Francja się budzi
Poniedziałek, 14 stycznia 2013 (17:32)Z Joanną Szałatą z Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Szczecinie i Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia rozmawia Izabela Kozłowska
Paryski marsz dla życia w obronie nienarodzonych został połączony z manifestacją przeciwko ustawie dotyczącej otwarcia instytucji małżeństwa dla osób tej samej płci.
- Decyzja o połączeniu obu marszów zapadła dość niedawno. Początkowo mówione było, że paryski marsz dla życia miał się odbyć 20 stycznia br. Niedawno data ta została zmieniona na niedzielę, 13 stycznia br. Moim zdaniem, zmiana terminu marszu wynikała z kwestii czysto organizacyjnych. Natomiast głównym celem wczorajszej pokojowej manifestacji było wyrażenie sprzeciwu dla lobbowanej przez lewicowy francuski rząd ustawy wprowadzającej nową definicję małżeństwa, co w konsekwencji będzie wiązało się z możliwością adopcji dziecka. Natomiast w perspektywie całkowitej wolności w sprawie in vitro ustawa ta może otwierać drogę do metody matek surogatek. Te setki tysięcy ludzi wyraziły swój sprzeciw dla ustawy i konsekwencji oraz licznych zagrożeń, jakie ona ze sobą niesie. Obrońcy życia i jego godności po raz kolejny pokazali siłę swoich argumentów i pewne jest to, że nie zamierzają na tym poprzestać.
Organizatorzy podają, że w marszu uczestniczyło 800 tys. osób, w tym grupa Polaków. Jakie wrażenia ma Pani po wczorajszym wydarzeniu?
- Manifestacja rozpoczęła się o godz. 13.00 na trzech odległych od siebie paryskich placach. Następnie wielotysięczne pochody wyruszyły, by w atmosferze święta, radości i przy dźwiękach muzyki spotkać się w jednym miejscu - na Polu Marsowym niedaleko wieży Eiffla. Nasza wielotysięczna grupa wyruszała jako ostatnia z placu Pinel. Mimo iż wszyscy byliśmy gotowi już o godz. 13.00, to czekaliśmy na wyruszenie aż 4,5 godziny, bowiem nasz przemarsz rozpoczęliśmy o 17.20. Początkowo nie wiedzieliśmy konkretnie, o co chodzi. Okazało się, że Paryż został zablokowany przez obrońców życia i rodziny, którzy szli w tych dwóch innych grupach. Dlatego liczba podawana przez organizatorów według mnie jest właściwa. Tłum ludzi, który nas otaczał na placu Pinel, robił ogromne wrażenie i na pewno było to kilkadziesiąt tysięcy osób. W momencie, kiedy dołączyliśmy do pozostałych grup, można powiedzieć, że morze młodych i świadomych zalało centrum stolicy Francji. Mieliśmy ze sobą ogromną polską flagę. Wielu Polaków mieszkających we Francji, jak również sami Francuzi podchodzili do nas i chętnie rozmawiali. To było coś niesamowitego. Francja pokazała światu, że budzi się z tego zakłamanego, ale promowanego zachowania, które pozbawione jest wszelkich wartości. Pokazała, że budzi sumienia. Francja dała przykład innym krajom i mam nadzieję, że inne narody pójdą w jej ślady i zaczną bronić instytucji małżeństwa, rodziny i przede wszystkim poczętych dzieci w swoich państwach.
Jaka atmosfera panowała wśród uczestników marszu?
- Wśród tych tysięcy ludzi panował klimat bardzo przyjazny, radosny. Te wszystkie osoby były całkowicie świadome tego, dlaczego przybyły do Paryża, jak ważną podejmują walkę i o co walczą. To rzeczywiście było odczuwalne. Do stolicy Francji przybyły osoby z różnych części kraju, a także z innych europejskich państw. To wszystko wyglądało jak pospolite ruszenie. Ludzie przybywali autokarami, samochodami, pociągami z najdalszych zakątków Francji. Wśród nich była i nasza grupa. Francuzi widzą konsekwencje, jakie ustawa ta może przynieść, i mówią stanowcze NIE prezydentowi François Hollande'owi. NIE dla takiej ustawy i NIE dla ataku na rodzinę. W marszu uczestniczyło wiele młodych osób, całe rodziny z dziećmi, co dodatkowo sprawiało, że atmosfera była bardzo rodzinna i przyjazna, a z drugiej strony konsekwentna.
Jak przedstawia się sytuacja walki o godność osoby od naturalnego poczęcia do śmierci w Polsce?
- W naszej Ojczyźnie jesteśmy w wyjątkowo dobrej sytuacji, umożliwiającej społeczną, publiczną walkę w obronie życia i rodziny. Mamy tę świadomość, że w Polsce bardzo dobrze, dynamicznie rozwija się ruch marszowy. Coraz więcej miast i miasteczek dołącza do tej niesamowitej akcji narodowego poruszenia w obronie poczętych dzieci. Co chwilę słyszymy o nowym pomyśle, by w przestrzeni publicznej wyraziście bronić życia od naturalnego poczęcia do śmierci. Nasza organizacja uczestniczyła w marszach organizowanych w innych krajach i proszę mi wierzyć, nigdzie nie ma tak wspaniałej atmosfery i poruszenia wśród obywateli jak u nas. Byliśmy w Budapeszcie, Rzymie czy Berlinie, gdzie było to dla nas szalenie trudne doświadczenie. Tam jest wielka trudność mówienia w przestrzeni publicznej o obronie poczętego życia. Nie oznacza to, że możemy odpuścić sobie. Wręcz przeciwnie.
Potrzeba, byśmy konsekwentnie budowali i umacniali tę świadomość. W Polsce mamy bardzo wiele środowisk przekonanych o godności osoby i wartości życia. Nie możemy zmarnować tej szansy i potencjału, który nasza Ojczyzna posiada. Powinniśmy gorliwie modlić się o polskich obrońców życia. Musimy być blisko Pana Boga i konsekwentnie pozostać przy tych wartościach.
Wspomniała Pani o tym, że Francja budzi się i staje w obronie życia i rodziny, a także że wśród maszerujących było wiele młodych osób i dzieci, którzy w ten sposób pokazują, że są za życiem. Nie jest to zgodne z obrazem pokazywanym i promowanym w wielu mediach i niektórych środowiskach…
- Trudno jest oceniać, jak wygląda sytuacja w innych krajach. Powiem na przykładzie tej młodzieży, z którą ja mam na co dzień do czynienia. W Szczecinie sukces marszów w obronie życia zawdzięczamy młodym ludziom. U nas mamy wielu, wielu ludzi, którzy przychodzą przekonani o słuszności i potrzebie obrony życia i rodziny. Jednocześnie ci młodzi ludzie kształtują siebie i „wciągają” w to swoich rówieśników. W marszach 90 proc. stanowią młodzi ludzie. W wielu polskich miastach i miasteczkach tak jest. To bardzo buduje i daje nadzieję.
Jeżeli ktoś dziś twierdzi, że młodzież nie broni życia, to jest to kłamliwe stwierdzenie - widzimy to bardzo wyraźnie. Jest całkowicie odwrotnie. Młodzież chce bronić życia, a my musimy jej pomóc. O tym świadczy chociażby fakt, że na wyjazd do Paryża mieliśmy mnóstwo chętnych. Spokojnie zebralibyśmy trzy autokary. Niestety, późna zmiana daty paryskiego marszu i kwestia finansowa spowodowały, że ostatecznie wyjechaliśmy jednym autokarem. Po prostu nie byliśmy w stanie pokryć kosztów wyjazdu większej grupy. Ta młodzież, która z nami wyjechała, uczestniczyła w tym z pełną świadomością. Wiedzieli, że ich poświęcenie ma sens, że dla całego świata są pewnym świadectwem. Nie traktowali tego wyjazdu jako wycieczki do Paryża. Wrócili umocnieni i jeszcze bardziej zmobilizowani do dalszej walki o kwestię najważniejszą, jaką jest życie. Ci wszyscy młodzi ludzie widzą jeszcze większy sens w swojej działalności prowadzonej na polskim gruncie, ale także na przestrzeni międzynarodowej. Są świadomi i zdają sobie sprawę, że jest to istotna kwestia dla naszej cywilizacji i przyszłych pokoleń.
Dziękuję za rozmowę.
Izabela Kozłowska