• Czwartek, 28 maja 2026

    imieniny: Augustyna, Jaromira

Dekompozycja lewicy

Sobota, 20 lipca 2019 (17:24)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Lewica: SLD, „Wiosna” i Lewica Razem, idą do wyborów pod jednym szyldem. Zdaniem Roberta Biedronia to „historyczny” moment dla polskiej demokracji...

– Jeszcze do niedawna Robert Biedroń mówił, że jego formacja będzie tym momentem zwrotnym, po czym smalił cholewki do Platformy, a teraz chce utworzyć szeroki blok opozycyjny. Już nie wspomnę o zawirowaniach z przyjmowaniem i zapowiedzią nieprzyjmowania mandatu europosła. Deklaracja Biedronia, Adriana Zandberga i Włodzimierza Czarzastego w tym sensie wyznacza moment szczególny, że ten wielki blok koalicyjny wokół Platformy się rozsypał, że lewica i PSL pójdą do wyborów osobno. Oczywiście, nie wiemy do końca, jaka będzie to formuła koalicyjna, ale wiele wskazuje, że aby dostać się do Parlamentu, będą musieli przekroczyć próg ośmiu procent w wyborach, co wcale nie jest takie pewne. Proszę pamiętać, że wprawdzie Platforma zrezygnowała z koalicji lewicowej z powodu decyzji PSL-u, a zarazem wewnętrznego buntu, bo politycy Platformy nie chcieli po raz kolejny oddawać mandatów postkomunistom. W szeregach Koalicji Obywatelskiej jest zarówno Barbara Nowacka ze swoją Inicjatywą Polską i paru działaczy lewicowych, więc będą zabiegali o głosy lewicowe, bo zdają sobie sprawę, że dwadzieścia kilka procent, to nie jest to, co da Grzegorzowi Schetynie przywództwo w Platformie. W tej sytuacji Platforma musi zawalczyć o lewicowy elektorat, skoro PSL będzie zbierał głosy ludowe. W tym sensie jest to też zapowiedź batalii, a nawet wojny wewnątrzopozycyjnej. Tylko pytanie: jaki ostatecznie będzie jej wynik?

Grzegorz Schetyna nie przeliczył się, mając nadzieję, że odrzuci SLD, ale przejmie ich głosy?

– SLD tych głosów nie ma dużo. Schetyna popełnił błąd, w eurowyborach oddając mandaty postkomunistom. Powinien doprowadzić do tego, aby wszystkie byty polityczne poszły samodzielnie, co osłabiłoby pomniejsze siły, które najprawdopodobniej nie zdobyłyby nic dla siebie. Pokonani przyszliby do Schetyny, który – teraz – mógłby wytłumaczyć wyborcom, że idzie do wyborów parlamentarnych szerokim blokiem. PSL, startując samodzielnie, prawdopodobnie też nie wszedłby do Parlamentu Europejskiego, więc w jesiennych wyborach też zdecydowałby się na start w szerokiej koalicji. Natomiast teraz, kiedy już wcześniej przetestowano ten wariant szerokiej koalicji, to ona właściwie traci sens w wyborach parlamentarnych, bo przed chwilą przegrała. Teraz cała ta dekompozycja powoduje, że szanse na przejęcie władzy przez Schetynę się zminimalizowały, i jako polityk powinien sobie z tego zdawać sprawę. Ale póki co utrzymał władzę w Platformie.

Co zatem powinien albo co może zrobić teraz Grzegorz Schetyna, żeby tej władzy nie stracić?

– Przede wszystkim musi doprowadzić do tego, żeby na listach Platformy znaleźli się kandydaci – posłowie lojalni wobec niego – tacy, którzy nie pozbawią go władzy w partii. Z całą pewnością będzie marginalizował ludzi Donalda Tuska, zresztą Bartosza Arłukowicza i Ewę Kopacz już wysłał do Brukseli. Poza tym Grzegorz Schetyna oczywiście może grać o pełną stawkę, tzn. do Sejmu wejdzie lewica, PSL i razem z Platformą stworzą szeroką koalicję i przejmą władzę, ale jeśli tej władzy nie wezmą, co jest bardziej prawdopodobne, to dla Schetyny byłoby lepiej, żeby do Sejmu nie weszła lewica i PSL, ale tylko Platforma jako jedyna silna opozycja. Wtedy przed następnymi wyborami przegrane teraz lewica i PSL byłyby zmuszone przyjść do Schetyny na kolanach i prosić, aby je ratował. Wówczas mógłby przejąć część działaczy tych formacji, mógłby przejąć też część poparcia, a więc ich elektorat, i stanowić wobec PiS-u jedyną przeciwwagę, jednocześnie licząc, że prędzej czy później wróci do władzy. Owszem, może zaryzykować i nie walczyć o lewicowy elektorat, nawet doprowadzić do małego sukcesu Biedronia, Zandberga i Czarzastego, tylko jeśli to nie doprowadzi go do władzy, za to nastąpi rozdrobnienie po stronie opozycji liberalno-lewicowej. Platforma może zaryzykować grę o to, żeby maksymalnie przejąć głosy lewicowe, doprowadzić do klęski obozu lewicy i w dłuższej perspektywie przejąć ten elektorat.

