• Sobota, 20 lipca 2019

    imieniny: Czesława, Hieronima

Apostolat Czerwonej Róży

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 (21:24)

Rozmowa z o. Fidelisem Moscinskim CFR, duszpasterzem amerykańskich obrońców życia

 

Jak to się stało, że zaangażował się Ojciec w posługę obrony życia?

– Kiedy pod koniec lat 80. studiowałem na uniwersytecie Rutgers w stanie New Jersey, przyłączyłem się do studenckiej grupy pro-life. Widziałem wtedy film pokazujący, co naprawdę dzieje się z dzieckiem w czasie aborcji. I kiedy go zobaczyłem, zrozumiałem, że Bóg powołuje mnie do poświęcenia się zatrzymaniu tej przemocy, tak mocno jak tylko potrafię. Zostałem członkiem ruchu Akcja Ratownicza, w którym tysiące ludzi próbuje zatrzymać aborcję poprzez obywatelskie nieposłuszeństwo – blokowanie dostępu do placówek aborcyjnych. W tym samym czasie odkryłem powołanie do Zgromadzenia Franciszkanów Odnowy. Chociaż uczestniczyłem w kilku takich blokadach jako zakonnik, większość swojej aktywności skupiłem na organizowaniu wielkich czuwań modlitewnych przy ośrodkach aborcyjnych oraz prowadząc uliczne poradnictwo. Z łaski Bożej jestem czynny w ruchu pro-life od 30 lat.

Stał się Ojciec znany z działań wzorowanych na kanadyjskiej obrończyni życia Mary Wagner. Jak to przebiega w USA i w realiach Ojca zgromadzenia?

– Według konstytucji naszego instytutu zakonnego, publiczne, składane przez braci modlitewne świadectwo świętości ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci jest istotną częścią ich pracy ewangelizacyjnej i troski o ubogich. Rozpoznajemy w prawie do życia podstawę sprawiedliwego i pokojowego społeczeństwa. Uznajemy, że ci, którzy z jakiegokolwiek powodu są pozbawieni prawa do życia, są naprawdę ubogimi i najbardziej potrzebującymi chrześcijańskiej służby i zbawczej mocy Ewangelii. Przez modlitwę, publiczne świadectwo, solidarność z ubogimi, starszymi, wszystkimi zagrożonymi przez proponowanie śmierci jako rozwiązania problemu bracia starają się bronić prawa do życia i godności ludzkiej istoty. Posiadając odpowiednie zezwolenia, bracia nie wahają się uczestniczyć w aktach sprzeciwu sumienia wobec ataku na nienaruszalność ludzkiego życia i usiłowania przerwania powszechnych więzi ludzkiej solidarności.

Zapytał pan o akcję Ratunek w Czerwonej Róży, w której uczestniczę. Są to właśnie akty sprzeciwu sumienia, które przewidziane zostały jako forma naszego apostolatu. Często kończą się one aresztem i pobytem w więzieniu. Ponieważ jednak złożyłem ślub ubóstwa i nie mam rodziny, którą musiałbym utrzymywać, jestem wyjątkowo odpowiednią osobą, by ponosić konsekwencje tej pracy pro-life. Co więcej, jako katolicki kapłan działam w imieniu Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła. Wszystko czynimy w duchu modlitwy, ofiarowania i zaufania mocy Bożej.

Mógłby Ojciec opisać taką modlitewną akcję sprzeciwu sumienia? Po jednej z nich został Ojciec niedawno aresztowany…

– Ratunek w Czerwonej Róży polega na tym, że idziemy zupełnie spokojnie do placówki aborcyjnej, wchodzimy do poczekalni i siadamy. Następnie próbujemy rozmawiać z obecnymi tam matkami, które rozważają aborcję. Proponujemy alternatywę, słuchamy ich i zachęcamy do wyboru lepszej drogi. Na wzór Mary Wagner dajemy kobietom róże, czerwone, do których dołączone są informacje o centrach pomocy dla kobiet w ciąży.

Ostatecznie pojawia się policja, słyszymy, że łamiemy prawo i musimy wyjść. Wyjaśniamy, że interweniujemy, by ratować życie dzieci zapisanych do aborcji, i że chcemy zapobiec szkodom, jakie aborcja wywoła także w życiu ich matek. Pozostajemy nastawieni absolutnie pokojowo i spokojnie wyjaśniamy policji, że nie powinna nas aresztować. Ponieważ solidaryzujemy się z nienarodzonymi dziećmi w niebezpieczeństwie śmierci, decydujemy się nie zostawiać ich w końcowym momencie życia i odmawiamy opuszczenia miejsca mordu. Wtedy zostajemy zatrzymani i usunięci.

