Fotoradary pod lupą NIK
Wtorek, 15 stycznia 2013 (10:08)Najwyższa Izba Kontroli rusza z kontrolą fotoradarów. Kontrolerzy w kilku etapach sprawdzą, czy urządzenia stacjonarne zostały ustawione w miejscach, gdzie wymagają tego względy bezpieczeństwa, czy też być może jedynie chodzi o załatanie dziury w budżecie kosztem kierowców.
Wcześniejsze kontrole przeprowadzone przez Izbę wykazały, że nie zawsze miejsca kontroli fotoradarowej były wybierane na podstawie analizy wypadków, kolizji i zdarzeń zagrażających bezpieczeństwu kierowców i pieszych.
NIK wskazuje, że część miejsc była typowana w oparciu o samorządowe plany wpływu do budżetu. To fatalny zwyczaj owocujący fotoradarami ustawionymi bez związku ze stanem zagrożenia wypadkami i kolizjami. "Fotoradary są potrzebne, jeśli przyczyniają się do poprawy bezpieczeństwa na drodze. Dlatego Izba sprawdzi też, czy fotoradary, które ustawiono przed kilkoma laty, przyczyniły się do spadku liczby kolizji i wypadków" - zaznaczono w komunikacie NIK.
Inspektorzy NIK skontrolują też użycie mobilnych wideorejestratorów przez policję, Główny Inspektorat Transportu Drogowego oraz straże miejskie i gminne dysponujące zarówno fotoradarami stacjonarnymi, jak i mobilnymi. W ten sposób kontrolerzy NIK chcą sprawdzić, czy także w przypadku straży nie rozstawiano fotoradarów w miejscach, gdzie nie wpływały one na wzrost bezpieczeństwa, a jedynie przysłużyły się do zwiększenia wpływów w lokalnych kasach.
Najwyższa Izba Kontroli wielokrotnie zwracała w swoich raportach uwagę na to, że fotoradary są dobrym środkiem zapewniania bezpieczeństwa.
IK