Szkolenia tylko dla międzynarodowych korporacji?
Poniedziałek, 14 stycznia 2013 (20:35)Komisja Europejska czeka na wyjaśnienia rządu Donalda Tuska w sprawie przyznawania środków UE z Europejskiego Funduszu Społecznego dużym, a nie małym firmom na szkolenia. W opinii ekonomistów, trudno od razu przesądzać, czy doszło do nadużyć. Wskazują jednak, że w Polsce powstało wiele firm trudniących się wyłącznie wątpliwej jakości „szkoleniami”.
Holenderskie media alarmowały, że Polska przyznaje fundusze koncernom, a nie małym firmom. Według nich, międzynarodowe korporacje, np. ING, Unilever i Philips, otrzymują w Polsce miliony unijnych funduszy m.in. na szkolenia dla menedżerów. Tymczasem środki z EFS na lata 2007-2013 - podkreślały media - powinny wspierać zatrudnienie w biedniejszych regionach i trafiać np. do małych i średnich przedsiębiorstw.
- Poważnie traktujemy te doniesienia, Komisja skontaktowała się z polskimi władzami odpowiedzialnymi za administrowanie tymi programami, by zweryfikować, czy występują takie problemy, czy nie. Teraz czekamy na odpowiedź od polskich władz - powiedział polskim dziennikarzom Jonathan Todd, rzecznik KE ds. zatrudnienia.
Jego zdaniem, za wcześnie, aby mówić o niewłaściwym wydatkowaniu środków, ponadto mogą one trafiać m.in. do dużych firm, jeśli są wykorzystywane zgodnie z celem funduszu.
- Celem funduszu społecznego jest zapewnienie inwestycji w zasoby ludzkie na przykład na szkolenia, ale nie ma obowiązku, by były to szkolenia organizowane przez małe firmy, nie ma problemu, jeśli są organizowane przez duże firmy - przyznał. Komisja Europejska, po doniesieniach holenderskich mediów, zdecydowała się jednak skierować zapytanie do polskiego rządu.
Ministertwo Rozwoju Regionalnego odpiera zarzuty o preferowaniu zagranicznych korporacji. "Pojawiające się w zagranicznych mediach zarzuty o nadmiernym wspieraniu w Polsce dużych korporacji ze środków EFS są nieuzasadnione. Przedsiębiorstwa takie stanowią zaledwie 3 proc. ogółu beneficjentów programu Kapitał Ludzki (POKL) korzystających bezpośrednio ze wsparcia funduszowego. Zdecydowaną większość uczestników projektów stanowią mikroprzedsiębiorstwa (71 proc.) oraz małe firmy (ok. 20 proc.)" - czytamy w komunikacie resortu.
Prof. Jerzy Żyżyński (PiS) z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, poseł Prawa i Sprawiedliwości, również jest zwolennikiem wsparcia małych firm.
– Uważam, że fundusze powinny być kierowane dla niewielkich przedsiębiorstw – zaznacza.
Według niego, należy jednak tę kwestię rozeznać, ponieważ uzasadnione jest też wsparcie dużych firm w kryzysie, kiedy chroni się jak największą liczbę miejsc pracy.
- KE powinna zasięgnąć wiedzę z własnego podwórka. Urzędnicy nie mają jej zbyt wiele na temat podstaw polityki gospodarczej. Ale oczywiście wsparcie środków zewnętrznych byłoby niezmiernie potrzebne dla budowania przyszłości, rozwoju gospodarczego, nowych miejsc pracy i przedsiębiorstw. Należy przyjrzeć się, gdzie ponieśliśmy największe straty - wskazuje Żyżyński.
Zwraca uwagę, że ze szkoleniami w Polsce jest duży problem. – Na te cele zmarnowano dużo pieniędzy. Najłatwiej, kiedy ktoś z rzekomym doświadczeniem i wiedzą poprowadzi „szkolenie”. Powstawały całe firmy szkoleniowe np. dla bezrobotnych itd. Zrozumiałe jest, że ludzi szkolić trzeba, ale dużo jest w tym zakresie usług „naciąganych”. Nie lepiej wesprzeć uniwersytety, zamiast rozdysponować pieniądze dla firm szkoleniowych czy konsultingowych? – podsumowuje poseł.
Jacek Dytkowski, PAP