• Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

    imieniny: Marii, Zefiryny, Sandry

Chore SOR-y

Niedziela, 21 lipca 2019 (20:00)

Z dr. Krzysztofem Żochowskim, dyrektorem Szpitala Powiatowego w Garwolinie i wiceprezesem Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, rozmawia Beata Falkowska

 

Panie Dyrektorze, niewydolność polskich SOR-ów, wielogodzinne oczekiwanie na badanie, odsyłanie pacjentów to głównie skutek niedofinansowania?

– Problem SOR-ów jest wieloczynnikowy. To, że w polskim niewydolnym systemie opieki zdrowotnej SOR jest ostatnim wentylem bezpieczeństwa, powoduje, że trafia tam mnóstwo osób, które np. powinny być zaopatrywane przez podstawową opiekę zdrowotną (POZ) czy przez specjalistykę. W sytuacji, kiedy te elementy systemu opieki zdrowotnej nie działają w sposób właściwy, a ludzie mają swoje potrzeby zdrowotne, ci, którzy nie wytrzymują w kolejce do specjalisty, właśnie na SOR szukają pomocy, mając nadzieję na przyspieszenie swojej diagnostyki.

Źle działające inne elementy systemu opieki zdrowotnej to jedno, a inne czynniki?

– Drugim niezwykle istotnym czynnikiem, który może nie wybrzmiewa do końca w debacie publicznej, jest kwestia charakteru pracy lekarzy na SOR-ach. Tu dotykamy potwornego niedoboru kadr medycznych w Polsce, co jest jedną z największych bolączek naszego systemu opieki zdrowotnej. W związku z tym lekarze, którzy posiadają praktyczne umiejętności, są rozrywani. Mamy rynek pracobiorcy, a nie pracodawcy, a praca na SOR-ach – w porównaniu z innymi miejscami zatrudnienia lekarzy – jest niewdzięczna, bo trudna, męcząca i słabo opłacalna. Na lekarzach SOR spoczywa olbrzymie brzemię odpowiedzialności. Inne miejsca zatrudnienia medyków są mniej stresujące i efektywniejsze finansowo.

Jeśli założymy, że podstawową pracą lekarza jest praca lekarza rodzinnego i przyjmiemy, że średnia podstawowa stawka, którą się obecnie proponuje lekarzom rodzinnym, to 120 zł za godzinę, to stawka lekarza na SOR powinna być, według mnie, dwa razy wyższa. Oczywiście takie sumy w naszym systemie są nierealne.

Mówiąc krótko, jeśli zakładamy, że w obecnym systemie każdemu pacjentowi zawsze należą się usługi, których oczekuje, finansowanie opieki medycznej nie może pozostawać na poziomie 3-4 proc. PKB.

SOR-y są niedofinansowane, jeśli chodzi o wynagrodzenie lekarzy. A finansowanie diagnostyki, usług? SOR-y finansowane są ryczałtowo. To dobre rozwiązanie?

– Ważna jest dyskusja, która toczy się obecnie w środowisku medycznym, czy nadal trzymać ten ryczałt, czy jednak finansować konkretne procedury wykonywane przez SOR. Trwają nad tym prace w NFZ i resorcie zdrowia. Reprezentuję Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych i widzę, chociażby podczas spotkań w Ministerstwie Zdrowia, że te działania idą w dobrym kierunku powiązania wyceny działalności SOR-ów z liczbą chorych i rodzajem udzielonej pomocy, wykonanych badań. Pod uwagę musi być także wzięte zaplecze szpitala, bo oczywiste jest, że szpital duży, z wieloma specjalistami, jest w stanie pomóc większej liczbie osób. Dobrze, że te prace idą w stronę starannego wyliczenia, ile pieniędzy na działanie SOR powinna otrzymać konkretna jednostka.

Ryczałtowy system finansowania SOR-ów wpływa na ograniczanie diagnostyki?

– Oczywiście, że tak. Ale z drugiej strony nie można oczekiwać, że na SOR pacjent będzie miał wykonane wszystkie badania. Niestety, często to lekarze rodzinni odsyłają chorych na SOR, zamiast wystawić skierowanie na te badania, na które mogą skierować pacjenta. Pamiętam pacjentkę, która odesłana została na SOR przez lekarza rodzinnego, aby wykonać prześwietlenie klatki piersiowej. Na to badanie lekarz rodzinny może wystawić skierowanie i wówczas w moim szpitalu pacjent może je wykonać niemal od ręki, ale wtedy jest ono finansowane z budżetu przychodni POZ, a nie przez szpital. W tle takich działań często mamy zatem znowu pieniądze.

