• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Skoczkowie bez medalu

Niedziela, 24 lutego 2019 (22:12)

Polscy skoczkowie narciarscy nie tylko nie obronili tytułu drużynowych mistrzów świata, ale dziś w Innsbrucku w ogóle nie zdobyli medalu. Zajęli czwarte miejsce, patrząc z zazdrością, jak fantastycznie, po złoto, fruwali Niemcy.

Aby zdobyć tytuł, każdy jeden skok w konkursie drużynowym musi być perfekcyjny. Nasi coś o tym wiedzą, bo dwa lata temu, gdy odnosili w Lahti historyczne zwycięstwo, latali jak marzenie. Jedna pomyłka pozwala czasami walczyć o medal. Gdy słabszych stron jest więcej, trudno o nim marzyć. Dziś niestety w biało-czerwonej maszynie słabszych elementów było więcej. I przez to – nie było medalu.

Trener Stefan Horngacher desygnował do boju Kamila Stocha, Piotr Żyłę, Dawida Kubackiego oraz Stefana Hulę. Pierwsza trójka nie budziła wątpliwości, bo to trzej absolutnie najlepsi nasi zawodnicy, dystansujący zdecydowanie krajowych konkurentów. W tym sezonie starał się im jakoś dorównywać Jakub Wolny, ale on akurat przybył do Seefeld z problemami. Nie dość, że w formie nierównej, to jeszcze z chorobą. W sobotnim konkursie indywidualnym wypadł słabiutko i Austriak zastąpił go Hulą – największym rozczarowaniem obecnego sezonu. Po poprzednim, życiowym, wydawało się, że w obecnym może pójść jeszcze dalej, ale wykonał dwa kroki – w tył.

Dzisiejszy konkurs ułożył się już po pierwszej kolejce. Karl Geiger osiągnął w niej bowiem 129 m i Niemcy objęli zdecydowane prowadzenie – które później tylko powiększali. Skakali w swojej lidze, niedoścignieni dla rywali. Daleko, pięknie, spokojnie, na luzie, perfekcyjnie. Osiem fantastycznych prób dało im przekonujące zwycięstwo, z gigantyczną przewagą nad rywalami. Ci mogli im tylko zazdrościć, jak Polakom przed dwoma laty.

Za plecami Niemców toczyła się walka o pozostałe miejsca na podium. Polacy przez moment, a konkretnie po pierwszym skoku Żyły, zajmowali w niej pierwsze, czyli de facto drugie miejsce w konkursie. Potem jednak na rozbiegu pojawił się Hula i potwierdził wszystkie obawy i niepokoje dotyczące swojej formy. Skoczył fatalnie, krótko i stało się jasne, że naszych czekać będzie arcyciężka batalia o podium. Polacy spadli wówczas na szóste miejsce, tracąc do Niemców prawie 33 punkty. Po próbach Kubackiego i Stocha Biało-Czerwoni zbliżyli się do podium na dystans zaledwie 2,4 pkt – tyle bowiem tracili do plasujących się na trzeciej pozycji Japończyków.

Wtedy wszystko jeszcze wydawało się możliwe. Ale niestety medalu Polacy nie zdobyli. W finałowej serii, może poza Kubackim i Stochem, żaden z naszych reprezentantów nie skoczył tak, jak potrafi. Znów najsłabszym ogniwem okazał się Hula, ale czy można upatrywać w nim głównego winowajcę porażki? Tak, porażki, bo czwarte miejsce trzeba traktować w tych kategoriach? Niekoniecznie. Skakał słabiutko, jednak to Horngacher wyznaczył go do składu, mimo że ani przez moment obecnego sezonu nie skakał jak w poprzednim. Tyle że – to też kolejny paradoks – lepszego od Huli znaleźć było nie sposób. I to jest problem, nad którym trzeba będzie się pochylić, i to jak najszybciej.

W nieoficjalnej klasyfikacji indywidualnej dzisiejszego konkursu najlepszy okazał się Szwajcar Killian Peier, który uzyskał 127 i 128,5 m. Drugi był Geiger – 129 i 130 m, a trzeci inny Niemiec Markus Eisenbichler – 128 i 128,5 m. Stoch znalazł się na 6. pozycji – 125 i 122,5 m, na 9. Kubacki – 127 i 126,5, na 14. Żyła – 121,5 oraz 119,5, a na 28. Hula – 113,5 i 116,5 m.

Wyniki: 1. Niemcy 987.5 pkt, 2. Austria 930.9, 3. Japonia 920.2, 4. Polska 909.1, 5. Norwegia 900.2, 6. Słowenia 858.7, 7. Szwajcaria 837.0, 8. Czechy 818.4

 

Piotr Skrobisz