• Wtorek, 15 października 2019

    imieniny: Teresy, Jadwigi, Aurory

Mieszkańcy Hongkongu boją się represji

Sobota, 15 czerwca 2019 (20:11)

Wiele osób demonstrujących w tym tygodniu w Hongkongu nie chciało podawać nazwisk i zacierało ślady swego udziału w proteście z obawy przed konsekwencjami. Według części obserwatorów, coraz bardziej przypomina to atmosferę strachu panującą w Chinach kontynentalnych.

Dziś pod wpływem protestów szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam ogłosiła zawieszenie prac nad nowelizacją prawa, umożliwiającą m.in. ekstradycję do Chin kontynentalnych. Głosowanie nad budzącą szeroki sprzeciw społeczny ustawą zostało przełożone na nieokreślony termin.

W minioną środę dziesiątki tysięcy osób okupowały okolicę siedziby hongkońskiego parlamentu, by zablokować debatę nad zmianą przepisów ekstradycyjnych, umożliwiającą m.in. przekazywanie podejrzanych o ciężkie przestępstwa władzom Chin kontynentalnych. Doszło do starć z policją, a władze określiły demonstracje jako „zorganizowane zamieszki”.

Hongkong wciąż dysponuje swobodami i szerokim zakresem autonomii, w tym odrębnym prawem i własną policją. W ściśle nadzorowanych Chinach kontynentalnych podobne demonstracje przeciwko decyzjom władz są praktycznie nie do pomyślenia. Zdaniem wielu komentatorów autonomia i odmienność Hongkongu stopniowo się jednak zmniejsza.

Przeciwnicy ustawy obawiają się, że może ona zlikwidować granicę dzielącą uznaną na świecie praworządność Hongkongu od nieprzejrzystego systemu prawnego Chin kontynentalnych, gdzie sądy kontroluje Komunistyczna Partia Chin. Zdaniem niektórych, swobody, do jakich przywykli Hongkończycy, już są ograniczane.

W odróżnieniu od manifestacji z poprzednich lat, wielu protestujących w środę nie chciało w rozmowie z PAP podawać nazwisk i prosiło, aby nie robić im zdjęć, nawet jeśli demonstrowali pokojowo z dala od miejsc konfliktu z policją. „Każdy materiał może być użyty w sądzie” – powiedział młody mężczyzna w prowizorycznym „punkcie pierwszej pomocy”.

Obawy hongkońskich aktywistów pogłębiły się w związku z procesami wytaczanymi przywódcom i uczestnikom rewolucji parasolek z 2014 roku. Kilku inicjatorów i kluczowych działaczy ruchu Occupy zostało skazanych na kary więzienia.

W czasie środowych protestów kolejki po bilety na stacjach metra były nadzwyczaj długie. Wielu demonstrantów wolało płacić gotówką, zamiast jak zwykle otwierać bramki przy pomocy elektronicznej karty Octopus z obawy, że ich ruchy byłyby łatwiejsze do wyśledzenia.

Jak pisze AFP, wielu przed protestem wyłączyło w telefonach śledzenie lokalizacji i wzmocniło ustawienia prywatności. Po demonstracji usuwali zapisy rozmów na komunikatorach internetowych i kasowali zdjęcia. „To odzwierciedla grozę, jaką odczuwają obywatele Hongkongu w związku z tym rządem” – powiedziała AFP 29-letnia kobieta o nazwisku Yau, pracująca w sektorze edukacji.

Jeden z rozmówców francuskiej agencji wyraził obawy, że Hongkong może się wkrótce stać jak Sinciang – region w zachodnich Chinach, gdzie według organizacji praw człowieka władze wprowadziły wszechobecny system elektronicznego nadzoru nad obywatelami w ramach kampanii walki z ekstremizmem religijnym.

Demonstranci w Hongkongu porozumiewali się za pomocą komunikatorów internetowych, głównie Telegramu. Po protestach szef firmy Telegram Paweł Durow poinformował, że padła ona ofiarą potężnego ataku cybernetycznego, pochodzącego „z adresów IP głównie w Chinach”, i dodał, że wcześniejsze ataki na taką skalę również zbiegały się w czasie z protestami w Hongkongu.

We wtorek hongkońska policja zatrzymała administratora jednej z grup na Telegramie w związku z podejrzeniem o zmowę w celu zakłócania porządku publicznego. 22-latek został zwolniony za kaucją następnego dnia. Według dziennika „Guardian” zastosowane wobec niego metody „przypominają Chiny kontynentalne, gdzie obywatele mogą być zatrzymywani za komentarze publikowane w mediach społecznościowych”.

Po środowych starciach wielu komentatorów zwracało również uwagę na większą niż dotąd stanowczość hongkońskiej policji, która użyła przeciwko protestującym gazu łzawiącego, armatek wodnych, gumowych kul i pałek. Obrażenia odniosło 81 osób. Wśród demonstrantów pojawiały się opinie, że hongkońska policja „uczy się od policji z kontynentu”.

Były sekretarz służby cywilnej Hongkongu Joseph Wong ocenił, że funkcjonariusze strzelali do demonstrantów „jak do zwierzyny łownej”, a politolog z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu Samson Yuen – że traktowali ich gazem pieprzowym „jak karaluchy”.

 

 

JG, PAP