• Sobota, 20 lipca 2019

    imieniny: Czesława, Hieronima

Konstytucja dla Polski

Piątek, 3 maja 2019 (21:58)

O losie Ustawy Rządowej z 3 maja 1791 r. przesądził kontekst międzynarodowy

Ustawa Rządowa z 1791 roku była zwieńczeniem trwających niemal sto lat wysiłków na rzecz naprawy Rzeczypospolitej. Najpierw był wysiłek intelektualny, czyli stała refleksja polskiej myśli politycznej nad ustrojowymi wadami naszego państwa. Czasy saskie zazwyczaj kojarzące się z okresem duchowego marazmu nie były pod tym względem wyjątkiem. Wtedy coraz głośniej słychać tych, którzy wskazują na zło płynące z szalejącego na sejmach i sejmikach liberum veto i na dominację w „narodzie szlacheckim” tych, których tytuł do władzy i wpływów bierze się tylko z bogactwa (magnateria), a nie z praktykowania cnót społecznych.

W ten sposób pisał w latach trzydziestych osiemnastego wieku król-wygnaniec Stanisław Leszczyński w swoim „Głosie wolnym wolność ubezpieczającym”. Trzy dekady później ukazujący się w trzech tomach w latach 1760-1762 traktat ks. Stanisława Konarskiego „O skutecznym rad sposobie” niejako podsumował polską refleksję nad koniecznością zreformowania państwa. Ten, „który odważył się być mądry” (jak głosiła dewiza medalu przyznanego ks. Konarskiemu przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego), podkreślał na kartach swojego dzieła, że koniecznie należy zerwać (a nie tylko ograniczyć) ze szkodliwą praktyką liberum veto. Wzywał do stworzenia nowoczesnej władzy wykonawczej opartej o rząd podzielony na działy resortowe, w którym król występować będzie w charakterze primus inter pares.

Swój wkład w rozwój polskiej myśli nad reformą Rzeczypospolitej miała również konfederacja barska (1768-1772), która wbrew obiegowym opiniom nie była ruchem „zacofanych szlachciurów”, ale w swoich szeregach miała wielu obywateli widzących potrzebę daleko idących zmian w ustroju państwa (przede wszystkim poprzez wzmocnienie władzy wykonawczej, niekoniecznie utożsamianej z królem).

Reformować, nie rewolucjonizować

Wynika z tego, że o konieczności reformowania Rzeczypospolitej nie przekonała Polaków dopiero myśl oświeceniowa, która nad Wisłą przeżywa apogeum rozwoju w okresie stanisławowskim (1764-1795). Wiedzieli o tym już znacznie wcześniej. Rozkwit debaty publicznej w okresie Sejmu Wielkiego (1788-1792) był tego kolejnym dowodem. Prawdziwy zalew literatury politycznej (głównie w formie broszur i tzw. druków ulotnych) w tym czasie przekonywał nie tylko o istnieniu żywej świadomości potrzeby reform w zakresie ustroju politycznego (zniesienie liberum veto i elekcyjności tronu), ale również w odniesieniu do reform społecznych. W tym ostatnim kontekście chodziło o podnoszony postulat politycznej emancypacji mieszczaństwa i rozciągnięcia „opieki rządu” nad chłopami.

Te najważniejsze postulaty uwzględniała Konstytucja 3 maja. Wprowadzała w Polsce monarchię dziedziczną, znosiła liberum veto. Nie znosiła szlacheckich przywilejów na wzór toczącej się właśnie rewolucji francuskiej, ale rozszerzała je na grupy społeczne dotychczas wykluczone ze współdecydowania o losach państwa. Chodziło o mieszczan, którzy zyskali pełne równouprawnienie polityczne ze szlachtą (mogli odtąd wysyłać posłów na sejm).

