• Piątek, 3 kwietnia 2020

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

Odpowie tylko zastępca. Szef dostał awans

Poniedziałek, 25 czerwca 2012 (21:20)

Generał Paweł Bielawny, zastępca szefa Biura Ochrony Rządu (BOR) został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową Warszawa – Praga m. in. o niedopełnienie obowiązków w związku z wizytami prezydenta i premiera w Smoleńsku w kwietniu 2010 roku. Akt oskarżenia obejmuje dwa zarzuty i trafił już do Sądu Rejonowego Warszawa – Mokotów.

Mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin smoleńskich zauważa, że zarzut postawiono jedynie zastępcy szefa Biura, a całkowicie pominięto osobę generała Mariana Janickiego, będącego dowódcą BOR-u.

- Jest to sytuacja dla mnie niezrozumiała. Generał Bielawny jest jednym z zastępców swojego szefa. Trudno sobie zatem wyobrazić sytuację, że jego szef, szczególnie tak ważną i niebezpieczną wizytą, w ogóle się nie interesował – powiedział Kownacki w „Aktualnościach Dnia” w Radiu Maryja.

W jego ocenie w BOR nie ma żadnej koordynacji działania. – Na stawiane zarzuty nie ma żadnej reakcji szefa rządu i odpowiedniego ministra (Jacka Cichockiego, ministra spraw wewnętrznych – red.), a pan generał Janicki jest awansowany, odbiera kolejne odznaczenia – przypomniał mecenas Kownacki. Jak zaznaczył, jego zdaniem, „nie tak powinno funkcjonować normlane, zdrowe państwo”.

Kownacki przypomniał, że przed wizytą z 10 kwietnia 2010 roku media informowały, że będzie ona o wyższym stopniu niebezpieczeństwa niż ta z udziałem premiera Donalda Tuska.

– Ekipa specjalistów, którzy powinni znaleźć się na miejscu zdarzenia (lotnisko w Smoleńsku – red.) powinna być dalece większa i powinni mieć oni daleko większe rozpoznanie. Nie trzeba było być specjalnie doświadczonym funkcjonariuszem BOR-u, żeby udać się na lotnisko w Smoleńsku i zakomunikować, że na tym lotnisku, w tym stanie nie ma prawa lądować żaden samolot rządowy – wyjaśnił Kownacki, obecnie poseł Solidarnej Polski (SP). Dla porównania przypomniał środki bezpieczeństwa zastosowane przed wizytą w Polsce prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy.

Jak wyjaśnił mecenas Kownacki w przypadku wizyt najważniejszych osób w polskim państwie: prezydenta i premiera zaniechano podstawowych zasad bezpieczeństwa. - Przed wylotami (7 kwietnia i 10 kwietnia 2010 r. – red.) żaden funkcjonariusz BOR nie pojawił się na lotnisku w Smoleńsku.

- Chodziło o jedną skromną ekipę złożoną z pirotechnika, z osoby, która zna się na organizacji lotów, by udali się na wieżę kontroli lotów, obejrzeli poszczególne urządzenia znajdujące się na lotnisku i obejrzeli płytę lotniska. Powinni obejrzeć lotnisko i zakomunikować głowie państwa, czy swojemu przełożonemu, że nie widzą możliwości, aby pan premier czy prezydent lądowali w tym miejscu – powiedział gość „Aktualności Dnia”.

Biuro w żaden sposób nie zainteresował się lądowaniem głowy państwa w obcym kraju.  – Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w Polsce jest tak, że dochodzi do katastrofy, śmierci 96 osób, w tym kilkudziesięciu pełniących najważniejsze funkcje w państwie i funkcjonariusze ochrony nie ponoszą żadnych konsekwencji, co więcej te osoby są awansowane – mówił Kownacki w Radiu Maryja.

Poseł SP zaznaczył, że "nie ma szczególnej wiedzy odnośnie tych śledztw". Wynika to z decyzji prokuratury, która nie przyznała rodzinom statusu osób pokrzywdzonych.

- To jest rzeczą kuriozalną, przecież w tej tragedii zginęły konkretne osoby. To niedopełnienie obowiązków przez konkretnych urzędników doprowadziło do tej tragedii. Dzisiaj byłoby rzeczą naturalną, że rodziny miały status pokrzywdzonych a tym samym rodziny i ich pełnomocnicy mieli wgląd w toczące się postępowanie i mogli formułować wnioski dowodowe - zaznaczył Kownacki. Dodał, że takie decyzje uniemożliwiają poznanie szczegółów śledztwa i materiału dowodowego.

- Zachodzi obawa, że znaleziono kozła ofiarnego w postaci gen. Bielawnego, natomiast wiele osób odpowiedzialnych za organizację wizyty, w tym osoby cywilne, tej odpowiedzialności nie usłyszy. Sprawę „można zamieść pod dywan” w sytuacji, gdy pełnomocnicy i rodziny nie mają dostępu do akt postępowania – wyjaśnił mecenas Kownacki w Radiu Maryja.

Izabela Kozłowska