• Sobota, 20 lipca 2019

    imieniny: Czesława, Hieronima

Wreszcie! Tak wynik, jak i styl – znakomite!

Wtorek, 11 czerwca 2019 (19:44)

Trzy dni po słabiutkim, choć zwycięskim, meczu z Macedonią piłkarska reprezentacja Polski rozegrała, może nie perfekcyjne, ale naprawdę znakomite spotkanie z Izraelem, w którym równie dobry co wynik (4:0) był styl zaprezentowany przez podopiecznych Jerzego Brzęczka.

Bądźmy szczerzy – na taki występ czekaliśmy od dawna. Prowadzona przez Brzęczka drużyna rozkręcała się bowiem powoli. Niby wygrywała – a mamy tu na myśli eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy – niby osiągała rezultaty historyczne, bo w XXI wieku nie rozpoczęła tak udanie walki o wielką imprezę, ale nie porywała. Delikatnie mówiąc, bo na jej poczynania patrzyło się ciężko. W piątek przeciw Macedonii zagrała słabiutko, choć wygrała, po raz trzeci w tych eliminacjach, po raz trzeci nie tracąc bramki. Sporo było po tym pojedynku głosów niezadowolenia, sporo krytyki, nawet szyderstw, ale na szczęście i piłkarze, i trener odpowiedzieli w sposób najlepszy z możliwych.

Minęły bowiem trzy dni i w meczu, którego trochę się obawialiśmy, ze znajdującym się na fali Izraelem, Polacy wypadli nieporównywalnie lepiej. Ba, zagrali wreszcie tak, że można im było tylko bić brawo. Szybko, składnie, z pomysłem, pasją, zaangażowaniem i konkretnym planem, konsekwentnie realizowanym. Na palcach można było policzyć sytuacje, gdy stracili kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, gdy na skutek błędów własnych musieli bić na alarm i się ratować. Jeszcze przy stanie 0:0 takie sytuacje były dwie, ale wtedy błysnęli Jan Bednarek i Mateusz Klich, ratując zespół przed być może stratą bramki. Dodajmy, że dzięki ich zagraniom Łukasz Fabiański nie musiał nawet interweniować. A tak to Biało-Czerwoni dominowali. To Biało-Czerwoni nacierali na rywali, raz za razem pokazując, że potrafią grać i ładnie, i efektownie, i płynnie, i z pomysłem.

Wreszcie w rolę prawdziwego reżysera poczynań kadry wcielił się Piotr Zieliński. Wreszcie rozgrywał piłkę z imponującą dokładnością, dostrzegał kolegów, posyłał im kapitalne, mierzone podania. W jego grze wreszcie widoczny był luz, spokój, pewność. Choć nie zdobył bramki, był bodaj najlepszym zawodnikiem na boisku i to warto podkreślić, bo na takiego Zielińskiego czekaliśmy.

– Izrael to bardzo dobra drużyna, ale trafił dziś na reprezentację Polski. Grają tak, że nie był w stanie nic zrobić. Znów pokazaliśmy się ze świetnej strony w defensywie, ale dołożyliśmy do tego znakomitą grę w ataku i skuteczność. Mógł się podobać też styl. Nie wiem jednak, czy to był mój najlepszy występ w kadrze, ocenianie zostawię innym. Wiem, że rozegrałem już w jej barwach wiele udanych meczów, i tylko mam nadzieję, że podobne jeszcze przede mną. Przed nami kolejne spotkania, kolejne ciężkie wyzwania, myślę jednak, że jeśli będziemy grali tak dobrze, jak dziś, to szybko zapewnimy sobie awans na mistrzostwa. Taki jest nasz cel – przyznał pomocnik Napoli.

Zieliński był świetny, bardzo dobra była w ogóle druga linia, defensywa, a z przodu ogrom pracy wykonali Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek. Obaj zdobyli po bramce, Piątek potwierdził, że piłka niesamowicie go szuka – albo on szuka jej – a Lewandowski w kolejnym występie pokazał, jak niesamowitą pracę wykonuje dla drużyny. To prawdziwy kapitan, który nie tylko strzela gole – w poniedziałek trafił po raz 57. w narodowych barwach, śrubując własny rekord – ale i cofa się, walczy, rozgrywa, podaje, asystuje. – Cieszymy się z efektownego zwycięstwa, kilku bramek. W tych eliminacjach najwięcej zależy od nas samych, to my powinniśmy dyktować warunki. Jeśli będziemy grali swoje, będziemy wygrywali – powiedział Lewandowski, tajemnicy sukcesu dopatrując się m.in. w powrocie do starych, sprawdzonych schematów. – Zagraliśmy prościej niż we wcześniejszych meczach. Nie kombinowaliśmy, nie szukaliśmy innych rozwiązań, tylko oparliśmy się na schematach i fundamentach, które się sprawdzały i na których opieraliśmy się przez lata. Byliśmy cierpliwi, strzeliliśmy gola przed przerwą, a później dokończyliśmy dzieła – podkreślił kapitan Biało-Czerwonych.

Lewandowski w poniedziałek wystąpił w narodowych barwach po raz 106., wyrównując rekord Jakuba Błaszczykowskiego. – Każdy rekord cieszy, ale przede mną jeszcze kilka lat grania i wciąż jestem głodny sukcesów, chcę coraz więcej. Mam też świadomość, że spoczywa na mnie odpowiedzialność, stąd jeszcze mocniej staram się grać dla drużyny. Najważniejsze jest jej dobro, awans na mistrzostwa Europy, nie zaś osiągnięcia indywidualne – powiedział.

Satysfakcji ze znakomitego występu podopiecznych nie ukrywał też Jerzy Brzęczek. – W Skopje trudno nam było odmówić braku zaangażowania, przebiegliśmy o sześć kilometrów więcej niż rywal. Ale też popełnialiśmy tam błędy, których uniknęliśmy w Warszawie. Przeciw Izraelowi o wiele lepiej wyglądaliśmy pod względem taktycznym, strzelaliśmy bramki w odpowiednich momentach, kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Jeśli chodzi o rezultat, był to najlepszy występ za mojej kadencji, ale dobrze prezentowaliśmy się także w meczach w Bolonii i Guimaraes. Dziś widać było dużo jakości, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nasza praca od pierwszego zgrupowania jest słuszna. Budowanie zespołu nie jest koncertem życzeń, potrzeba czasu, by wszystko zaczęło funkcjonować. Musieliśmy przeżyć różne chwile, dobre i złe, żeby wspólnie urosnąć, jak to miało miejsce teraz – podkreślił selekcjoner. W poniedziałek podejmujący doskonałe decyzje, tak tyczące taktyki, jak i personaliów.

Po czterech kolejkach eliminacji Polska umocniła się na prowadzeniu w tabeli grupy G. Ma na koncie komplet dwunastu punktów, osiem bramek strzelonych, żadnej straconej. Drugi Izrael wyprzedza aż o pięć punktów, a trzecią Austrię – o sześć. Znajduje się na prostej wiodącej na Euro 2020 i awans może zapewnić sobie bardzo szybko.

Galerię z meczu można zobaczyć TUTAJ

 

 

 

 

 

 

Piotr Skrobisz