Czy Ojciec uważa, że rzeczywiście łamie prawo, czy też raczej Ojca fundamentalne prawa są deptane?

– Ponieważ czynnie interweniujemy w celu ratowania życia dzieci w bezpośrednim niebezpieczeństwie śmierci, nie można nas uznać za winnych naruszenia prawa zakazującego wkraczania na teren prywatny. Jest to znane w anglosaskiej tradycji prawnej jako konieczna i usprawiedliwiona obrona. Ważne jest również, by pamiętać jasne i autorytatywne nauczanie św. Jana Pawła II w „Evangelium vitae”. Aborcja jest „zbrodnią, której żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalną. Ustawy, które to czynią, nie tylko nie są w żaden sposób wiążące dla sumienia, ale stawiają wręcz człowieka wobec poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się im poprzez sprzeciw sumienia. Od samych początków Kościoła przepowiadanie apostolskie pouczało chrześcijan o obowiązku posłuszeństwa władzom publicznym prawomocnie ustanowionym (por. Rz 13, 1-7; 1 P 2,13-14), ale zarazem przestrzegało stanowczo, że ’trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi’ (Dz 5,29)”.

Jak zakończyła się sprawa oskarżeń wysuniętych przeciwko Ojcu i towarzyszącym Ojcu osobom?

– W związku z akcją Ratunek w Czerwonej Róży toczą się dwie sprawy sądowe w stanie New Jersey, z września i grudnia 2018 r. W jednej z nich proces odbył się w marcu. Złożyliśmy wniosek o uznanie za niewinnych. Sędzia ukarał nas grzywną i obciążył opłatą sądową w wysokości 364 dolarów. Uznajemy jednak ten wyrok za niesprawiedliwy i nielegalny. Nie zapłacimy kar. Nie zamierzam zgodzić się także na żaden okres próbny. Bez względu na postępowania sądowe będę kontynuował moją pracę na rzecz życia, także w dotychczasowych formach.

Jaką formę obrony życia uważa Ojciec za najbardziej skuteczną w warunkach amerykańskich? Na pewno na pierwszym miejscu znajduje się modlitwa, ale co jest następne?

– Najbardziej potrzebujemy oddziaływania bezpośredniego. Musimy rozmawiać przekonująco i z miłością z matkami, które przeżywają kryzys i rozważają aborcję. To musi się dziać także w miejscach, w których przeprowadza się aborcje, zarówno przed wejściem, jak i w środku. Ta praca musi być wykonywana z intensywną modlitwą. Tylko Boża łaska może dotknąć serca matki, poruszyć ją, by pomimo własnych lęków i trudności wybrała życie dla samej siebie i swojego dziecka.

Prezydent Donald Trump deklaruje się jako pro-life i rzeczywiście podjął pewne kroki dowodzące, że tak jest w istocie. Czy można mówić o odwróceniu się tendencji i powrocie szansy na przywrócenie prawnej ochrony życia poczętego w USA?

– Wielu ludzi w Stanach Zjednoczonych ciężko pracowało przez długi czas na rzecz przywrócenia prawnej ochrony życia dzieci w łonach matek. Wybór prezydenta Trumpa dał nam unikalną możliwość przybliżenia się do celu, jakim jest kompletne zdelegalizowanie aborcji. Musimy modlić się za wszystkich, którzy służą społeczeństwu we władzach, zwłaszcza za prezydenta Trumpa, aby każdy pracował nad uwolnieniem nas ze zmory aborcji.

W niektórych częściach Ameryki ma miejsce jednak proces odwrotny. Mam na myśli nowe prawodawstwo aborcyjne stanu Nowy Jork. Co się stało z moralną wrażliwością ludzi, których wybrano do stanowienia prawa?

– Tak, ostatnio w stanie Nowy Jork uchwalona została ustawa o zdrowiu reprodukcyjnym, która pozwala na aborcję do momentu urodzenia dziecka. Przegłosowali ją Demokraci, którzy są wyraźnie „partią śmierci”. Żaden polityk, który opowiada się za aborcją, nie zasługuje na sprawowanie urzędu publicznego. Co więcej, każdy taki polityk, który twierdzi, że jest katolikiem, powinien odbyć publiczną pokutę i odwołać swoje poparcie dla aborcji. Dopóki tego nie uczyni, nie wolno mu przystępować do Komunii Świętej i musi to być publicznie wiadome. Muszę dodać, że to odrażające prawo wielu ludzi zmotywowało do walki o ochronę życia. Mam nadzieję, że zwykli Amerykanie ze zdrowym sumieniem zauważą aborcyjny ekstremizm Demokratów i w głosowaniu usuną ich z urzędów.

Wydaje się, że w USA podejście do kwestii moralnych, takich jak sprawa życia, mocno zależy od regionu…

– Łatwo to wytłumaczyć. Po prostu tam, gdzie większość Amerykanów trzyma się szczerze wiary chrześcijańskiej i zgodnie z nią postępuje, życie i rodzina są szanowane. Tam, gdzie wiara jest słaba, zagrożona, a świecka kultura zniekształca sumienia ludzi, życie i rodzina znajdują się pod niesłabnącym ostrzałem.

Czy można bronić życia nienarodzonych i głosić jego godność w sposób racjonalny, bez odwoływania się do wiary?

– Fundamentalnym błędem jest próba oddzielenia naszej wiary od życia publicznego. Oczywiście, można bronić prawa do życia dzieci w łonach matek w oparciu o argumenty naukowe niezwiązane z religią. Ale warto wciąż powracać do przekonania, że w naszej wierze chrześcijańskiej nie ma niczego zagrażającego temu, co jest autentycznie ludzkie. Amerykanie są otwarci na „Ewangelię życia”, ponieważ odpowiada ona dokładnie na potrzeby i pragnienia każdej osoby i całego społeczeństwa. Moje doświadczenie wskazuje, że kiedy nasza wiara i tradycja moralna jest jasno tłumaczona i naszym życiem świadczy o tym, w co wierzymy, wtedy ludzie szczerzy i otwarci naprawdę odpowiadają pozytywnie.

Nie przerażają Ojca te wszystkie wyzwania, takie jak antykoncepcja, zapłodnienie in vitro, „małżeństwa” jednopłciowe itd.? Wydaje się, że zachodnia cywilizacja jest na jakimś moralnym dnie, z którego nie jest w stanie powstać.

– Trudno na to pytanie krótko odpowiedzieć. Jednak jeśli szukamy przyczyny obecnego kryzysu moralnego, nie powinniśmy zapominać słów Matki Bożej z Fatimy: „Rosja rozpowszechni swoje błędy na całym świecie”. Odnosi się to oczywiście do ateizmu i materialistycznego komunizmu, ale również apostazji od wiary chrześcijańskiej propagowanej przez zachodni sekularyzm. Gdy społeczeństwo odwraca się od Boga, wtedy prawda i godność człowieka przegrywa. Człowiek już nie wie, kim jest i do czego jest powołany. Odrzuca obiektywną naturę stworzenia i zaczyna wierzyć w kłamstwa Złego. Droga wyjścia jest jasna. Błąd musi zostać potępiony. Chrystus musi być głoszony. Kościół musi być oczyszczony z kompromisu i światowości. Tylko świadomy i zdecydowany powrót do źródła naszego zbawienia, to jest Krzyża Jezusa, może pokonać zło. Pełna prawda o życiu, małżeństwie i rodzinie musi być głoszona i nauczana na wszystkich poziomach, począwszy od Watykanu.

Czy taki właśnie jest charyzmat Ojca zgromadzenia? Proszę opowiedzieć więcej o Ojca powołaniu.

– Bóg jest dla mnie dobry i miłosierny. Urodziłem się w 1969 r. i wzrastałem w praktykującej katolickiej rodzinie. W 1992 r. wstąpiłem do franciszkanów odnowy i w 2001 r. zostałem wyświęcony. Uzyskałem też stopnie naukowe z teologii moralnej i prawa kanonicznego. Służyłem na wiele sposobów w moim instytucie. Obecnie jestem lokalnym przełożonym na Bronksie w Nowym Jorku oraz posługuję jako generalny prokurator (ekonom). Moją duchowość określiłbym jako integralnie franciszkańską. Za swoich szczególnych patronów uznaję św. Michała Archanioła, św. Franciszka i św. Fidelisa. Bardzo wpłynęło na mnie nauczanie i świadectwo życia św. Jana Kasjana, św. Bonawentury, bł. Johna Henry’ego Newmana, a także twórczość J.R.R. Tolkiena. Ostatnio czytałem bardzo inspirujące biografie bł. kard. Klemensa Augusta von Galena i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski