytek zewnętrzny, zagraniczny niż na użytek krajowy. Miało to też związek z reformą sądownictwa i wypowiedziami Lecha Wałęsy, które wówczas również padały. A jeśli dodamy do tego jeszcze, że w tym czasie również Fundacja Otwarty Dialog i szef rady tej fundacji, Grzegorz Kramek, nawoływał do wzniecenia wojny domowej, publikując 16-punktową instrukcję, jak wywołać w Polsce rozruchy, przywołując przy tym doświadczenia z ukraińskiego Majdanu, to dopełnia to pewien obraz całości.
Oczywiście słowa Wałęsy są bardziej na użytek zewnętrzny i pewnie bardziej będą dostrzeżone za granicą, tworząc obraz Polski, ale są to też słowa – w jakimś stopniu – kierowane do elektoratu Platformy czy całej opozycji SLD i pozostałych ugrupowań, dlatego że mają na celu mobilizowanie przed wyborami.
Dość specyficzna próba docierania do wyborców?
– Ma ona jednak swoje określone cele, mianowicie mobilizację poprzez strach. Ta mobilizacja odbywa się cały czas wokół anty-PiS-u, ale wyrażona jest w sposób zupełnie skrajny, poprzez wręcz przestraszenie jakąś wizją apokaliptyczną w przypadku zwycięstwa Zjednoczonej Prawicy. To jednak jest rezultat skrajnej frustracji opozycji spod znaku Platformy i tak to chyba trzeba widzieć. Jednocześnie jest to – jak można wnioskować – zapowiedź kierunku, jaki wybierze opozycja w trakcie kampanii parlamentarnej. Nie będzie to zatem kierunek merytoryczny, tylko straszenie PiS-em.
Dziwnym trafem Wałęsa, który nosi w klapie marynarki wizerunek Matki Bożej, jakoś nie krytykuje obrazoburczych i świętokradzkich zachowań działaczy LGBT. Jak Pan sądzi, dlaczego?
– Dotykamy tu sfery sumienia Lecha Wałęsy, dotyczy to – powiedziałbym – jego osobistych relacji religijnych. Kiedy w 1980 roku były podpisywane porozumienia sierpniowe, to Matka Boża w klapie marynarki Wałęsy – u bardzo wielu ludzi – budziła bardzo pozytywne skojarzenia. Wówczas ludzie przyjmowali to ze wzruszeniem, ale to nakładało też ogromne zobowiązanie na samego Lecha Wałęsę, który w sposób tak manifestacyjny i zdecydowany wyrażał werbalnie swoje przywiązanie do wiary katolickiej.
Niestety czas pokazał, że działania Wałęsy w latach następnych nie świadczyły o jego przywiązaniu do wartości religijnych. A już ostatni okres, kiedy mamy do czynienia z brutalnym atakiem na Matkę Najświętszą, kiedy jesteśmy świadkami aktów bluźnierstwa, profanacji wizerunku Jasnogórskiej Królowej Polski – jak wiemy, biskupi przed uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej wzywają do modlitwy przebłagalnej za te akty bluźniercze – to w kontekście tych aktów obrazoburczych nie pojawia się jakakolwiek reakcja ze strony Lecha Wałęsy. I brak reakcji to jest rzecz, która bardzo mocno obciąża wizerunek Lecha Wałęsy, może bardziej niż cokolwiek innego.