Warto również przypomnieć, że Ustawa Rządowa likwidowała ostatecznie ustalony na mocy unii lubelskiej z 1569 roku dualizm państwowo-ustrojowy między Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim. W sensie formalnym 3 maja 1791 roku kończyła się Rzeczpospolita Obojga Narodów, a zaczynała się historia Rzeczypospolitej Polskiej. Zaczynała się „w Imię Trójcy Przenajświętszej”, bo tak brzmiał początek pierwszej polskiej Konstytucji. Potwierdzała ona praktykowaną od stuleci nad Wisłą zasadę tolerancji wyznaniowej, ustanawiając jednocześnie religię katolicką religią oficjalną całego państwa, od której apostazja miała być karana śmiercią.

Veto sąsiadów

O losie Ustawy Rządowej przesądził kontekst międzynarodowy. Papież Pius VI bardzo życzliwie odniósł się do jej zapisów, dostrzegając w niej przeciwieństwo rewolucyjnej drogi przyjętej po 1789 roku przez Francuzów. W podobny sposób patrzył na polską Konstytucję Edmund Burke – twórca europejskiej myśli konserwatywnej. Gdybyż tylko takie głosy dominowały w naszym najbliższym otoczeniu! Tymczasem w Petersburgu i Berlinie od początku uznano uchwalenie Ustawy Rządowej za naruszenie żywotnych interesów, odpowiednio Rosji i Prus.

Szczególnie perfidne było zachowanie państwa Hohenzollernów. Berlin w okresie Sejmu Wielkiego uwiódł prominentnych przedstawicieli stronnictwa „patriotów” (m.in. Hugona Kołłątaja i Ignacego Potockiego), przekonując ich do zawarcia w 1790 roku przymierza obronnego. Prusy zobowiązywały się do niesienia pomocy Rzeczypospolitej w razie zaatakowania jej przez wrogie mocarstwo (czytaj: Rosję). W rzeczywistości jednak w tym samym czasie dyplomacja pruska dokładała starań, by przekonać Rosję do konieczności zbrojnej interwencji w Polsce. Od czasów Fryderyka II (1740-1786) postępowanie pruskie nacechowane było dwulicowością. Z jednej strony, jawnie (na przykład w kontaktach z oświeceniowymi salonami) upowszechniano propagandę o „wiecznej polskiej anarchii”. Z drugiej strony, w poufnych kontaktach dyplomatycznych przekonywano Rosję, że nawet najmniejsza reforma ustrojowa w Polsce prowadzić będzie do jej wzmocnienia, a tym samym stworzenia śmiertelnego zagrożenia dla monarchii Hohenzollernów i Romanowów. Do 1792 roku Katarzyna II zajęta była jednak wojną z Turcją (a przejściowo i ze Szwecją). Po zawarciu pokoju z Portą z wigorem ruszyła wspomagać „polską wolność”.

O roli rozumu w polityce

Uchwalenie, a następnie obalenie Konstytucji 3 maja jest pouczającą lekcją o znaczeniu rozumu (roztropności) w polityce. Przez dekady dyktował on światłym (nie w sensie ideologicznie rozumianego oświecenia) Polakom podejmowanie refleksji nad naprawą dobra wspólnego, res publiki. Potrafili oni rozumnie połączyć wymogi modernizacyjne z poszanowaniem dla tradycji duchowej, z której wyrastał polski Naród. Politycznego rozumu zabrakło zaś tym, którzy łatwo uwierzyli w pruskie zaloty, nie słuchając przestróg płynących od trzeźwo myślących reformatorów (por. „Przestrogi dla Polski” ks. Stanisława Staszica). Zupełnie zaś byli pozbawieni go, którzy w oparciu o moskiewskie i pruskie bagnety chcieli odnawiać „gmach polskich wolności” (targowiczanie). Bezkrytyczny zachwyt nad „sojuszniczą ofertą” i zagranica jako gwarant „wolności” – to już przerabialiśmy.

Prof. Grzegorz Kucharczyk