• Wtorek, 15 października 2019

    imieniny: Teresy, Jadwigi, Aurory

Kapłanom potrzeba odwagi

Sobota, 22 czerwca 2019 (04:01)

ROZMOWA / z ks. bp. Ignacym Decem, ordynariuszem świdnickim

 

ROZMOWA / z ks. bp. Ignacym Decem, ordynariuszem świdnickim

Świętuje Ekscelencja pół wieku kapłaństwa. Jak w świetle tych lat postrzega Ksiądz Biskup swoje powołanie?

– Moje powołanie do kapłaństwa, otrzymane w latach młodzieńczych od Najwyższego i Wiecznego Kapłana Jezusa Chrystusa, poddałem weryfikacji w latach pobytu w Arcybiskupim Seminarium Duchownym we Wrocławiu (1962-1969; łącznie ze służbą wojskową). Znając swoją niegodność, wiele razy na modlitwie pytałem Chrystusa, czy naprawdę chce mnie mieć swoim kapłanem.

Gdy w sobotę, 21 czerwca 1969 r., otrzymałem dar kapłaństwa w święceniach prezbiteratu, nigdy potem nie zwątpiłem w jego autentyczność i prawdziwość. Po pięćdziesięciu latach trwania w kapłaństwie służebnym Chrystusa mogę powtórzyć i potwierdzić, że kapłaństwo jest moim powołaniem otrzymanym od Pana Boga. Jest wielkim darem i zadaniem, darem i tajemnicą, jak je określił św. Jan Paweł II.

Jednocześnie muszę podkreślić, że moja kapłańska droga była dwutorowa. Przez wiele lat byłem nauczycielem akademickim, a posługa duszpasterska miała mniejszy zakres. Zmieniło się to, gdy przyjąłem sakrę biskupią i zostałem pierwszym biskupem diecezji świdnickiej. Z woli św. Jana Pawła II z katedry profesorskiej przeszedłem na katedrę biskupią.

Zapewne było wiele takich osób, ale gdyby Ksiądz Biskup miał wymienić dwie albo trzy, które w kształtowaniu posługi kapłańskiej Ekscelencji okazały się najważniejsze, to kto to by był?

– Rzeczywiście osób, które w ludzkim wymiarze wpłynęły na moje życiowe powołanie, było wiele. Z najdawniejszych, oprócz rodziców, mogę wymienić brata zakonnego, bernardyna Floriana Mazurka. W latach mojej edukacji w Liceum Ogólnokształcącym w Leżajsku, gdy codziennie przychodziłem do bazyliki leżajskiej służyć do Mszy św., był on zakrystianem. Codziennie rano widywaliśmy się w zakrystii. W klasztorze zajmował się także szyciem habitów, cerowaniem historycznych, bardzo cennych ornatów i innych szat liturgicznych. Prowadził z nami, zwłaszcza ze starszymi ministrantami, rozmowy. Mnie przekonywał, że powinienem wstąpić do Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu, gdyż tam było mniej powołań kapłańskich.

Także ksiądz proboszcz fary leżajskiej i inni proboszczowie sąsiednich parafii, a także nasz ksiądz katecheta, ks. Jan Urzejowski, swoją postawą kapłańską zachęcali do wyboru ich życiowej drogi. W latach seminaryjnych busolą wskazującą nam na kapłaństwo byli biskupi, pasterze Kościoła wrocławskiego, także wychowawcy seminaryjni i wykładowcy. Potem wiele nauczyłem się od moich księży proboszczów: ks. Mariana Stanety i ks. Eugeniusza Tomaszewskiego. Największy wpływ na styl mojej służby kapłańskiej, jak i wielu innych kapłanów, wywarł na pewno św. Jan Paweł II.

A jeśli chodzi o kapłańską drogę akademicką?

– Takim uniwersalnym mi-strzem w dziedzinie filozofii i teologii, a także w całokształcie posługi kapłańskiej, był i jest oczywiście wspomniany św. Jan Paweł II.