Mamy także szokujące przypadki śmierci pacjentów na SOR-ach.

– To są konkretne sytuacje, którym trzeba się przyglądać pod kątem tego, czy był to skutek stworzonego systemu, sposobu zarządzania w danej jednostce, czy też błąd personelu medycznego, kwestia braku kompetencji lekarzy pracujących w danym SOR.

Jest ich mało?

– Bardzo mało.

Także w Pańskim szpitalu?

– Dla mnie jako dyrektora szpitala jednym z największych wyzwań co miesiąc jest spięcie grafiku pracy SOR, biorąc pod uwagę budżet, którym dysponuję.

Ilu lekarzy jest zatrudnionych w Pańskim szpitalu na SOR?

– Na etacie jest jedna osoba – kierownik SOR, pozostali lekarze są związani umowami kontraktowymi, przychodzą na pewną ilość dyżurów, ale nie jest to ich stałe miejsce pracy.

Lekarze na SOR-ach to często osoby „z łapanki”?

– Pewnie często tak jest.

A to bardzo trudna praca, wymagająca umiejętności, doświadczenia.

– Nacechowana jest dużym stresem i ryzykiem pomyłki, bo działamy pod presją czasu, nie dysponując pełną diagnostyką.

Od 2021 r. ordynatorem SOR będzie mógł zostać wyłącznie lekarz, który posiada specjalizację z medycyny ratunkowej, a od 2027 r. w oddziale na stałe będzie musiał być chociaż jeden lekarz z tą specjalizacją.

– W Polsce brakuje systemowego myślenia o pracy lekarzy specjalistów medycyny ratunkowej. Mamy pewną krzywą życia i medycyna ratunkowa, dziedzina wymagająca dynamizmu, energii, niekoniecznie jest przeznaczona dla lekarzy w wieku 60 lat. A co może przed emeryturą robić lekarz medycyny ratunkowej? O tym też trzeba pomyśleć, by mogli oni w drugiej połowie swego życia zawodowego wykorzystać doświadczenie, które zdobyli wcześniej. W obecnym systemie, w mojej ocenie, pomysłu na to nie ma. W sytuacji chronicznego niedofinansowania SOR-ów nie skłania to lekarzy do podejmowania tej pracy.

Jak dziś radzą sobie z tą sytuacją lekarze medycyny ratunkowej?

– Dziś przeważnie mają po dwie specjalizacje.

Sytuacje SOR-ów poprawi wprowadzenie przez Ministerstwo Zdrowia systemu segregacji pacjentów pod kątem stopnia pilności oczekiwania na badanie?

– Obawiam się, że to kosmetyka. Pacjenci już teraz w większości szpitali są segregowani pod kątem pilności obsługi, przy czym teraz będzie to obowiązkowe.

Czasem padają pytania, co jest dla mnie najważniejsze jako dla dyrektora szpitala. Odpowiadam: ratownictwo medyczne – karetki i SOR, dlatego że tam chory ma tylko jedną szansę. Mówię to jako lekarz, dyrektor szpitala, ale również jako człowiek, który przeżył bardzo groźny wypadek samochodowy, po którym rok spędził w szpitalu, z czego pierwsze trzy miesiące na OIOM. Ratownictwo jest najważniejsze, ale żeby było ono na odpowiednim poziomie, potrzebujemy realnych narzędzi, przede wszystkim finansowych.

Działania resortu zdrowia mające usprawnić pracę oddziałów ratunkowych przewidują także wzrost o 10 proc. tzw. stawki bazowej dla SOR-ów.

– Taka jest obietnica.

Resort zdrowia informuje, że w ciągu ostatnich czterech lat finanse NFZ przeznaczone na SOR-y wzrosły o ponad 53 procent. Odczuł to Pan?

– Nie. Pamiętajmy, że wszystko drożeje, pytanie, ile realnie mamy więcej środków w kontekście wzrostu cen.

Dziękuję za rozmowę.