Kosztowne zazielenienie
Wtorek, 15 stycznia 2013 (02:06)Rolnicy w całej Unii Europejskiej są zaniepokojeni propozycjami zaostrzenia przepisów dotyczących ekologii i gospodarowania gruntami w ramach nowej Wspólnej Polityki Rolnej. Ostrzegają, że spowoduje to zmniejszenie produkcji żywności i pasz oraz podniesienie kosztów ich wytwarzania.
Opór wzbudza zazielenienie (greening) – pod tym pojęciem kryje się szereg obowiązków, jakie zostaną nałożone na producentów rolnych. Przede wszystkim to konieczność utrzymania dotychczasowej powierzchni trwałych użytków zielonych w gospodarstwie, stosowanie minimum trzech upraw w zmianowaniu, przy czym udział jednej rośliny w strukturze zasiewów nie może być wyższy niż 70 proc., a nie mniejszy niż 5 procent. Ponadto trzeba będzie przeznaczać przynajmniej 7 proc. gruntów ornych na powierzchnię ekologicznej kompensacji – to ugory, zadrzewione działki, pasy buforowe, oczka wodne itp.
Ale rolnicy z całej Unii obawiają się, że nowe regulacje będą dla nich niekorzystne. Przede wszystkim dlatego, że zazielenienie spowoduje spadek dochodów rolniczych, a w szczególności będzie to miało miejsce w gospodarstwach na glebach dobrych.
– Nowe wymogi to dodatkowe wydatki, do tego wyłączenie z produkcji części gruntów oznacza zmniejszenie przychodów rolnika – mówi senator Jerzy Chróścikowski, szef rolniczej „Solidarności” i przewodniczący senackiej komisji rolnictwa.
Jak dodaje, zazielenienie może przyczynić się do zmniejszenia produkcji żywności i pasz, to zaś odbije się na hodowli zwierząt. Zdaniem Jerzego Chróścikowskiego, rolnicy powinni dostać rekompensaty w zamian za zazielenienie, a sytuacja Polski jest o tyle trudna, że nie ma w tej chwili raczej szans na to, aby doszło do podniesienia dopłat bezpośrednich do średniego poziomu unijnego.
Dodatkowe kary
Także Copa-Cogeca, organizacja zrzeszająca unijne związki rolnicze i spółdzielnie, jest zaniepokojona propozycjami zazielenienia. Dlatego zaapelowała do UE o przyznanie rolnikom większej elastyczności w stosowaniu nowych wymogów. – Zazielenianie nie może zmniejszyć zdolności produkcyjnej rolników ani zwiększyć ponoszonych przez nich kosztów – powiedział Pekka Pesonen, sekretarz generalny Copa-Cogeca. – Największe obawy budzą propozycje Komisji dotyczące obszarów proekologicznych, które oznaczają ograniczenie dostępności gruntów rolnych pod produkcję, a to będzie skutkowało zmniejszeniem ilości surowców dostępnych dla przemysłu spożywczego i ograniczoną ilością pasz – ostrzegał Pesonen.
Do sprawy wymogów ekologicznych wrócił także Parlament Europejski. Jego komisja rolnictwa proponuje, aby nieco zmiękczyć warunki zazielenienia. Według propozycji eurodeputowanych, rolnicy w gospodarstwach od 10 do 30 ha mieliby obowiązek uprawiać dwa gatunki zbóż zamiast trzech (trzy byłyby w większych gospodarstwach), a ponadto żaden gatunek nie powinien pokrywać więcej niż 80 proc. powierzchni upraw. Co nie mniej istotne, obszary proekologiczne stanowiłyby na początku 3 proc. powierzchni gospodarstwa i byłyby stopniowo powiększane – 7 proc. zostałoby osiągnięte w 2018 roku.
Walka o zazielenienie jest istotna choćby z tego powodu, że jeśli rolnicy nie będą się do nich stosować, wtedy KE będzie na nich nakładać kary. Jeśli naruszenia będą „istotne”, właściciel ziemi lub dzierżawca będzie miał potrącone aż 30 proc. wyliczonych dla niego dopłat bezpośrednich. Dla polskich rolników byłaby to dodatkowa kara, wszak obiecywano im od 2014 roku zrównanie dopłat z krajami starej UE, co teraz jest jednak mało prawdopodobne.
Krzysztof Losz