Radwańska i Janowicz grają dalej
Środa, 16 stycznia 2013 (08:36)Agnieszka Radwańska, po wygranej z Rumunką Iriną-Camelią Begu 6:3, 6:3, awansowała do trzeciej rundy wielkoszlemowego Australian Open na twardych kortach w Melbourne. Zwycięstwo po dramatycznym meczu odnósł także Jerzy Janowicz, rozstawiony z numerem 24., który wygrał z tenisistą z Indii Somdevem Devvarmanem 6:7 (10-12), 3:6, 6:1, 6:0, 7:5.
Radwańska wciąż jest niepokonana w tym roku, wygrała jedenasty mecz, nie tracąc seta. Spotkanie czwartej zawodniczki w rankingu WTA Tour, z 55. na świecie Rumunką trwało 86 minut. Rozpoczęło się od przełamania podania Polki, która serwowała pod słońce i nie mogła się oswoić z nieregularnymi podmuchami wiatru, sprawiającymi jej kłopoty przy podrzucie piłki. Jednak zaraz po tym zaczęła grać agresywnie i niemal bezbłędnie.
Natomiast rywalka zepchnięta do defensywy nieco się gubiła i często popełniała niewymuszone błędy. pPodejmowała też nadmierne ryzyko, celując w linie. Brakowało jej przy tym precyzji, więc sporo piłek wychodziło na aut albo trafiało w siatkę.
Krakowianka całkowicie przejęła inicjatywę w grze i zdobyła kolejne pięć gemów. Jednak przy stanie 5:1 na chwilę się zdekoncentrowała i nieoczekiwanie pozwoliła się przełamać. Przegrała także następnego gema przy podaniu przeciwniczki, choć miała w nim do dyspozycji dwa setbole.
Następnie wygrała swój serwis na 6:3 bez straty punktu, wykorzystując trzecią szansę na skończenie seta, po 46 minutach. Pomogła jej w tym Rumunka, popełniając 25. niewymuszony błąd (Polka miała ich osiem). Zaraz po tym Begu poprosiła o pomoc medyczną w wyniku kłopotów z barkiem (od początku miała oklejony pilastrami sciągającymi mięśnie).
Na otwarcie drugiej partii Radwańska zdobyła „breaka” i utrzymała tę przewagę do stanu 3:2, gdy nieoczekiwanie straciła swój serwis. Od razu jednak zrewanżowała się przełamaniem, a chwilę później podwyższyła prowadzenie na 5:3. W kolejnym gemie nie wykorzystała meczbola przy podaniu rywalki, ale przy drugiej okazji zakończyła wymianę efektownym wolejem. Było to jej 13. wygrywające uderzenie (Rumunka miała ich 28). Zepsuła tylko 14 piłek, podczas gdy Begu aż 38.
W trzeciej rundzie Radwańska, ubiegłoroczna ćwierćfinalistka imprezy, spotka się ze zwyciężczynią pojedynku Brytyjki Heather Watson z Ksenią Pierwak z Kazachstanu.
Oprócz krakowianki awans do trzeciej rundy wywalczyły w środę również Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (nr 5.), po wygranej z Czeszką Lucie Hradecką 6:3, 6:1, a także Belgijka Kirsten Flipkens, która wyeliminowała inną Czeszkę Klarę Zakopalovą (nr 23.) 6:1, 6:0.
Pięciosetowy maraton Janowicza
Już na otwarcie meczu Janowicz przełamał podanie rywala, ale zaraz po tym zrewanżował się rywalowi podobnym prezentem. Później gra toczyła się już zgodnie z regułą własnego serwisu i doszło do tie-breaka.
Decydująca rozgrywka rozpoczęła się niekorzystnie dla Polaka, na tablicy bowiem pojawił się wynik 1:5. Jednak od tego momentu zdobył pięć następnych punktów i wyszedł na 6:5. Potem zmarnował cztery kolejne setbole i ostatecznie przegrał ją 10-12, gdy Devvarman wykorzystał swoją trzecią szansę, po 79 minutach wyrównanej walki.
W końcówce było dosyć nerwowo, bo łodzianin kilkakrotnie miał zastrzeżenia do decyzji sędziów liniowych i arbiter prowadzącej spotkanie. Głośno wyrażał swoje niezadowolenie, a nawet wdał się w niezbyt przyjemną dyskusję pełną złośliwości. To prawdopodobnie wytrąciło go trochę z rytmu.
Druga partia trwała 37 minut, a w niej Janowicz tylko na początku stawiał rywalowi większy opór. Od stanu 3:3 stracił jednak trzy gemy, w tym dwa przy własnym podaniu.
Nie wytrąciło to jednak 22-letniego łodzianina z równowagi. Trzeciego seta rozpoczął od prowadzenia 4:0, z dwoma „breakami” na koncie, a rozstrzygnął go na swoją korzyść po 32 minutach wynikiem 6:1.
W sumie od stanu 4:1 zdobył następne dziewięć gemów, rozstrzygając po drodze czwartego seta 6:0, w ciągu 34 minut. Był to okres jego zdecydowanej przewagi, świetnej dyspozycji serwisowej i licznych wypadów do siatki, kończonych skutecznymi wolejami. Dobrze też returnował, wywierając cały czas presję na przeciwnika.
Przed decydującą partią Devvarman poprosił o pomoc fizjoterapeutę, który musiał rozmasować obolałe przedramię. Pojawiał się przy nim również później w przerwach między gemami. To jednak nie pomogło mu w próbach przeciwstawienia się wyraźnie uskrzydlonemu Janowiczowi.
Polak w piątym secie wyszedł na prowadzenie 4:1, a następnie podwyższył je na 5:2. W końcówce zrobiło się nerwowo, bo Polakowi dokuczał bolesny pęcherz na wewnętrznej stronie dłoni, co odbiło się na skuteczności serwisu, który przegrał na 5:4. Zaraz po tym poprosił o przerwę medyczną.
Walcząc z urazem i świetnie dysponowanym rywalem, wykorzystał drugiego meczbola przy podaniu rywala, po czterech godzinach gry.
IK, PAP