• Niedziela, 3 maja 2026

    imieniny: Marii, Antoniny, Świętosławy

Ewangelia

Niedziela, 3 marca 2019 (08:23)

Łk 6,39-45

Jezus opowiedział uczniom przypowieść:

„Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?

Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Jak możesz mówić swemu bratu: ’Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku’, podczas gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata swego.

Nie ma drzewa dobrego, które by wydawało zły owoc, ani też drzewa złego, które by dobry owoc wydawało. Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia, ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”.


 

Rozważanie

Bóg patrzy w serce 

Trudno zamknąć w kilku zdaniach treść proklamowanego dziś fragmentu Ewangelii. Jezus mówi o potrzebie mądrości, pokory, konieczności bycia w stałym rozwoju duchowym, ale też o wewnętrznych dysonansach, które skutecznie mogą zniszczyć wszelkie relacje. O tym, że można być doskonałym aktorem, adwokatem: dysponować kompletem masek na każdą okazję. Wszystko to nadaremnie – zawsze w którymś momencie i tak wyjdą na jaw ukryte intencje, pragnienia, kondycja serca. Można grać przed innymi – przed Panem Bogiem się nie da. „Bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7).

Któż z nas nie ma w oku drzazg, belek, kłujących okruchów utrudniających widzenie, deformujących obraz Boga i człowieka? Ich ukrywanie na niewiele się zda. Pierwszym zadaniem jest przyznanie się do ich obecności przed samym sobą. Taka jest prawda. Zawsze, do końca ziemskich dni, będzie się z czego spowiadać. I uznać w pokorze, że coś z istniejącym stanem duchowej dysfunkcji trzeba zrobić – najlepiej oddać Bogu, ale też samemu podjąć wysiłek, by oczyścić pole widzenia, wyzbyć się fałszów. To chroni przed pychą, właściwie ustawia relacje. Nie oznacza też, że – świadom mojej grzeszności, słabości albo ze strachu, by ktoś mnie nie zdemaskował – mam milczeć, gdy widzę zło u innych. Istota problemu leży w tym, że nie wolno mi stawiać się na miejscu sędziego czy kata. Mam zrobić wszystko, by doprowadzić brata do nawrócenia. Wejść z nim w szczególną „solidarność ludzkiej biedy”.

Wydaje się dziś, że ludzie im mocniej sami poddają się duchowej degradacji, staczają się w moralną przepaść, tym więcej wysiłku poświęcają na szukanie winy poza sobą, oskarżanie (często histeryczne!) innych o grzechy popełnione i niepopełnione. Czy stanowi to wyraz troski o ich kondycję czy raczej jest próbą zakrzyczenia sumienia, zamaskowania własnej wewnętrznej ruiny, zepchnięcia odpowiedzialności? Oni sami najlepiej to wiedzą. Życie, kultura, cywilizacja zbudowane na kłamstwie zawalą się – to kwestia czasu. My mamy robić swoje: być drzewem, które przynosi dobre owoce. Troszczyć się o to, by „skarbiec swego serca” napełniać wszelkim dobrem i Bożą łaską. I by tą obfitością hojnie się dzielić.

Ks. Paweł Siedlanowski