• Środa, 24 lipca 2019

    imieniny: Krystyny, Kingi, Jakobiny

Wspaniały marsz Hurkacza

Czwartek, 14 marca 2019 (22:30)

Hubert Hurkacz, młody polski tenisista, idzie jak burza i wygrywa na turnieju ATP rangi Masters 1000 w Indian Wells, i w nagrodę jutro, w ćwierćfinale, zmierzy się z samym Rogerem Federerem. I wcale nie będzie bez szans!

Brzmi jak mrzonka? Fantazja niepoprawnego optymisty? Być może tak, bo dorobku i klasy obu tych zawodników nie sposób porównywać. Federer to ikona. Triumfator stu turniejów cyklu ATP. Rekordzista pod względem licznych wygranych imprez Wielkiego Szlema. Wybitny dżentelmen kortu, człowiek, który z tenisa uczynił poezję. Hurkacz zaś dopiero wchodzi w ten świat, dopiero pozwala siebie poznać – ale w Indian Wells gra tak, że nie sposób go skreślać, nawet w starciu z takim geniuszem jak Federer.

O tym, że Hurkacz ma w sobie to „coś”, było wiadomo od dawna. Przełom w jego karierze nastąpił w ubiegłym sezonie, gdy dwukrotnie docierał do drugiej rundy imprez wielkoszlemowych. Miało to miejsce we French Open oraz w US Open. W obu przypadkach na jego drodze stawał wtedy znakomity Chorwat Marin Cilic i choć Polak nie potrafił znaleźć na niego sposobu – zbierał bezcenne doświadczenie. Szczególnie za pojedynek w Paryżu, bardzo wyrównany, bo ten nowojorski… cóż, wrocławianinowi nie wyszedł.

Pod koniec lutego Hurkacz odniósł największy z dotychczasowych sukcesów w karierze. Na turnieju w Dubaju wygrał z Japończykiem Keim Nishikorim, jednym z czołowych tenisistów świata. Nigdy wcześniej nie pokonał rywala sklasyfikowanego w czołowej dziesiątce rankingu – i nie ukrywał, że ten wyczyn sporo dla niego znaczył. – W pojedynkach z zawodnikami takiego formatu zyskuje się nowe doświadczenie. I choć każdy z nich prezentuje absolutnie najwyższą klasę, zawsze wychodziłem i wychodzę z założenia, że nie ma rywala nie do pokonania – powiedział.

W Indian Wells Nishikori ponownie stanął na jego drodze. W trzeciej rundzie, bo w pierwszej Polak wyeliminował reprezentanta gospodarzy Donalda Younga oraz bardzo groźnego Francuza Lucasa Pouille’a. Z Japończykiem też wygrał, a w czwartej rundzie odprawił z kwitkiem kolejnego wyżej od siebie notowanego przeciwnika, Kanadyjczyka Denisa Shapovalova 7:6 (7-3), 2:6, 6:3. W każdym z tych spotkań wrocławianin zaimponował. Pokazał bowiem tenis bardzo dojrzały, oparty nie tylko na wysokich umiejętnościach, ale i świetnym przygotowaniu mentalnym. Nie poddawał się bowiem presji, nie „panikował”, gdy otwierała się przed nim szansa na sprawienie niespodzianki. Od początku do końca robił swoje, spokojnie, konsekwentnie. Dzięki temu awansował do ćwierćfinału, dzięki temu przesunie się w okolice 53. miejsca w rankingu. Dzięki temu wreszcie w walce o najlepszą czwórkę zmierzy się z wielkim Federerem.

Z geniuszem z Bazylei jeszcze nigdy nie miał okazji się spotkać w bezpośrednim meczu. Ale na treningu – i owszem. Drogi obu panów zeszły się w ubiegłym roku w Szanghaju i Szwajcar naszego rodaka zapamiętał. – Hubert to miły chłopak. Pamiętam, że jak trenowaliśmy, nieustannie mnie przepraszał za błędy. A praktycznie w ogóle ich nie popełniał. Pokonać dwa razy z rzędu Nishikoriego i teraz Shapovalova to naprawdę duża sztuka, pokazująca, jaki drzemie w nim potencjał. Cieszę się z jego sukcesów i myślę, że w przyszłości nieraz o nim usłyszymy – powiedział Federer.

Jutro wyjdzie na kort w roli murowanego faworyta, ale możemy być pewni, że Hurkacz da z siebie wszystko, by Szwajcar zapamiętał go jeszcze bardziej.

Piotr Skrobisz