200 tysięcy na drogę
Piątek, 11 stycznia 2013 (02:11)Równowartość 18 pensji otrzyma gen. Marian Janicki z chwilą odejścia z BOR – ustalił „Nasz Dziennik”. Bajońską odprawę odliczają już księgowi Biura.
Rychłe odejście szefa Biura Ochrony Rządu to gorący temat na Podchorążych. Funkcjonariusze Biura, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”, twierdzą, że miękkie lądowanie Marianowi Janickiemu przygotowuje rzecznik rządu Paweł Graś. Według naszych informacji, dla generała szykowana jest posada w jednej z państwowych spółek energetycznych.
Janicki zwleka z dymisją, żeby nabyć pełne uprawnienia emerytalne. W tym roku mija 25 lat jego służby i spokojnie może liczyć na emeryturę. I to nie małą. Janicki będzie dostawał prawie 10 tys. złotych brutto. Co więcej, zgodnie z ustawą o BOR przysługuje mu odprawa – równowartość 18 pensji. Teraz jako generał dywizji na stanowisku szefa BOR zarabia ok. 14 tys. zł brutto miesięcznie. Równowartość półtorarocznej pensji to 252 tys. brutto. W przypadku niewykorzystanego urlopu licznik pójdzie w górę.
Spóźnione odejście
Rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz nie chciał wczoraj odpowiedzieć na pytanie, kiedy dokładnie Janicki odejdzie z Biura. Na pytanie o rezygnację z funkcji rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Małgorzata Woźniak odpowiada, że minister jest w Zakopanem i nie ma z nim kontaktu.
– Od dłuższego czasu otrzymujemy informacje o rzekomym odejściu obecnego szefa BOR z zajmowanego stanowiska. Każdorazowo kończy się to tylko na plotkach. Jeśli faktycznie tak się stanie, to będzie to o ponad dwa i pół roku za późno. Tak naprawdę Janicki powinien przestać pełnić tę funkcję zaraz po 10 kwietnia 2010 r. – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” płk rez. Andrzej Pawlikowski, szef BOR w latach 2006-2007.
Powodów, dla których tak powinno się stać, jest wiele, były wielokrotnie omawiane, zarówno przez media, jak i szczegółowo opisane przez prokuraturę okręgową w piśmie skierowanym do ministra spraw wewnętrznych Jacka Cichockiego.
Czy szef BOR zasługuje na spokojną emeryturę, tak jakby za jego kadencji nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego?
– Tak naprawdę wydarzyło się wiele. Według mojej oceny, Janicki nie zasłużył się niczym specjalnym dla służby. Dał się raczej poznać jako nieudolny szef, co zresztą potwierdzali i nadal potwierdzają funkcjonariusze BOR zarówno w przekazach medialnych, jak i w prywatnych rozmowach – zauważa Pawlikowski.
Były szef BOR przypomina kontrowersje związane z brakami w wykształceniu Janickiego, spełnieniem wymogów do generalskiego awansu i przede wszystkim katastrofę smoleńską.
– Nie wolno nam zapomnieć o tragedii, w której zginął prezydent RP wraz z towarzyszącymi mu osobami. Jeśli Janicki uważa, że ucieknie przed odpowiedzialnością, to się myli. Ten duch tragedii smoleńskiej będzie się za nim ciągnął aż do końca życia. I kiedyś będzie musiał za to odpowiedzieć, zgodnie z obowiązującym prawem – zaznacza Pawlikowski.
Być może Janicki nie będzie musiał czekać aż tak długo na konsekwencje rażących zaniedbań w zabezpieczeniu wizyty pary prezydenckiej i 94 innych osób w Katyniu w kwietniu 2010 roku. W grudniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uchylił decyzję Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga o umorzeniu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków i niewłaściwego nadzoru nad Biurem Ochrony Rządu w 2010 r. przez ówczesnego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Jerzego Millera.
Minister wozi, kogo chce
– Od jakiegoś czasu mam informacje od jednego z funkcjonariuszy BOR, że minister Cichocki samochodem służbowym BOR wozi dzieci znajomych rodziców do szkoły – twierdzi Pawlikowski. Wśród nich jest córka ministra, choć Cichocki, jadąc do pracy, mógłby odwozić ją do szkoły.
– Tu zastrzeżeń nie mam. Problemem jest udostępnianie w tym celu samochodu osobom trzecim. Zwłaszcza jeżeli zdarza się, że samochód z funkcjonariuszami wykonuje takie zlecenia bez ministra na pokładzie – tłumaczy.
Bus ma do obstawy dwóch funkcjonariuszy BOR. – Pan minister może do samochodu zapraszać osoby, jakie sobie tylko chce. BOR nie jest od tego, żeby mówić swojemu zwierzchnikowi, kogo ma zapraszać do swojego auta – informuje rzecznik Biura.
Z taką wykładnią polemizuje Pawlikowski. Zaznacza, że to nie jest prywatne auto ministra.
– To skandal. Auto Cichockiego to nie jest jego własność, tylko własność państwa. Może faktycznie zapraszać, kogo chce, ale do prywatnego samochodu – kwituje nasz rozmówca. Zaznacza, że w innych demokratycznych państwach za podobne czyny ministrowie tracili stanowiska.
– Cichocki za bardzo wczuł się w rolę szefa resortu i w mojej ocenie przekracza pewne granice etyki zawodowej. W takim przypadku szkoda, że nie zażyczył sobie z BOR autobusu, i to najlepiej opancerzonego. Przynajmniej zrobiłby frajdę uczniom ze szkoły, do której chodzą jego dzieci. A przy okazji ułatwiłby życie ich rodzicom – ironizuje Pawlikowski.
Piotr Czartoryski-Sziler