• Sobota, 25 maja 2019

    imieniny: Grzegorza, Urbana, Magdy

Bayern wymaga zmian

Czwartek, 14 marca 2019 (22:33)

Robert Lewandowski nie spełni swego marzenia o triumfie w Lidze Mistrzów. Przynajmniej nie teraz, nie w tej drużynie Bayernu Monachium. Bayernu, który latem czeka prawdziwa rewolucja, bo tylko w ten sposób może wrócić na szczyt.

„Lewy” to ambitny sportowiec. I choć gra w wielkim klubie, kolekcjonuje tytuły mistrza Niemiec, korony króla strzelców Bundesligi, to go nie zadowala. Marzy bowiem o czymś więcej. O wygraniu Ligi Mistrzów, czego zresztą nigdy nie ukrywał. Na razie to marzenie musi jednak odłożyć, przynajmniej w czasie. Jego Bayern odpadł bowiem z rywalizacji w 1/8 finału obecnej edycji tych rozgrywek. Odpadł w pojedynku z Liverpoolem, który pokazał bezlitośnie, jak wiele czeka go pracy – i zmian – by znów znaleźć się na szczycie. Jak wiele dzieli go od znajdujących się na fali „The Reds”. Zdeterminowanych, żądnych sukcesu, kapitalnie ustawionych przez Juergena Kloppa. Kloppa, który o lata świetlne, chyba pod każdym względem, wyprzedza obecnego szefa Bawarczyków, Niko Kovaca.

O ile jeszcze w Liverpoolu Bayern się nie dał – remis 0:0, po co prawda bezbarwnej grze z obu stron, był wynikiem dlań co najmniej niezłym – o tyle w rewanżu monachijczycy nie istnieli. Zostali całkowicie zdominowani przez „The Reds”. Aż przykro było patrzeć na bezsilność piłkarzy Bayernu, którzy momentami sprawiali wrażenie dzieci zagubionych we mgle. Także Lewandowski, bezradnie próbujący toczyć samotne pojedynki z defensorami rywali. Jeden z nich, Virgil van Dijk, całkowicie wyłączył Polaka z gry. A jakby tego było mało, zapisał na koncie bramkę i asystę.

– Mieliśmy świadomość, jak ciężkie czekają nas mecze, ale w obu zagraliśmy zbyt defensywnie. Nie wywieraliśmy na rywalach presji, nie kreowaliśmy sytuacji, nie podejmowaliśmy ryzyka. Byliśmy za bardzo cofnięci, by coś zdziałać. Stoczyłem wiele pojedynków, ale byłem osamotniony z przodu. Ciężko walczyć z dwoma, trzema przeciwnikami – przyznał Lewandowski.

Polak nie jest typem piłkarza, który sam potrafi wygrywać mecze. On potrzebuje kolegów, wsparcia, odpowiedniej taktyki. Wtedy jest w stanie dokonywać rzeczy wielkich. Tym razem jednak pomocy nie miał.

– Liverpool był drużyną zdecydowanie lepszą. Lepiej zorganizowaną, skutecznie utrudniającą nam realizację założeń. Daliśmy z siebie wszystko, jednak to nie wystarczyło – powiedział Kovac.

W Monachium już dawno zapowiadali letnią rewolucję w kadrze, ale teraz włodarze klubu wiedzą, że bez potężnej zespół nie będzie miał szans z obecnymi potentatami. A bycie w drugim szeregu w stolicy Bawarii nikogo na pewno nie zadowoli.

Liverpool tymczasem potwierdził swoje aspiracje i zarazem powrót na szczyt angielskiego futbolu. Z ośmiu ekip, które znalazły się w ćwierćfinale, aż cztery pochodzą bowiem z tego kraju. Do tego trzy z nich wyeliminowały rywali z Niemiec: Liverpool – Bayern, Tottenham Hotspur – Borussię Dortmund, a Manchester City – Schalke 04 Gelsenkirchen. Do tego dochodzi Manchester United, który dokonał rzeczy najbardziej spektakularnej, wyrzucając za burtę Paris Saint-Germain, choć w pierwszym meczu, u siebie, przegrał 0:2.

Piotr Skrobisz