• Wtorek, 19 marca 2019

    imieniny: Józefa, Bogdana

Rzeczywistość zaskakuje nawet optymistów

Środa, 6 marca 2019 (23:40)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Stan finansów Polski poprawia się i pewnie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jest to ocena Komisji Europejskiej?

– W ustach niechętnej Polsce Komisji Europejskiej brzmi to nawet zabawnie. Natomiast ten stan finansów wynika z dwóch rzeczy: raz z dobrej sytuacji gospodarki Polski w ogóle, a dwa z poprawy sprawności funkcjonowania naszego państwa – jego aparatu fiskalnego w ciągu ostatnich lat. Trzeba przy tym dodać, że ta chwaląca nas dzisiaj Komisja Europejska na wiele innych, idących jeszcze dalej działań nam nie pozwoliła. Odnoszę nawet wrażenie, że to, co udało się nam osiągnąć i za co dzisiaj jesteśmy chwaleni – na wcześniejszych etapach – było nawet wbrew woli tejże Komisji Europejskiej, czy w ogóle instytucji centralnych Unii Europejskiej.

Czy to oznacza, że gdybyśmy się stricte trzymali zaleceń Komisji Europejskiej, to nie osiągnęlibyśmy nawet tego, co dzisiaj mamy?

– Owszem, gdybyśmy w całej rozciągłości słuchali się Komisji Europejskiej, to takimi osiągnięciami nie moglibyśmy się pochwalić. Przypomnę tylko sprawę związaną z podatkiem od sieci sklepów wielkopowierzchniowych, czy też wysokoobrotowych, bo takie kryterium ostatecznie przyjęto odnośnie do podatku zakwestionowanego przez Komisję, i to nie tylko w Polsce, ale także na Węgrzech, a był to element walki o uczciwe warunki funkcjonowania handlu dla małych i dużych podmiotów. Na szczęście traktaty, rozporządzenia i inne akty prawa europejskiego na wszystko, póki co, komisarzom nie pozwalają, nie pozwalają też na ręczne sterowanie polityką podatkową, w związku z tym Polsce udało się wiele osiągnąć. Można by powiedzieć, że duża w tym zasługa samego faktu, że nie zdecydowaliśmy się, że opieramy się ciągle przed przyjęciem waluty euro zamiast naszego polskiego złotego. W ostatnich dniach, i to jest kolejny paradoks, kolejna zabawna sytuacja, sami Niemcy przyznali, że strefa euro – jako całość – na wspólnej walucie traci, Niemcy zyskują, a z kolei największe straty ponoszą kraje południa Europy, takie jak Włochy czy Portugalia.

Tezy, które Pan, ale też inni eksperci od ekonomii wygłaszali, były wręcz wyśmiewane…

– Dokładnie podobne tezy spotykały się z krytyką jako coś w rodzaju teorii spiskowej. Tymczasem 25 lutego 2019 roku poważny think tank niemiecki Centrum Polityki Europejskiej z Freiburga, piórem swoich dwóch analityków: ekonomisty, specjalisty od polityki fiskalnej oraz analityka politycznego, potwierdza, podpierając to konkretnymi danymi, wyliczeniami naprawdę wiarygodnymi, dobrze zrobionymi od strony metodologicznej, że strefa euro od strony ekonomicznej była pomysłem błędnym, chyba że przyjmiemy optykę wyłącznie niemiecką – partykularną, nacjonalistyczną, to wówczas rzeczywiście utworzenie strefy euro miało sens.