Ale wspomnę jeszcze dwie osoby. Pierwsza to ks. bp Wincenty Urban, profesor historii Kościoła i sufragan archidiecezji wrocławskiej. Do niego uczęszczałem jako kleryk na seminarium naukowe z historii Kościoła i napisałem pod jego kierunkiem pierwszą pracę magisterską z zakresu historii Kościoła na Śląsku. Myślałem, że po święceniach kapłańskich będę ten kierunek kontynuował. Jednakże potrzeby archidiecezji okazały się nieco inne. Byli potrzebni wykładowcy z zakresu przedmiotów filozoficznych. Skoro ukierunkowano mnie na dziedzinę filozofii chrześcijańskiej, odczytałem to jako wyraz woli Bożej i z woli moich przełożonych podjąłem studia na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (1970-1976). Wskazano mi nawet promotora, którym był o. prof. dr hab. Mieczysław Albert Krąpiec, dominikanin, wybitny polski tomista i wieloletni rektor KUL (1970-1983). To właśnie on, wraz z innymi przedstawicielami Filozoficznej Szkoły Lubelskiej, stał się dla mnie głównym mistrzem mojej formacji filozoficznej. Pod jego kierunkiem napisałem pracę magisterską (1973) i pracę doktorską (1976) z zakresu antropologii filozoficznej. Także korzystałem z jego rad w przygotowywaniu rozprawy habilitacyjnej (1991).

W pracy naukowej szczególnym kierunkiem zainteresowania Księdza Biskupa była i jest m.in. filozofia chrześcijańska i antropologia. Dziś jesteśmy świadkami ogromnego zagrożenia tradycyjnej antropologii ze strony ideologii gender. To walka, której stawką jest bardzo wiele.

– Na bazie klasycznej metafizyki moje zainteresowania filozoficzne skupiłem na człowieku. Studia na KUL pokazały mi, jak ważna jest obiektywna, realistyczna, prawdziwa wizja (koncepcja) człowieka. Z błędnych, zafałszowanych koncepcji człowieka rodziły się bowiem różne zgubne ideologie. Jedną z ostatnich jest ideologia gender. Jest ona bardzo groźna, gdyż wyrasta z błędnej, zafałszowanej teorii człowieka. Trzeba demaskować jej utopijny, szkodliwy charakter. Ta ideologia wyrosła też z postawy opacznie rozumianej wolności, która odrywana jest od prawdy, od etyki, od zasad moralnych. Zagraża rodzinie. Ale i całym narodom, łącznie z naszym.

Dziś przeżywamy bardzo groźny atak na autorytet i obraz polskiego kapłana. Nagonka i dochodzące do tego profanacje naszych świętości generują atmosferę antyklerykalnej histerii w niektórych środowiskach.

– Z pewnością nadszedł dla Kościoła w Europie, a także ostatnio i w Polsce trudny czas. Wrogowie Kościoła i chrześcijaństwa dobrze wiedzą, że niszczenie Kościoła należy zacząć od agresji na kapłanów. Jesteśmy teraz tego świadkami. Już prorok Zachariasz mówił: „Uderz Pasterza, aby się rozproszyły owce” (Za 13,7). Pasterzy Kościoła próbuje się dziś ośmieszać, opluwać, by osłabić ich autorytet, by im wmówić, że utracili prawo do pouczania innych, do kierowania ludźmi. Zdaniem agresorów, Kościół stracił prawo do ewangelizowania świata. Świat należy wyzwolić od wpływów Kościoła.

Jednak Kościół nie zdradzi Chrystusa i w mocy Bożego Ducha oprze się szatańskiej próbie zepchnięcia go na margines życia indywidualnego i społecznego. Trzeba dziś przypominać i ukazywać wzorcowe postaci kapłanów, których naprawdę jest wiele. Tak jak nie powinno się patrzeć na grono dwunastu apostołów przez pryzmat Judasza, tak jest nieporozumieniem patrzeć na dzisiejszych kapłanów przez pryzmat nadużyć moralnych niektórych osób duchownych.

A przed czym przestrzegałby Ksiądz Biskup młodych kapłanów?

– Kapłanów przestrzegałbym przed biernością i przeciętnością. Powinni uwierzyć w moc Bożego Słowa, w moc Ewangelii Chrystusa, w moc Ducha Świętego działającego w Kościele i w każdym ochrzczonym, ewangelicznym człowieku. Młodszym konfratrom w kapłaństwie radziłbym, aby z odwagą i pokorą głosili Słowo Boże i wskazywali na wartości chrześcijańskie, które nie mają równych sobie. Dziś bardzo potrzeba tej kapłańskiej odwagi. Księża muszą pamiętać, że czas Ewangelii, że czas Kościoła jest ciągle przed nami. A więc: „Alleluja i do przodu! Alleluja i pod prąd!”.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński