• Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

    imieniny: Marii, Zefiryny, Sandry

Św. Szarbel interweniuje

Niedziela, 28 lipca 2019 (20:32)

Po Libańczykach to Polacy głównie nawiedzają pustelnię i grób św. Szarbela w Annai w Libanie. Bardzo często uczestniczą w procesji z Najświętszym Sakramentem do pustelni św. Szarbela. Od czasu uzdrowienia Nouhad Al-Chami procesja odbywa się każdego 22. dnia miesiąca. Kobieta w wyniku wylewu nie mogła mówić ani jeść, lewą część ciała miała sparaliżowaną. Święty Szarbel w 1993 roku zoperował 52-letnią wówczas Libankę, matkę 12 dzieci. Zostawił też przesłanie: „Zoperowałem cię, aby ludzie się nawracali, widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona. Wielu ludzi oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Proszę cię, abyś uczestniczyła we Mszy św. w klasztorze Annaya 22. dnia każdego miesiąca. Na pamiątkę twojego uzdrowienia, do końca ziemskiego życia, w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22. dnia każdego miesiąca twoje pooperacyjne rany będą krwawić”.

Pierwszą Polką, która złożyła w Annai świadectwo uzdrowienia za przyczyną św. Szarbela, była Barbara Karska. Widnieje ono pod numerem 96/2016.

– Borykałam się z zespołem napadowego lęku panicznego, który nawiedzał mnie kilka razy dziennie, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. To, moim zdaniem, był skutek zaangażowania przed nawróceniem w religie Wschodu oraz we wróżbiarstwo – dzieli się Barbara Karska. Podczas napadów lęku trzęsła się nawet przez kilka godzin. Dolegliwości nie ustępowały nawet po mocnych lekach i kolejnych terapiach.

Choroba, która w okresach zaostrzenia uniemożliwiała pani Barbarze pracę zawodową, trwała siedem lat – do czasu pielgrzymki do Libanu w sierpniu 2015 roku. Rok wcześniej pierwszy raz usłyszała o świętym i została namaszczona jego olejem. Modliła się wówczas, by mieć taką pokorę jak libański maronita. Na początku 2015 roku miała sen, podczas którego prosiła spowiednika, by pokazał jej, co robić, by być pokornym. W odpowiedzi kapłan podał jej obrazek św. Szarbela.

– 22 sierpnia szłam już w Annai w procesji do pustelni św. Szarbela. Było gorąco. Śpiewaliśmy piękną litanię, podczas której prosiłam gorąco świętego maronitę, żeby uzdrowił mnie z lęku – dzieli się pani Barbara. Do Libanu nie pojechała po uzdrowienie, choć wiedziała, że za przyczyną św. Szarbela już 24 tys. osób otrzymało udokumentowane łaski. – Miałam w sobie jakąś ciekawość i ciągnęło mnie po prostu do tego libańskiego świętego – dodaje.

Rano 22 sierpnia, gdy wróciła do hotelowego pokoju po tabletki, usłyszała wewnętrzny głos: „Jedziesz po uzdrowienie. Nie potrzebujesz tabletek”. Odpowiedziała, że dotychczasowe prośby nie wyzwoliły jej z lęku. – „Albo wierzysz w te tabletki, albo we mnie”, usłyszałam ponownie. Potrzebowałam kroku wiary. Pierwszy raz od siedmiu lat odstawiłam lekarstwa i pojechałam do Annai, ufając tylko Bogu – mówi Barbara. – Gdy klęknęłam przed trumną z ciałem świętego, poczułam silny atak lęku, który zamiast eksplodować, jak to zwykle bywało, po prostu minął! W sercu usłyszałam słowa: „Jesteś zdrowa” – opowiada pani Barbara.

Od czterech lat nie bierze w ogóle leków przeciwlękowych ani uspokajających czy nasennych. Owoców jej przyjaźni ze św. Szarbelem, od którego uczy się relacji z Panem Bogiem, jest coraz więcej. Zostawiła pracę w międzynarodowej korporacji i zajęła się ewangelizacją. Już trzy razy organizowała pielgrzymkę do Libanu, a w tym roku w październiku przygotowuje piątą. Przywozi też olej św. Szarbela, który rozdaje potrzebującym. Prowadzi na Facebooku fanpage „CudaCharbela”.

– Bóg potwierdził, że będzie się mną posługiwał i zatroszczy się o mnie – i tak się dzieje cały czas. Chwała Mu za to! – puentuje pani Barbara.

Pustelnia św. Szarbela

Gdy ks. Marek Kędziora został proboszczem parafii Podwyższenia Krzyża i św. Marii Magdaleny w Siemowie, zaczął rozwijać kult świętego maronity. Najpierw powstał Dom Modlitwy św. Szarbela, a później jego pustelnia. – Cotygodniowe spotkania w Domu Modlitwy umożliwiają mi lepsze poznanie parafian. Odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia, Różaniec, a także Litanię do św. Szarbela – mówi ks. Kędziora. I dodaje, że wielokrotnie był świadkiem interwencji za wstawiennictwem świętego Libańczyka. Podkreśla, iż wiele łask wierni otrzymują też w pustelni świętego, którą stworzyli Wiesław i Longina Szulcowie w Belęcinie na terenie parafii.

Pustelnia jest otwarta dla każdego. Ciszy i spotkania z Bogiem za pośrednictwem św. Szarbela szukają w niej świeccy i osoby konsekrowane. Gospodarze o łaskach, jakie tam spływają na pielgrzymów, mogą opowiadać godzinami. Pokazują one siłę świętych obcowania.

Przywrócone życie

Pani Kamila, przedszkolanka ze Szczecina, przyjechała do Belęcina, żeby podziękować św. Szarbelowi za łaskę uzdrowienia. Pierwotnie marzyła o pielgrzymce do Libanu, ale na razie nie jest to w zasięgu jej możliwości finansowych.

Dla pani Kamili spotkanie św. Szarbela łączy się z uzdrowieniem fizycznym, ale przede wszystkim duchowym. W ubiegłym roku trafiła do szpitala na OIOM z 40-stopniową gorączką, płatowym zapaleniem płuc i wysiękiem opłucnowym, podejrzeniem sepsy, ropnia płuca oraz zapaleniem całego układu moczowego. Gdy po piątej dobie terapii, po zaaplikowaniu kolejnych antybiotyków nie było widocznej poprawy, znajomi przynieśli jej szkaplerz św. Szarbela.

– Byłam wówczas bardzo letnim katolikiem z całkowicie pomieszanymi priorytetami życiowymi. Sceptycznie podeszłam do zachowania moich przyjaciół. Ja tu mam poważny problem, ciśnienie coraz bardziej wzrasta, nie mogę oddychać, a oni modlą się nade mną, zamiast wezwać lekarza. Ta sytuacja obnażyła całą moją niewiarę – przyznaje Kamila.

Od tego czasu w szpitalu zaczęła odwiedzać ją postać w ciemnym kapturze z brodą.

– W sumie tylko dlatego, że towarzyszyła mu na początku moja świętej pamięci ukochana ciocia Danusia, nie bałam się – mówi pani Kamila. Rodzina, którą lekarze przygotowywali na śmierć dziewczyny, nie chciała słuchać o tych spotkaniach. Coraz więcej znajomych trwało na modlitwie, a lekarze aplikowali już 12. antybiotyk z kolei. Diagnozy były rozbieżne.

– Zawsze wtedy, gdy zaczynałam czuć się lepiej, po kilku godzinach parametry ulegały pogorszeniu. Nagle przyszła mi dziwna myśl do głowy: „Panie Boże, weź ode mnie, co chcesz, zgadzam się na wszystko”. Od tamtej pory czułam, jak modlitwa innych ludzi mnie podnosi – mówi Kamila. W sumie w szpitalu spędziła trzy miesiące, schudła około 14 kg, większość żył w rękach miała popękanych przez dożylne podawanie leków.

Po wyjściu ze szpitala pojechała na rekolekcje formacyjne i odbyła spowiedź generalną w sanktuarium świętogórskim – Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Gostyniu, gdzie zawierzyła swoje życie Panu Jezusowi przez Serce Niepokalanej.

– To, że Pan Jezus umarł za nas na krzyżu, bo tak nas umiłował, już nie było dla mnie odległą historią sprzed dwóch tysięcy lat. To było tak oczywiste, bliskie i realne jak to, że widzę zieloną trawę czy ludzi chodzących dookoła. Gdy słyszałam obraźliwe i niedowierzające reakcje ludzi odnoszące się do Jezusa Chrystusa, wręcz czułam fizyczny ból przecinania mojej skóry żyletką. Nie byłam wtedy świadoma, że to dopiero początek rewolucji duchowej – wyznaje pani Kamila, która dziś nie rozstaje się z różańcem. Maryja towarzyszy jej na drodze wiary i uczy budować dobro, orędownikiem jest też św. Szarbel.