Tymczasem do opozycji w Polsce te dane jakoś nie docierają, co więcej, ci politycy przekonują nas, że jednak powinniśmy wejść do strefy euro…       

– To jest już czysta aberracja, bo sami Niemcy przyznali, że strefa euro dla państw podobnych jak Polska nie ma najmniejszego sensu. Nawet nie bardzo wiem, jak ten bełkot można skomentować, chyba tylko w ten sposób, że politycy opozycyjni sami sobie robią ogromną krzywdę. Polacy nigdy nie byli zwolennikami strefy euro, i nie wnikając nawet w jakieś zawiłe analizy makroekonomiczne, wystarczy pojechać na granicę polsko-litewską czy polsko-słowacką i przypomnieć sobie, jak jeszcze kilkanaście temu wyglądał handel po obu stronach tych granic, kiedy to my wyjeżdżaliśmy na tanie zakupy do słowackich sklepów, a dzisiaj jest dokładnie odwrotnie. I to jest pierwsza rzecz, mianowicie wzrost cen podstawowych towarów i usług w danej gospodarce, która każdemu obywatelowi państwa członkowskiego strefy euro przychodzi do głowy, kiedy myśli o chwili, gdy przestawał się posługiwać narodową walutą. Jest też wiele innych strat wynikających z przyjęcia wspólnej europejskiej waluty i przynależności do strefy euro, mianowicie utrata naturalnego, rynkowego mechanizmu poduszki kursowej, czyli płynnego kursu narodowej waluty w stosunku do obcych walut ważnych dla naszej gospodarki. Ta poduszka kursowa uratowała nas w szczytowym momencie kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2008 roku i to dzięki temu, że polski złoty wtedy się zdeprecjonował, nasi eksporterzy złapali oddech, bo polskie towary stały się wtedy zagranicą bardziej konkurencyjne. To sprawiło, że ruszyła produkcja, co zneutralizowało straty wynikające z tego kryzysu na innych polach i nasz kraj na słynnej mapie Donalda Tuska mógł być oznaczony kolorem zielonym. Stało się tak, dlatego że jednego z podstawowych postulatów Donalda Tuska nie spełniliśmy, i nie spełniła także Platforma, jak sądzę w obawie przed opinią publiczną i utratą władzy. Jest to kolejny paradoks, kolejna logiczna niespójność między tym, co mówi i robi dzisiaj opozycja.

Co oznacza przynależność do strefy euro?

– Strefa euro to przede wszystkim utrata możliwości prowadzenia własnej polityki pieniężnej dostosowanej do naszych możliwości, ale też naszych problemów czy aspiracji. Trzeba powiedzieć, że nie da się na obszarze tak zróżnicowanym gospodarczo, wewnętrznie, jak strefa euro, nie da się dziś prowadzić jednej polityki pieniężnej, czy kursowej, czy polityki stóp procentowych, dostosowanej do potrzeb wszystkich. Niestety, ale w tej sytuacji czyjś interes trzeba wziąć za priorytet, i za taki priorytet brany jest w oczywisty sposób – nawet nie dlatego, że siedzibą Europejskiego Banku Centralnego jest Frankfurt nad Menem – brany jako priorytetowy jest interes niemiecki. Dalej przynależność do strefy euro oznaczałaby utratę corocznych, w niektórych latach nawet wielomiliardowych, wpływów z zysku Narodowego Banku Polskiego do budżetu państwa. Z tym owszem różnie bywało, ale w ostatnich latach mieliśmy sytuację, kiedy ten wpływ ratował nas przed problemami budżetowymi – choćby w 2011 roku, kiedy dzięki ponad ośmiu miliardom złotych wpłaconych przez NBP do budżetu państwa nie przekroczyliśmy progu ostrożnościowego 55 procent długu publicznego do PKB, progu przewidzianego ustawą o finansach publicznych. Wreszcie, gdybyśmy weszli do strefy euro, to w sytuacji kryzysowej, takiej jaka dotknęła Grecję kilka lat temu, musielibyśmy się składać na wielkie pakiety ratunkowe czy stabilizacyjne, faktycznie niosące ratunek nie greckiej gospodarce, ale głównie bankom niemieckim, które wcześniej pożyczały pieniądze Grekom, rzecz jasna po to, żeby kupowali niemieckie towary. I takie argumenty przeciwko wstępowaniu do strefy euro można jeszcze mnożyć.

Czy zatem strefa euro była chybionym pomysłem?

