Dramat drugiej połowy
Środa, 16 stycznia 2013 (08:30)Polska przegrała wczoraj w Saragossie ze Słowenią 24:25 (14:11) w trzecim występie w mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych. To pierwsza porażka Biało-Czerwonych w turnieju.
W rozegranych wczoraj spotkaniach grupy C Białoruś wygrała z Koreą Płd. 26:20, a Serbia pokonała Arabię Saudyjską 30:20. W tabeli z kompletem punktów prowadzą Słowenia i Serbia, która jutro będzie kolejnym rywalem polskiej drużyny.
Było to pierwsze z najważniejszych spotkań w grupie C, które mogło zadecydować o ostatecznej kolejności w tabeli. Zaczęło się od trzech goli Michała Jureckiego, jednego jego brata Bartosza, efektownej indywidualnej akcji Bartłomieja Jaszki i niewykorzystanego karnego Michała Kubisztala, po których Polska w 10. min prowadziła 5:3.
Długo mecz przebiegał według schematu gol za gol. Polacy mogli imponować dużą liczbą przechwytów, jednak nie wszystkie kontry potrafili zamienić na bramki. Między 21. a 26. minutą Biało-Czerwoni zdobyli trzy gole z rzędu i wygrywali 13:9. W ataku długo rozgrywali piłkę, obrona była dość szczelna, mimo braku kontuzjowanego Mariusza Jurkiewicza, sporo kłopotów sprawiał im Jure Dolenec, który w pierwszej połowie zanotował pięć trafień.
Na przerwę Polacy schodzili prowadząc 14:11, do czego przyczynił się Michał Jurecki, który także zaliczył pięć goli. Tym razem niemiecki trener Biało-Czerwonych Michael Biegler nie był już tak spokojny jak w poprzednich meczach. Do tego stopnia, że w 23. min ujrzał żółtą kartkę.
Druga połowa rozpoczęła się fatalnie. W 34. minucie rywale doprowadzili do wyrównania 14:14 i Biegler poprosił o czas. Chwilę potem Słoweńcy wygrywali już 16:14. Polacy zupełnie pogubili się w ataku. Serię nieudanych rzutów zaliczył Krzysztof Lijewski, a zadania nie ułatwiał świetnie spisujący się w bramce Primoz Prost.
Pierwszego gola po przerwie dla Polski zdobył dopiero w 37. minucie Bartosz Jurecki (15:16), ale kolejne ponownie rzucali przeciwnicy. W 43. minucie było już 15:19. Dopiero minutę później przełamał się Lijewski.
Biegler szukał sposobu na zmianę sytuacji. Na chwilę na boisku pojawił się Karol Bielecki, a potem Kamil Syprzak. Obaj zdobyli po golu, ale za chwilę za brutalny faul ten drugi ujrzał czerwoną kartkę. Wszystko działo się w 50. min, przy stanie 19:20.
Ostatnie minuty to dramatyczne próby dogonienia rywali. Ponownie jedynym, który decydował się na rzuty był Lijewski. Robił to ze zmiennym szczęściem. Słoweńcy uszczelnili obronę i utrzymywali jedno- dwubramkowe prowadzenie.
Niecałe półtorej minuty przed końcem, przy stanie 23:24, pojedynek sam na sam z Prostem przegrał Bartosz Jurecki i w odpowiedzi trafienie zaliczyli Słoweńcy. 40 sekund przed zakończeniem meczu Kubisztal po raz drugi zmarnował rzut karny i było praktycznie po meczu. Jeszcze trafił Lijewski, ale Słoweńcy wygrali 25:24.
Z meczu na mecz poprawia się frekwencja polskich kibiców. We wtorek na trybunach Principe Felipe Arena zasiadła ich ponad setka i tym razem z pełnym ekwipunkiem, czyli z bębnami, trąbkami itp. Zbiegło się to jednak z porażką ich ulubieńców.
Komentarze po spotkaniu:
Michael Biegler (trener reprezentacji Polski): Mój team bardzo dobrze zagrał w pierwszej połowie. W drugiej zaczęły się mnożyć błędy, na które nie miałem wpływu, nie mogłem nic zmienić. Słowa uznania należą się bramkarzowi rywali Primozowi Prostowi, który nas zatrzymał w kluczowych momentach drugiej połowy.
Michał Kubisztal (rozgrywający): Może gdybym zdobył tę bramkę z karnego w końcówce, to inaczej by się sprawy potoczyły. Przespaliśmy początek pierwszej połowy. Pozwoliliśmy Słoweńcom wrócić do gry i wyjść na prowadzenie. Oni zaczęli kontrolować spotkanie, a to nie tak miało wyglądać. Szkoda tych przestrzelonych karnych, byłyby dwie bramki więcej i kto wie, jak by się ten mecz ułożył. Druga połowa to dramat w naszym wykonaniu – nic nie funkcjonowało tak, jak miało funkcjonować. W pierwszej połowie było znakomicie – agresywna obrona, która nie pozwalała na zdobywanie bramek oraz w miarę spokojne i długie rozgrywanie akcji w ataku, dzięki którym powiększaliśmy przewagę. A w drugiej nic z tego nie funkcjonowało.
Bartosz Jurecki (obrotowy): To już nie jest pierwszy mecz, który nie kończymy golem dogodnych sytuacji. W pierwszej połowie różnica bramek powinna być dużo większa. Na początku drugiej nie mogliśmy się wstrzelić, nic nam nie wychodziło. Walczyliśmy do końca, ale niewykorzystane sytuacje niestety się mszczą. Słoweńcy zmienili ustawienie w obronie na 6-0, ale nie myślę, żeby to był dla nas jakiś wielki problem. Mieliśmy różne zagrywki, różne warianty, swoje pozycje, ale nie wykorzystywaliśmy ich.
Kamil Syprzak (obrotowy): Byliśmy bardzo nieskuteczni w drugiej części spotkania. Nie wiem, za co otrzymałem czerwoną kartkę, trzeba o to zapytać sędziów. Mogę przypuszczać, że teoretycznie dostałem ją za atak na twarz. Ja skoczyłem do bloku, zawodnik słoweński nabiegał na mnie, ja na niego, a oni zinterpretowali to zagranie jako mój faul.
IK, PAP