Bezbolesna operacja

Małgorzata Jakowiec, katechetka ze Śremu, rok temu wróciła z wakacji po Włoszech z bólem pęcherza z powodu zatrzymania moczu. Szybka diagnoza wykazała obecność guza. Dwa dni później pani Małgorzata poszła przyjąć sakrament namaszczenia chorych. Jak się okazało, w tym dniu – 22 lipca – w jej rodzinnej parafii był czczony św. Szarbel.

– W parafii była grota i obraz św. Szarbela, ale dopiero po przyjęciu sakramentu chorych bardziej zainteresowałam się postacią świętego z Libanu. Zaczęłam szukać informacji w internecie. Dowiedziałam się, że 40 km od mojego domu jest pustelnia św. Szarbela. Czekając na przyjęcie do szpitala, postanowiłam tam pojechać – dzieli się pani Małgorzata. W Belęcinie w intencji jej uzdrowienia odprawiono Mszę św.

Pani Małgorzata przez kolejne dni przed operacją coraz bardziej poznawała świętego maronitę, modliła się za wstawiennictwem św. Szarbela m.in. nowenną, choć o orędownictwo prosiła też innych świętych m.in. św. Maksymiliana Kolbego, a w dniu wspomnienia polskiego męczennika odbyła się operacja.

– Pomimo zapowiedzi lekarza, że po operacji czeka mnie długotrwałe leczenie, a guz prawdopodobnie jest złośliwy, po zabiegu czułam się bardzo dobrze. Tego samego dnia poszłam z mężem na lody, a następnego dnia wróciłam do domu i świętowałam u znajomych imieniny – opowiada pani Małgorzata. Mimo że nieznane były jeszcze wyniki histopatologii, lekarz uspokoił ją, że niczego złego już się nie spodziewa.

– Trudno teraz zakwalifikować mój przypadek jako cud, bo lekarz nie pobrał wycinka przed operacją, ale wówczas jego diagnoza była druzgocąca – podkreśla pani Małgorzata, która do dziś ma ogromną potrzebę, by szerzyć kult św. Szarbela.

Zatrzymany paraliż

Nabożeństwo do świętego zakonnika zaszczepiła w rodzinie niewidomego Kacperka, któremu groził paraliż z powodu rozwijającego się guza.

– Ksiądz proboszcz prosił, bym przygotowała Kacperka do wczesnej Komunii Świętej. Na pierwszą lekcję poszłam z płaskorzeźbą i relikwiami św. Szarbela, które zabrałam z parafii. To umożliwiło chłopcu „zobaczenie” zakonnika – mówi pani Małgorzata. Jak podkreśla, dziecko chłonęło wiedzę.

Po modlitwie w pustelni w Belęcinie i nałożeniu szkaplerza św. Szarbela guz u Kacperka nie tylko przestał się rozwijać, ale znalazł się też lekarz w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, który podjął się jego usunięcia. Wcześniej nikt z medyków nie chciał przeprowadzić operacji.

Teraz na biurku Kacperka na stałe zagościła płaskorzeźba świętego Libańczyka, który stał się przyjacielem chłopca. Pomaga mu nie tylko w kwestiach zdrowotnych. Kacperek zakwalifikował się w tym roku jako przedstawiciel szkoły do olimpiady matematycznej.

– Kiedy w styczniu Kacperek miał wstawianą zastawkę, jego mama zabrała ze sobą do szpitala olej św. Szarbela. Pocieszała też inne mamy, mówiąc, że nie są same, mają bowiem orędowników w Niebie w postaci świętych. Prosiła, by zawierzyły życie swoje i dzieci Jezusowi – opowiada pani Małgorzata.

O nadzwyczajnej interwencji św. Szarbela w swoim życiu przekonana jest też pani Alfreda z Małomic. Po udziale w nabożeństwie i przyjęciu oleju na Świętej Górze w Gostyniu zaczęła nosić jego szkaplerz i polecać się opiece zakonnika. Szybko przekonała się o skuteczności modlitwy do św. Szarbela. Kiedy mąż pani Alfredy był w USA, kobieta, przenosząc w ogrodzie dużą donicę, przewróciła się. Z trudem dotarła do łóżka, doskwierał jej silny ból kości ogonowej. Modliła się do świętego maronity. Ból zniknął bez śladu.

Główną misją św. Szarbela było i jest uświadamianie ludziom, poprzez znaki i cuda, że Bóg istnieje, że czas naszego ziemskiego życia jest krótki i nie można go marnować, lecz trzeba wykorzystać na dojrzewanie do miłości.

KarolinaGoździewska