– Strefa euro była chybionym pomysłem ze względu na kryteria jakie przyjęto w Traktacie o Unii Europejskiej, który został podpisany w Maastricht 7 lutego 1992 roku i wszedł w życie 1 listopada 1993 roku, kryteria później potwierdzone w Pakcie Stabilności i Wzrostu, tzw. kryteria konwergencji, które są bardzo okrojoną wersją kryteriów optymalnego obszaru walutowego, opracowanych w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku przez późniejszego noblistę z ekonomii Roberta Mundella. Zresztą nawet na te kryteria w okrojonej wersji też przymykano oko, przyjmując do eurolandu Grecję czy Włochy, a dzisiaj – jak się okazuje – te kryteria są niespełnione nawet przez Francję, czyli drugą co do wielkości gospodarkę strefy euro. Strefa euro jest to zatem projekt ekonomicznie chybiony, i w zasadzie oprócz Niemiec, nikt na większą skalę z niego nie korzysta. Dla całej reszty państw jest to projekt bardziej polityczny niż ekonomiczny. Polsce wejście do strefy euro na pewno nie opłaciłoby się.

Jak ta doroczna ocena Komisji Europejskiej sytuacji gospodarczej i społecznej w Polsce ma się do pozostałych państw członkowskich Unii?

– W zasadzie Polska dzisiaj rozwija się najszybciej w Unii Europejskiej, nawet znacznie szybciej niż Niemcy. Zresztą jest to coś zupełnie naturalnego, że kraj, który ma do nadrobienia pewien dystans, rozwija się – w wymiarze wskaźnikowym, w ujęciu procentowym – szybciej niż najbogatsze państwa. Mamy po prostu do uruchomienia więcej różnych potencjałów, by gospodarkę napędzać. Zdrowy jest nie tylko sam organizm polskiej gospodarki, czyli nie ma w jej obrębie żadnych wyraźnych oznak braku równowagi, na czele z nierównowagą między stroną popytową reprezentowaną przez konsumentów, a stroną podażową reprezentowaną przez producentów, o czym świadczy przeplatająca się niska inflacja i niewielka deflacja, czyli koniec końców stabilny poziom cen, co świadczy o generalnej równowadze makroekonomicznej w polskiej gospodarce. Co ciekawe, nie we wszystkich gospodarkach taka sytuacja ma miejsce. Ponadto zdrowe są nasze finanse publiczne, może jeszcze nie do końca zdrowe, ale w każdym razie coraz zdrowsze. Nie osiągnęliśmy jeszcze celu ostatecznego, tzn. nie oddłużyliśmy polskiej gospodarki, co więcej nie zrównoważyliśmy nawet naszego budżetu w ujęciu rocznym, ale jesteśmy blisko. Co roku w naszym budżecie uzyskujemy lepsze wyniki niż przewiduje to Ministerstwo Finansów, które tworzy założenia dla ustaw budżetowych. Można powiedzieć, że rzeczywistość zaskakuje nawet optymistów. Nieco ponad 10-miliardowy deficyt za rok 2018, przy rosnących wydatkach państwa polskiego na oczekiwane przez Polaków cele, jak polityka prorodzinna, jak wsparcie dla osób niepełnosprawnych, jak wzmocnienie poziomu obronności Polski, co jak wiadomo kosztuje, i to wcale niemało, a mimo to deficyt jest kilkukrotnie niższy niż w każdym pojedynczym przypadku roku rządów koalicji PO-PSL.

Są jednak opinie, że ten proces wzrostowy mógłby być jeszcze szybszy…         

– Oczywiście życzyłbym sobie, żeby było więcej propozycji od strony państwa, od polityków partii rządzącej, skierowanych do polskich przedsiębiorców. Nasze prawo, póki co, pozostawia jeszcze wiele do życzenia pod względem jakości oraz pod względem ilości. Ciągle mamy zbyt dużo prawa gospodarczego, które wychodzi z Sejmu czy spod pióra prezydenta RP, i nie zawsze jest to dobre prawo. Tymczasem polscy przedsiębiorcy od państwa nie oczekują dzisiaj niczego innego jak dobrych i równych dla wszystkich warunków funkcjonowania. Tu jest chyba najwięcej do zrobienia ze wszystkich klasycznych sfer działalności państwa polskiego w stosunku do gospodarki.

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki