• Wtorek, 17 września 2019

    imieniny: Roberta, Hildegardy

Co zostaje w Polsce?

Sobota, 6 lipca 2019 (13:29)

Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kupujemy samoloty nowej generacji F-35, śmigłowce, baterie systemu rakietowego Patriot, chyba wypada się tylko cieszyć...

– Owszem, gdybyśmy patrzyli na sprawę tylko krótkowzrocznie, to faktycznie jeśli chodzi o modernizację Polskich Sił Zbrojnych są powody do radości. Armia – owszem – dostaje nowoczesny sprzęt, ale z drugiej strony – jeśli w zamian za wydane środki polskiego podatnika nasze rodzime zakłady nie otrzymają nowoczesnych technologii w ramach tzw. offsetu, to w krótkim czasie dojdzie do sytuacji, że staniemy się tylko biorcą sprzętu wyprodukowanego przez innych, a nasz potencjał obronny zostanie zlikwidowany. 

Na zakup sprzętu wojskowego wydajemy miliardy złotych (32,5 mld zł), a co z tego ma polska zbrojeniówka?

– Kiedy popatrzymy na cyfry i środki, jakie są przeznaczane na zakup sprzętu wojskowego w polskim przemyśle zbrojeniowym, generalnie na modernizację naszego potencjału obronnego, to widać dużą dysproporcję. Jeśli byłyby to inwestycje w nowe technologie, to można by to było zaakceptować, ale my – mam na myśli polskie firmy zbrojeniowe – kolejne przetargi najzwyczajniej w świecie przegrywamy.

Jaki jest powód?

– Przystępujemy do tych przetargów zupełnie nieprzygotowani. Przecież jeśli chodzi o pierwszą część Programu „Wisła”, to nie dostaliśmy nic, teraz zamiast Programu „Homar” mamy system rakietowy HIMARS, zamiast innych naszych programów, mamy kolejne zastępcze. Próbuje nam się wmówić, że wybudowanie w Zielonce – gdzie obecnie istnieją Wojskowe Zakłady Elektroniczne – laboratorium do badań symulacyjnych pocisków rakietowych to jest offset. Jeśli weźmiemy proporcjonalnie nakład środków na zakup sprzętu wojskowego od Amerykanów, a to, co zostaje w Polsce, to są to kwoty śmieszne. I takie podejście nas bardzo boli, nic więc dziwnego, że jako strona społeczna jesteśmy tego typu działaniom przeciwni. Chodzi o to, że inne były zapowiedzi, a inaczej to wygląda w praktyce.

To jaka jest dzisiaj sytuacja polskiej zbrojeniówki? Kiedyś przemysł zbrojeniowy był motorem napędowym polskiej gospodarki. Czy dzisiaj też tak jest?

– Chcielibyśmy bardzo, żeby tak było, ale rzeczywistość nie rysuje się w tak różowych barwach. Z niektórymi produktami tak naprawdę mamy problem, bo dzisiaj niestety nie jesteśmy w stanie zaoferować w miarę nowoczesnej techniki, dajmy na to rakietowej dalekiego zasięgu. I jeśli chodzi o nas, to są to produkty mniej zaawansowane, żeby nie powiedzieć na wymarciu i bez dopływu nowych technologii, bez dopuszczenia nas do łańcucha światowego dostaw nic z tego nie będzie. Jeżeli dzisiaj mówimy o zakupach samolotów nowej generacji F-35, to jak najbardziej w porządku, tylko pytanie brzmi, co otrzymamy w zamian i z jakich środków te zakupy są, czy będą finansowane.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Proszę pamiętać, że określone środki na tego typu inwestycje są przeznaczane, ale to nie są dodatkowe środki tylko na zakup tego sprzętu – samolotów F-35 czy patriotów, ale pochodzą one generalnie z funduszu na modernizację Sił Zbrojnych, z budżetu MON. Jeśli do tego dołożymy wypłaty emerytur wojskowych wypłacane z tej samej puli, co też jest niebagatelną sumą, nie wygląda to już tak bezproblemowo.

Szef MON w ubiegłym roku zapowiadał naprawę polskiego przemysłu zbrojeniowego. Co się zmieniło?

– Wierzyliśmy, że w ślad za zapowiedziami modernizacji Polskich Sił Zbrojnych pójdą konkretne działania prorozwojowe również naszego rodzimego przemysłu, w tym przemysłu zbrojeniowego. Liczyliśmy, że to będzie impuls dla całej polskiej gospodarki. Niestety, w tej chwili PR-owo owszem pokazuje się sukcesy, natomiast za dwa, trzy lata okaże się, że nie będzie za co kupować części zamiennych, nie będzie za co kupować kolejnych baterii czy zestawów rakietowych, ponieważ nie będzie miał kto płacić podatków i wpływy do budżetu będą mniejsze. Dlatego jest to dla nas ogromne rozczarowanie. Mowa o inwestycjach w naszym sektorze, mowa o setkach milionów złotych, które miały do nas spłynąć. I owszem, chcemy o tym wszystkim porozmawiać, jak również np. o planach budowy nowego czołgu, a także modernizacji czołgów, które już są na wyposażeniu naszej armii oraz na temat szeregu innych programów, ale nikt nas nie słucha. Minister obrony narodowej jest tylko człowiekiem i ma prawo nie na wszystkim się znać – jeśli chodzi o technikę wojskową, ale ma od tego doradców, ponadto w jego imieniu nad zakładami branży wojskowej pieczę sprawuje zarząd Polskiej Grupy Zbrojeniowej i tu mamy ogromne problemy.

Czego te problemy dotyczą?

 – Sposobów i metod zarządzania. Dlatego jako człowiek, związkowiec, który serce oddałby za polski przemysł, za Polskę, i co tu dużo mówić – za prawicę, dzisiaj odczuwam nie tylko rozczarowanie, ale jestem wręcz zawiedziony. urąga to wszelkim normalnym, zdrowym zasadom kierowania gospodarką. I to jest nasze zmartwienie.

Chce Pan przez to powiedzieć, że MON, w ogóle rząd, nie ma pomysłu na przemysł zbrojeniowy?

– Cały problem sprowadza się do tego, że polski rząd przeznacza ogromne środki, zlecając zarządzanie przemysłem zbrojeniowym nieodpowiednim ludziom. Jeśli w porę tego nie zmienimy, to niestety za jakiś czas dojdzie do sytuacji, że branża zbrojeniowa po prostu zniknie z rynku. I tu tkwi problem, i tu jest nasze ogromne zmartwienie.

Jako strona społeczna w tej sprawie monitujecie, zwracacie na to uwagę?

– Oczywiście. Ostatnie mieliśmy Walne Zebranie Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, gdzie skierowaliśmy kilka stanowisk do Prezesa Rady Ministrów – z powiadomieniem Ministra Obrony Narodowej – m.in. w kwestii offsetu, jak również w kwestii budowania innych ważnych programów. Sprawą niezwykle istotną jest też kwestia budowy programu rozwoju polskiego przemysłu obronnego. Opowiadanie – jak teraz ma to miejsce – że będzie się budowało jakąś strategię funkcjonowania PGZ, jest zwyczajnie obłudą. Na jakiej  bowiem podstawie taka strategia miałaby powstać, jeżeli nie ma strategii rządowej. A zatem musi być najpierw jasno określony kierunek, w oparciu, o co, o jakie mechanizmy to wszystko ma funkcjonować. Jako strona społeczna jesteśmy w stanie w ciągu dwóch miesięcy zbudować program, który będzie kierunkowy dla funkcjonowania całego przemysłu zbrojeniowego. Bez tego znikniemy z mapy Polski.

Duże nadzieje wiązałem i nadal wiążę z rządem Prawa i Sprawiedliwości, tylko że rząd swoje, a realizacja programu na dole swoje. Rozbieżności są widoczne gołym okiem, i to jest nasze rozczarowanie. Myślę, że czas najwyższy, żeby coś z tym zrobić.

Dziękuję za rozmowę.    

 

Mariusz Kamieniecki