• Sobota, 20 lipca 2019

    imieniny: Czesława, Hieronima

Pokonać Macedonię

Piątek, 7 czerwca 2019 (12:31)

Reprezentanci Polski spodziewają się trudnej przeprawy, ale przelecieli do Skopje, by zgarnąć trzy punkty, mocno przybliżające ich do celu, jakim jest awans na mistrzostwa Europy 2020.

Jak na razie w grupie G eliminacji Biało-Czerwoni przewodzą stawce. Po dwóch kolejkach, jako jedyni, mają na koncie komplet sześciu punktów. W inauguracyjnym spotkaniu, na ciężkim terenie w Wiedniu, pokonali 1:0 Austrię, która wydawała się najgroźniejszym rywalem w walce o paszporty na przyszłoroczny turniej. Potem podopieczni Jerzego Brzęczka wygrali 2:0 z Łotwą. Jeśli chodzi o wyniki, były to bardzo udane pojedynki. Styl był dość przeciętny, by nie rzec słaby, ale pamiętajmy, że w tych akurat meczach chodziło o konkretne rezultaty. Sprawy „estetyczne”, związane z wrażeniami z gry, mają pojawić się z czasem.

Może już w Skopje, szczególnie że przed czekającym w czerwcu Polaków dwumeczem (w poniedziałek zmierzą się jeszcze z Izraelem) selekcjoner mógł wyjątkowo długo popracować z piłkarzami.

Macedonia Północna, dzisiejszy rywal, na „papierze” nie wygląda dość imponująco i na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że nasi nie powinni mieć specjalnych problemów z zainkasowaniem kompletu punktów. Nie do końca jest to prawdą. Owszem, Biało-Czerwoni wyjdą na boisko w roli faworytów, ale Macedończycy, szczególnie na własnym boisku, bywają groźni dla najlepszych. – Niby znajdują się dużo niżej od nas w rankingu, ale 68. miejsce na pewno nie odpowiada ich poziomowi i jakości. W eliminacjach mistrzostw świata toczyli bardzo wyrównane boje z Włochami i Hiszpanami, z Włochami zremisowali, z Hiszpanami przegrali po golu straconym w doliczonym czasie gry. Są mieszanką doświadczenia i młodości. Wiemy, że czeka nas trudna przeprawa, bo zmierzymy się z rywalem nieprzewidywalnym – przyznał Brzęczek.

Nasi mają świadomość, że gdyby o wyniku decydowały same umiejętności, pewnie ze Skopje wróciliby z tarczą. Przez ostatnie dni przekonywali jednak – i dobrze! - że do tych umiejętności będą musieli dołożyć jeszcze jeden element, bez którego celu raczej nie uda im się osiągnąć. Pełne, maksymalne zaangażowanie i koncentrację. W tych właśnie elementach, w podejściu mentalnym, może bowiem tkwić klucz do sukcesu. Mówił o tym Brzęczek, mówił Robert Lewandowski, mówili jego koledzy.

Lewandowski na pewno pojawi się na murawie w podstawowym składzie, Brzęczek był jednak często zagadywany, czy nie zdecyduje się na wariant bardziej ofensywny, mając do dyspozycji jeszcze Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika, a więc napastników światowej klasy. Trener odpowiadał dość dyplomatycznie, starając się nie zdradzić wszystkich planów. – Możemy zagrać trzema napastnikami, bo każdy z nich ma ogromny potencjał i może dać drużynie bardzo wiele. Mimo wszystko liczba wystawionych napastników nie zawsze decyduje o jakości gry ofensywnej – powiedział i wydaje się, że raczej postawi na strategię ostrożną, sposobu na rozmontowanie defensywy Macedończyków szukając w dynamicznych skrzydłach i mocnym środku pomocy. Gdyby to się sprawdziło, nasi pojawiliby się na murawie w ustawieniu 4-2-3-1 i w prawdopodobnym składzie: Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Mateusz Klich, Grzegorz Krychowiak – Przemysław Frankowski, Piotr Zieliński, Kamil Grosicki – Robert Lewandowski. Zwraca w nim uwagę obecność jednego napastnika oraz Rybusa, który z powodu problemów zdrowotnych nie miał jeszcze okazji zagrać w drużynie prowadzonej przez Brzęczka.

Dzisiejszy mecz będzie pierwszym w historii z Macedonią o punkty. Trzy wcześniejsze miały charakter towarzyski i co ciekawe, wszystkie odbyły się na neutralnym terenie. Nasi wygrali dwa z nich, w jednym padł remis.

Piotr Skrobisz