• Wtorek, 17 września 2019

    imieniny: Roberta, Hildegardy

Wielka Brazylia pokonana! Brawo nasi!

Czwartek, 11 lipca 2019 (13:22)

Fantastyczny mecz polskich siatkarzy! Biało-Czerwoni pokonali w Chicago wielką Brazylię 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9) w inauguracyjnym spotkaniu turnieju finałowego Ligi Narodów, potwierdzając, że nie ma dla nich granic nie do przejścia.

Sympatycy siatkówki o tym doskonale wiedzą, ale przypomnijmy – Biało-Czerwoni wybrali się za ocean w składzie dalekim od optymalnego, bez swych największych gwiazd, przygotowujących się w Zakopanem do olimpijskich kwalifikacji. To był celowy, świadomy wybór trenera Vitala Heynena, pokazujący, co dla niego jest absolutnym priorytetem w obecnym sezonie. I choć do Chicago wybrała się kadra B, a może nawet kadra C, nasi obiecywali, że powalczą o niespodziankę. I już na dzień dobry słowa dotrzymali, tak naprawdę osiągając więcej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć.

Faworytami meczu z Brazylią bowiem nie byli. To wspaniała drużyna, naszpikowana gwiazdami, z których mnóstwo pojawiło się na parkiecie. Naprzeciw nich wybiegli Marcin Komenda, Norbert Huber, Jakub Popiwczak, mający nikłe międzynarodowe doświadczenie. I co? I od początku Polacy grali tak, że można było tylko klaskać w dłonie. Z niebywałą ambicją i zaangażowaniem, pokazując przy tym fantastyczne umiejętności. Komenda rozgrywał tak, jakby miał za sobą sto występów w kadrze, a z kolegami rozumiał się w ciemno. Huber atakował z imponującą skutecznością, dodając do tego kilka udanych bloków. Popiwczak niesamowicie bronił, a doświadczony Karol Kłos grał niczym stary mentor, od którego wszyscy mogą się uczyć.

Uskrzydleni, genialnie nastawieni Polacy rozpoczęli tak, że Brazylijczycy nie potrafili się odnaleźć. Po kilku minutach było 5:1 i trener Renan Dal Zotto poprosił o czas, by uspokoić zaszokowanych podopiecznych. Poskutkowało, mecz się wyrównał. Canarinhos wyszli nawet na prowadzenie 16:14, a po chwili zwiększyli przewagę do trzech punktów. Polacy zareagowali jednak po mistrzowsku. Wyrównali, po efektownej akcji Łukasza Kaczmarka znów znaleźli się na plusie i po porywającej końcówce postawili kropkę nad i.

W drugiej partii od początku wygrywali Brazylijczycy, a nasi gonili. Skutecznie, bo tuż przed drugą przerwą techniczną wyszli na prowadzenie 15:14. Set do końca miał wyrównany, emocjonujący przebieg, ale tym razem na swoją korzyść rozstrzygnęli go rywale.

W trzeciej odsłonie Polacy dokonali wręcz niemożliwego. Przegrywali bowiem 11:16 i gdy wydawało się, że utytułowani przeciwnicy takiej zaliczki nie mogą zaprzepaścić, Biało-Czerwoni pokazali wielkie umiejętności i wielkie charaktery. Kapitalna zagrywka, kapitalne obrony, skuteczne ataki spowodowały, że nasi szybko wyrównali na 17:17, a potem błyskawicznie zbudowali przewagę na miarę wygranego seta.

W czwartym lepsi okazali się Brazylijczycy, dominujący w nim niemal od początku do końca, choć nasi cały czas deptali im po piętach. O wszystkim musiał zatem rozstrzygnąć tie-break. Polacy rozegrali go idealnie, wręcz po mistrzowsku, choć przytrafiła im się jedna chwila słabości, gdy prowadząc 5:2, pozwolili rywalom wyrównać na 6:6. To było jednak wszystko, co Canarinhos mogli zdziałać, bo nasi od tego momentu wskoczyli na poziom nieosiągalny dla nikogo. Ostatecznie Polacy wygrali do „9”, cały mecz 3:2, co było o tyle niewiarygodne, że naprzeciw naszych rezerwowych stały największe siatkarskie sławy świata. – Ten mecz zostanie w naszej pamięci na zawsze. Zawodnicy na boisku czuli się całkowicie wolni, swobodni, zagrali całkowicie bez ciśnienia, wspaniale. Nawet gdy chwilami wysoko przegrywali, nie robiło to na nich żadnego wrażenia – przyznał Heynen. – To była przyjemność zagrać w takim meczu – dodał Kłos, kapitan zwycięskiej drużyny.

O północy Polacy zagrają z Iranem. Jeśli wygrają, zapewnią sobie awans do półfinału Ligi Narodów.

Polska – Brazylia 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9). Polska: Marcin Komenda, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Łukasz Kaczmarek, Bartosz Bednorz, Tomasz Kłos, Jakub Popiwczak (libero) oraz Maciej Muzaj, Marcin Janusz, Piotr Łukasik.

 

 

Piotr Skrobisz