Jakie szanse w wyborczej rywalizacji ma koalicja SLD, „Wiosna” i Lewica Razem?

– W dużym stopniu zależy to od tego, czy Platforma – choć nie idzie w tak szerokiej koalicji – zechce prowadzić agresywną rywalizację o elektorat lewicowy. Innymi słowy, czy będzie w stanie połknąć część tego elektoratu, bo jeśli zawalczy bardzo mocno, to może oprócz Nowackiej przyciągnie jeszcze paru ludzi lewicy i np. pójdzie w ostrą ideologiczną walkę z LGBT na sztandarach – tak jak to zrobił Rafał Trzaskowski w kampanii na prezydenta Warszawy. Oczywiście, Platforma taką taktyką prowadzi do totalnego zwycięstwa PiS-u, ale z drugiej strony przez takie działania doprowadzi do monopolizacji opozycji. I tu będzie się jeszcze rozgrywać, czy ta nowa inicjatywa lewicowa ma szanse, czy nie. Jeśli Platforma i jej liderzy uznają, że nie wchodzą w retorykę lewicową, to wówczas Biedroń, Zandberg i Czarzasty mają jakieś szanse nie mówię przejęcia władzy, ale wejścia do Parlamentu.

Jeśli znaleźliby się w Sejmie, to wówczas pozycja Platformy nie będzie już dominująca

– Owszem i wtedy Schetyna będzie się musiał z tymi formacjami na nowo dogadywać. Proszę też pamiętać, że PiS praktycznie zdominował prawą flankę sceny politycznej, a Platforma jest ciągle w drodze do tego. Owszem, była próba budowania wielkiej koalicji, ale ta koncepcja przegrała i Platforma de facto doprowadziła do dekompozycji tego bloku. Więc jeśli trzymać się tej logiki – choć w przypadku opozycji totalnej tej logiki już dawno nie ma – to skoro nie wyszła szeroka koalicja, to wykaszamy wszystko, co wokół nas – władzy w Polsce wprawdzie nie bierzemy, ale przejmujemy władzę w opozycji, co w perspektywie czterech lat, jeśli wydarzy się coś nieprzewidywalnego, jeśli PiS – dajmy na to – popełni błąd, to wtedy możemy rządzić, bo nikogo innego nie ma. I to jest dylemat, ale bardziej dla Schetyny niż dla Biedronia, Zandberga i Czarzastego. Możemy się zatem spodziewać dalszej radykalizacji, antyklerykalizmu, działań antykościelnych i pytanie jest, czy Platforma podejmuje to wyzwanie, czy nie, tracąc przy tym lewicowy elektorat. Może też wszyscy razem po stronie opozycji liczą, że a nuż uda się łącznie nazbierać głosów więcej niż PiS i po jesiennych wyborach przejąć władzę. Prawdopodobieństwo jest małe, straty ilościowe mogą być duże, a wtedy musi się pojawić pytanie, co dalej z przywództwem Schetyny.

Liderzy nowej koalicji, przedstawiając cały ten projekt, podkreślali, że potrzeba im kilku miesięcy, aby polską scenę polityczną przewrócić  do góry nogami…

– No tak, ale nikt z tych trzech tenorów lewicy nie ma kilku miesięcy, nie mają też za bardzo programu. Są wakacje, a później pozostaje tylko kilka tygodni do wyborów, a więc czasu na realną kampanię jest bardzo mało. Zresztą dynamika zwrotów akcji po stronie opozycji liberalno-lewicowej jest tak duża, że wyborcy nie bardzo wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Owszem, gdyby lewica poszła w takiej konfiguracji do eurowyborów i teraz przechodziła do kolejnego etapu swojej propagandy, to moglibyśmy mówić, że mogą coś sensownego zaproponować, ale nic takiego nie było, i nie należy się spodziewać wielkiego zwrotu. Ludzie wrócą z wakacji, gdzie nie ma polityki, i zobaczą, że Platforma, która miała iść do wyborów z lewicą, a idzie sama, a na lewicy pojawia się nowy projekt. Czasu na obudowę programową czy marketingową projektu SLD, „Wiosna” i Lewica Razem jest zbyt mało, mało jest też czasu, żeby znaleźć środki na kampanię. Owszem, Zandberg pewnie ma trochę pieniędzy jako partia, która przekroczyła próg trzech procent w poprzednich wyborach, Biedroń pewnie też coś uzbiera od swoich dawnych sponsorów, ale myślę, że już nie tyle, ile otrzymał poprzednio, a SLD wiele nie jest w stanie dorzucić; w tej sytuacji sprawa nie jest tak prosta, jak to rysują trzej tenorzy. Pozostaje jeszcze wejście w ostrą wojnę z Platformą albo Platformy z nimi, więc sytuacja z sielankowej może się dla nich wszystkich okazać naprawdę dramatyczna.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki