• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Kto postawi tamę?

Sobota, 17 sierpnia 2019 (03:01)

Rzeka taniego paliwa ze Wschodu topi polską branżę transportową.

Jeśli tego problemu nie uda się wyeliminować, polskich przewoźników wyprą wkrótce firmy z Rosji, Białorusi, a także Ukrainy i Kazachstanu. Nie chodzi tylko o transport towarów w kraju, ale także o intratne rynki zachodniej Europy, gdzie Polacy zdobyli naprawdę silną pozycję.

Podstawowym mechanizmem, który może powstrzymać nieuczciwą konkurencję wschodnich firm, jest wprowadzenie limitu paliwa, które może być wwiezione do Polski z państw niebędących członkami UE, z obecnych 600 litrów do 200. Każda dodatkowa ilość paliwa byłaby traktowana jak import, co oznacza naliczanie należności celnych i podatkowych. Podobne zasady obowiązywały do 2008 roku, ale zostały zliberalizowane. Trudno stwierdzić dlaczego. Na pewno nie chodzi o wymogi prawa europejskiego, bo tu Bruksela pozostawia państwom członkowskim swobodę.

Projekt nowelizacji prawa celnego oraz ustawy o podatku akcyzowym powstał w Ministerstwie Finansów na początku ubiegłego roku. Nie wzbudził poważnych zastrzeżeń innych resortów. Natomiast w konsultacjach społecznych pojawiła się pewna liczba protestów, co spowodowało zawieszenie prac nad ustawą, a de facto ich porzucenie. – Pukamy do różnych drzwi, żeby jednak wrócić do tej inicjatywy. W tej kadencji nie będzie już na to czasu, ale może w trakcie kampanii wyborczej uda nam się zainteresować polityków tym problemem – mówi Andrzej Bogdanowicz z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego (OZPTD).

– Granica powinna być bezpiecznikiem dla rynku wewnętrznego UE. Do tego są takie mechanizmy jak cła, akcyza itd. równoważące inne realia ekonomiczne po obu stronach – dodaje. Wszystko wskazuje na to, że resort uległ naciskowi niewielkiej mniejszości polskich firm, które same korzystają z paliwa ze Wschodu. Jest ono tam dwa razy tańsze.

Obecnie obowiązujący limit 600 litrów wystarczy, żeby przejechać dużą ciężarówką 2 tys. km, co oznacza swobodne dotarcie do dowolnego miejsca docelowego w Polsce, Czechach, a także dużej części Niemiec i Austrii, oraz na powrót. Zdarza się, że także ilość 600 litrów jest przekraczana, gdyż nie na wszystkich przejściach granicznych prowadzi się kontrole zapełnienia zbiornika. Bak TIR-a to prawie 1,5 tys. litrów. Taki proceder to już przemyt, ale sito celne Rzeczypospolitej nie jest wystarczająco gęste.

Piotr Falkowski