• Wtorek, 19 marca 2019

    imieniny: Józefa, Bogdana

Wyborcy rozliczą liderów UE

Środa, 6 marca 2019 (23:11)

Z Markiem Astem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prezydent Emmanuel Macron wzywa do „europejskiego renesansu” i rewizji traktatów, wysuwa też propozycje reform unijnej strategii gospodarczej w obliczu konkurencji Chin i Stanów Zjednoczonych. Z czym mamy do czynienia?

– Prezydent Macron ma poważne wewnętrzne problemy. Od wielu tygodni trwają protesty ruchu żółtych kamizelek. Głównym postulatem manifestujących jest jego dymisja. Emmanuel Macron ma niespotykanie niskie poparcie we Francji i de facto walczy o przetrwanie na urzędzie prezydenta. Dlatego uważam, że prezydent jednego z najsilniejszych państw europejskich powinien się skupić na rozwiązaniu wewnętrznego kryzysu, a nie wychodzić przed szereg z inicjatywami. Przecież niedawno Traktat o Unii Europejskiej był nowelizowany i była na ten temat ożywiona dyskusja także u nas – jeśli chodzi o postanowienia lizbońskie ostatecznie przyjęte przez Polskę. Dzisiaj problem nie polega na tym, żeby instytucjonalizować Unię Europejską dodatkowymi agencjami czy kolejnymi zapisami prawnymi. Wręcz przeciwnie – trzeba przyjąć do wiadomości, że jesteśmy wspólnotą niepodległych państw, które chcą przede wszystkim utrzymać swobodny przepływ towarów, kapitału i pracy. I tutaj jest absolutnie zgoda, również jeśli chodzi o swobodny przepływ obywateli Unii, natomiast wyzwania, przed którymi stoi dzisiaj Unia Europejska, a więc ciągle trwający kryzys migracyjny, to jest kwestia, która musi być załatwiona. Wyzwaniem jest też kwestia rozwoju państw tzw. nowej Unii, które wykonały olbrzymi wysiłek, żeby doszusować do państw lepiej rozwiniętych i rzecz w tym, aby tym państwom nie przeszkadzać w reformach, jakie przeprowadzają, bo są one także w interesie całej Unii Europejskiej – myślę tutaj o Polsce, o Węgrzech, a także o innych nowych członkach Unii. Jeśli zaś chodzi o prezydenta Macrona, to myślę, że współpraca pomiędzy Polską a Francją powinna się odbywać na odpowiednich szczeblach. I ten kontakt jest, co widać w otwartości naszych najwyższych władz państwowych, i tego samego oczekujemy od strony francuskiej.

Czemu zatem mają służyć propozycje prezydenta Macrona?

– Co do propozycji prezydenta Emmanuela Macrona zawartych w planie „europejskiego renesansu” to myślę, że temat ten będzie dyskutowany. Będą trwały rozmowy, ale uważam, że jest to obliczone bardziej na odwrócenie uwagi obywateli Francji od sytuacji i problemów w tym kraju i przeniesienia dyskusji na tematy ogólne.

Bardzo dziwnie brzmią np. propozycje Macrona dotyczące stworzenia europejskiej agencji, której zadaniem byłaby ochrona demokracji przed wyborczymi manipulacjami. Wygląda na to, że prezydentowi Francji chodzi o utrzymanie status quo w układzie politycznym Unii Europejskiej. Obecne elity brukselskie i europejskie muszą się czuć zaniepokojone, bo ich pozycja coraz bardziej słabnie. Z całą pewnością – po majowych wyborach – kształt Parlamentu Europejskiego będzie inny, niż ma to miejsce obecnie. Z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym niemal z pewnością, można powiedzieć, że Europejska Partia Ludowa (EPP), która jest dzisiaj najsilniejszą grupą w Parlamencie Europejskim, nie będzie liczyła tylu reprezentantów co obecnie. Należy się spodziewać, że na scenę wejdą nowe ruchy, kontestujące dotychczasowy porządek i kierunek, w którym zmierza Unia Europejska. Inicjatywa Emmanuela Macrona wpisuje się w pewien trend, który obowiązuje w Polsce – jeśli chodzi o naszą totalną opozycję i rozmaite środowiska, które chcą, aby było tak, jak było, żeby wróciło stare. Chodzi więc o zachowanie własnych pozycji i temu też przyświeca inicjatywa prezydenta Francji. Dlatego nie sądzę, aby w tym planie „europejskiego renesansu” chodziło o istotne reformy Unii Europejskiej, które spowodowałyby chociażby zmianę nastawienia Komisji Europejskiej do takich państw jak Polska, wręcz przeciwnie – o utrzymanie kierunku ataków na Polskę, które – z drugiej strony – straciły sens, bo coraz więcej państw podziela stanowisko Polski.        

Czy zatem nie jest tak, że ktoś próbuje nam meblować dom, bo jak inaczej nazwać to, że pozostałe państwa członkowskie mają się podporządkować francuskim interesom, dyktatowi Paryża?

– Zasadniczo nasze problemy z Unią Europejską, z Komisją Europejską wynikają z tego, że próbujemy przeprowadzić reformy w interesie państwa polskiego, które nie są akceptowane przez europejskie elity, przede wszystkim zaś przez Niemcy, przez Francję, które próbują nam wmówić, że nasze działania są niezgodne z ideą praworządności, że mogą naruszać demokrację. Oczywiście są to zarzuty absurdalne i wytyczne, które są kierowane w stosunku do Polski, wytyczne, które były kierowane przez ostatnie lata, od momentu, kiedy przystąpiliśmy do Unii Europejskiej. I dopóki te wytyczne – często w konsekwencji szkodliwe dla Polski – były przez rząd w Warszawie realizowane, to wszystko było w porządku dla państw tzw. starej Unii, państw wiodących, takich jak Niemcy czy Francja, ale już niekoniecznie były korzystne dla Polski. To się na szczęście już zmieniło z chwilą objęcia władzy w Polsce przez Zjednoczoną Prawicę i tutaj nie ma odwrotu. To z kolei nie podoba się najmożniejszym w Unii Europejskiej, ale idą wybory i układ sił w Unii Europejskiej – jak wszystko na to wskazuje – się zmieni, więc ewentualne działania reformatorskie samej Unii należałoby pozostawić na czas po majowych wyborach. Natomiast deklaracje, które oczywiście są składane w trakcie kampanii wyborczej, czy programy, jakie w związku z tym będą przedstawiane, trzeba postrzegać jako element kampanii, a co za tym idzie, podchodzić do nich z pewnym dystansem.

Wybory do europarlamentu będą też swoistym referendum, jakiej chcemy Europy?

– Na pewno w Polsce kampania, jak również same wybory do europarlamentu będą pewnego rodzaju plebiscytem, będzie to też probierz tego, czego Polacy w przyszłości oczekują od Unii Europejskiej. Z kolei obawiam się, że w państwach tzw. starej Unii w kwestiach światopoglądowych sprawy poszły dużo dalej i wyborcy będą się odnosić do problemów, które dzisiaj dotykają Unię, a więc dotyczących błędnej polityki migracyjnej. I właśnie za to wyborcy będą rozliczać dotychczasowych liderów Unii Europejskiej. 

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki