• Wtorek, 15 października 2019

    imieniny: Teresy, Jadwigi, Aurory

Montowanie unijnej sceny

Piątek, 21 czerwca 2019 (23:13)

Z Markiem Astem, posłem PiS, przewodniczącym Sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Szczyt w Brukseli w sprawie obsady kluczowych stanowisk w Unii Europejskiej zakończył się bez porozumienia. Dlaczego liderom unijnych państw tak trudno osiągnąć kompromis w tej sprawie?

– Po wyborach do Parlamentu Europejskiego na unijnej scenie nastąpiło pewne rozdrobnienie. Nie jest tak, że partie skupione w Europejskiej Partii Ludowej w sposób zdecydowany te wybory wygrały, wręcz przeciwnie, a to pokazuje, że wpływy są dzisiaj bardzo podzielone, dlatego trzeba się mocno nagimnastykować, żeby osiągnąć rozwiązania kompromisowe zarówno w sprawach personalnych, jak też w sprawach istotniejszych –dotyczących kierunku rozwoju Unii Europejskiej. Wyborcy w ostatnich wyborach jednak wysłali jakiś sygnał do europejskich elit: mamy przedstawicieli z różnych państw, którzy dotychczasową politykę unijną kontestują i w tej sytuacji najwięksi również muszą brać to pod uwagę. W obecnym europarlamencie jest duża reprezentacja partii Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, która wygrała wybory we Francji, również Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło dużą grupę do Parlamentu Europejskiego, wygrywając zdecydowanie wybory w Polsce. To daje niejako mandat do tego, żeby zgłaszać określone oczekiwania – również w sprawach personalnych. W tej sytuacji trudno się dziwić, że ze strony premiera polskiego rządu mogło nie być akceptacji dla propozycji personalnej polityków z lewej strony czy chociażby Europejskiej Partii Ludowej, która w minionej kadencji europarlamentu z lewicowymi ugrupowaniami współpracowała.

O ile można się było spodziewać, że kandydatura Fransa Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej nie ma większych szans, o tyle odrzucenie kandydatury Manfreda Webera jest jednak niespodzianką…

– No tak, ale w świetle tego, jakie poglądy wygłaszał Manfred Weber w momencie, kiedy objeżdżał poszczególne państwa europejskie, to i po tej kandydaturze raczej nie należało się spodziewać wielkiego przełomu, a raczej kontynuacji dotychczasowych działań Komisji Europejskiej, a to jest jednak marsz w ślepą uliczkę. Tymczasem dzisiaj Europa stoi naprawdę przed dużymi wyzwaniami: nie są załatwione problemy dotyczące polityki migracyjnej, w żaden sposób nie jest też załatwiona kwestia równego traktowania państw członkowskich, istotne są tutaj też kwestie gospodarcze. Dlatego potrzebne jest nowe otwarcie, polityka z wizją, potrzeba rzeczywistego lidera, który potrafiłby pogodzić z jednej strony różne interesy państw członkowskich, ale też różne interesy rozmaitych frakcji, które dzisiaj znalazły się w Parlamencie Europejskim.

Jeśli chodzi o Timmermansa, to chyba dobrze, że go nie będzie w głównym nurcie politycznym, wygląda na to, że jednego wroga Polski będzie mniej?

– Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że wpływy polityków lewicy w Europie są duże, nie mniej jednak to nie oni wygrali wybory do europarlamentu, przeważające są siły partii konserwatywnych oraz Europejskiej Partii Ludowej. Czyli oczekiwanie Fransa Timmermansa, że mógłby liczyć na poparcie chociażby ze strony Polski – zwłaszcza po tych wszystkich haniebnych wypowiedziach pod adresem naszego państwa, pod adresem naszego rządu, ciągłe wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski, to wszystko nie mogło wzbudzić jakiejkolwiek sympatii w naszym kraju, ale też poza granicami Polski. Jasne jest bowiem, że jeśli Frans Timmermans mógł się wtrącać w sprawy Polski, to równie dobrze mógłby sobie znaleźć obiekt do ataku w postaci każdego innego państwa słabszego od Niemiec.

Pewne natomiast jest to, że nowym szefem Komisji Europejskiej nie będzie Donald Tusk…

– „Na szczęście nie” – że pozwolę sobie zacytować dygresję Jean-Claude’a Junckera, który podczas konferencji prasowej wtrącił swoje trzy grosze do odpowiedzi Tuska, pytanego przez jednego z dziennikarzy, czy będzie się ubiegał o stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że Donald Tusk nie jest samodzielnym politykiem, że jest absolutnie narzędziem w rękach kanclerz Angeli Merkel i reprezentował do tej pory – jako szef Rady Europejskiej – interesy Niemiec. Zresztą na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej nie był kandydatem Polski, jego kandydaturę wysunęły Niemcy. Tylko ten jeden fakt już pokazuje, że nie mógł sobie zaskarbić szacunku i uznania poważnych polityków. Oczywiście jeśli chodzi o Jean-Claude’a Junckera, to dobrze znamy różne jego przypadłości, nie mniej jednak jest to polityk zdecydowanie bardziej wpływowy od Donalda Tuska i jego recenzja, jak ta cytowana – nawet rzucona żartem – pokazuje stosunek polityków europejskich do Donalda Tuska. Ten polityk na wsparcie polskiego rządu w swoich zabiegach o jakieś intratne stanowisko w Unii Europejskiej, z całą pewnością liczyć nie może.

Czyli będzie się musiał powoli ewakuować z Brukseli, czy może jego niemieccy mocodawcy znajdą mu jakąś ciepłą posadkę? Bo w Polsce raczej nie ma czego szukać...

– Rankingi zaufania do Donalda Tuska są słabe, ale są też różne jego problemy związane z zaszłościami, kiedy sprawował urząd premiera i odpowiadał za działania, bądź też brak działań, rządu szczególnie jeśli chodzi o lukę VAT-owską, co też w czasie sejmowej komisji śledczej ds. VAT zostało pokazane. A wcześniej brak też jakichkolwiek działań z jego strony, jeśli chodzi o aferę Amber Gold. To wszystko stawia Tuska w bardzo trudnej sytuacji. Stąd jeśli zdecydowałby się na powrót do Polski, do polskiej polityki, musiałby zaczynać praktycznie od zera, z całym bagażem spraw, które się za nim ciągną jako balast z okresu ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL.

A jeśli chodzi o europejskie szanse Tuska?   

– W Europie Donald Tusk niewątpliwie zasłużył się kanclerz Angeli Merkel, więc być może szykuje ona dla swojego protegowanego jakąś intratną posadę. Tego wykluczyć oczywiście nie możemy, ale jako Polska już wpływu na to nie mamy. Na pewno w tym zakresie, w którym niezbędne jest wsparcie państwa, którego Donald Tusk jest obywatelem, czyli ze strony Polski, ten polityk liczyć nie może. Zresztą jako Polska na wsparcie Tuska przez cały okres sprawowania przez niego funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej też nie mogliśmy liczyć.

Skoro rozmawiamy o politycznych układankach, to co dalej z Angelą Merkel, bo jej nazwisko pojawiało się też w kontekście wyboru nowego szefa Rady Europejskiej?

– Pewnie byłoby lepiej, gdyby liderem tego ważnego ciała w Unii Europejskiej, jaką niewątpliwie jest Rada Europejska, był polityk posiadający realną władzę, ponoszący realną odpowiedzialność. Oczywiście możemy mieć różne pretensje do Angeli Merkel, ale z całą pewnością nie można jej odmówić tego, że przez długi czas była, wciąż jest, liderem najpotężniejszego państwa w Europie, że odnosiła sukcesy na arenie międzynarodowej. Owszem popełniała też błędy, ale w sposób oczywisty Niemcy to wciąż najsilniejszy gospodarczo kraj Europy i tutaj kandydatura Angeli Merkel na szefową Rady Europejskiej, która, jak wiemy, po tej kadencji rozstaje się z urzędem kanclerza Niemiec, z całą pewnością musi być brana pod uwagę. Od samej też kanclerz Merkel zależy, czy jest przewodnictwem Radzie Europejskiej w ogóle zainteresowana. Na pewno byłaby zdecydowanie lepszym szefem tego gremium niż Donald Tusk.

Jakie są szanse na obsadzenie może nie czołowych, ale ważnych stanowisk, np. komisarzy, w nowym unijnym rozdaniu ma Polska?

– Zacznę od tego, że do Parlamentu Europejskiego wprowadziliśmy polityków pierwszoligowych, i to nie tylko jeśli chodzi o polską scenę. Są to ludzie z dużym doświadczeniem międzynarodowym, jak chociażby Jacek Saryusz-Wolski, prof. Zdzisław Krasnodębski – to osoby, które dysponują zarówno odpowiednią wiedzą, doświadczeniem i nadają się znakomicie do pełnienia najwyższych funkcji w Unii Europejskiej. Również premier Beata Szydło z niezwykłym mandatem społecznym uzyskanym w tych wyborach – ponad pół miliona głosów, to wynik, to poparcie, którego nikt w Europie nie zdobył. Moim zdaniem, poparcie, jakiego Polacy udzielili Prawu i Sprawiedliwości, też powinno się przełożyć na to, aby co najmniej jedna osoba, jak nie więcej, mogła stanąć na czele poszczególnych instytucji wchodzących w skład Komisji Europejskiej. Co najmniej jedna osoba z polskiej delegacji powinna zostać komisarzem unijnym. Oczywiście nie chciałbym przesądzać, w jakiej dziedzinie – czy jeśli chodzi o sprawy zagraniczne, czy w sprawach związanych z infrastrukturą, ale jest jasne, że z naszej strony, ze strony premiera Mateusza Morawieckiego będą czynione starania, aby reprezentanci państwa polskiego mogli pełnić wysokie funkcje w strukturach Unii Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

    

Mariusz Kamieniecki