Jeśli refundować, to naprotechnologię
Środa, 16 stycznia 2013 (02:03)Senacka Komisja Praw Człowieka, Praworządności i Petycji rozpatrzy dziś petycję zobowiązującą polskich parlamentarzystów do podjęcia inicjatywy ustawodawczej w sprawie refundacji naprotechnologii oraz wprowadzenia zakazu stosowania procedur zapłodnienia metodą in vitro.
Petycja zbiorowa została wniesiona przez osoby reprezentujące środowisko naukowe oraz przez Radę Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich przy Kurii Diecezjalnej Bielsko-Żywieckiej. Pierwsze gremium reprezentuje Krystyna C., drugie – Irena O.
Autorem petycji jest przedstawiciel grupy 300 sygnatariuszy apelu naukowców w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego, który jesienią ub.r. został skierowany do polskich parlamentarzystów. „Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury in vitro jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ” – wnosili przedstawiciele świata nauki.
Treść petycji jest w zasadniczych punktach zbieżna z tym apelem. Podkreśla się w niej, że życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia.
„Jest to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura in vitro, która ma służyć przekazywaniu życia ludzkiego, nieodłącznie wiąże się z niszczeniem życia w fazie prenatalnego rozwoju, jest głęboko nieetyczna, a jej stosowanie winno być prawnie zakazane” – postuluje dokument, podkreślając, że w przypadku metod sztucznego rozrodu ginie nawet 80 proc. dzieci poczętych w ten sposób.
Jak wskazano, „procedura in vitro, na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy przepisy Konstytucji RP: artykuły 30, 38 i 40 oraz art. 157 Kodeksu karnego”. Kolejne przepisy Ustawy Zasadniczej stwierdzają, że przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona stanowią obowiązek władz publicznych. Konstytucja zapewnia każdemu obywatelowi prawną ochronę życia.
Stanowi ponadto, że nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnej zgody. Sygnatariusze petycji podnoszą m.in., że procedura zapłodnienia metodą in vitro zastępuje naturalne środowisko poczęcia oraz początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195 stopni C).
„To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie 2-krotnym wzrostem śmiertelności niemowląt, 2-3-krotnym wzrostem występowania różnych wad wrodzonych, a także opóźnieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczętych metodą in vitro w porównaniu do dzieci poczętych w sposób naturalny” – argumentują autorzy petycji.
Oporna większość
Jak zauważają sygnatariusze, faktyczną metodą pomocy małżonkom pragnącym poczęcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. To nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niepłodności na podstawie tzw. modelu Creightona, służącego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu.
„Na żadnym etapie stosowania tej metody nie dochodzi do niszczenia poczętych istot ludzkich, naruszenia godności małżonków i poczętej istoty ludzkiej oraz zachowane są ekologiczne zasady prokreacji. Ponadto metoda ta w porównaniu do procedury in vitro jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie tańsza” – podnoszą autorzy petycji. Postulują w związku z tym podjęcie inicjatywy ustawodawczej zakazującej stosowania procedury in vitro oraz promującej upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie pełnej jej refundacji z Narodowego Funduszu Zdrowia.
18 października ub.r. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz skierował petycję do rozpatrzenia przez senacką Komisję Praw Człowieka, Praworządności i Petycji. 5 grudnia komisja rozpatrzyła dokument. Podczas dyskusji, jaka się wtedy wywiązała, ze strony polityków Platformy Obywatelskiej padły głosy, że procedowanie w komisji senackiej jest o tyle bezpodstawne, że w Sejmie zostały już złożone projekty ustaw dotyczące procedur in vitro.
– Wobec tak wyraźnej chęci ze strony Sejmu (…) nie ma potrzeby, abyśmy podejmowali jakąś dodatkową inicjatywę – mówił Aleksander Pociej.
Poparł go kolega klubowy Jan Rulewski, który zasugerował, że petycja powinna być przekazana do prac w innej komisji. Ostatecznie jednak formalnego głosowania nie podjęto – z powodu zbyt ograniczonego składu komisji dyskusję nad petycją zawieszono i przeniesiono ją na kolejne posiedzenie. Ma się ono odbyć dzisiaj.
– Petycja trafiła do naszej komisji i trzeba się będzie tą sprawą zająć. Dyskusja na pewno będzie trudna. Jestem pełen obaw – przyznaje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przewodniczący komisji Michał Seweryński (PiS).
– Kto ma większość, może zasugerować pewne rozwiązanie i przeforsować je – dodaje. A wiadomo, że większość Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji stanowią senatorowie Platformy Obywatelskiej (jest ich pięciu, z PiS – trzech). Los petycji jest więc bardzo niepewny – komisja albo będzie nad dokumentem pracowała, albo podejmie uchwałę o jej odrzuceniu. Możliwy jest też scenariusz, że marszałek Borusewicz skieruje dokument do prac innej komisji senackiej.
Anna Ambroziak