• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Bez niespodzianek

Czwartek, 21 lutego 2019 (23:36)

Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Jakub Wolny wystąpią jutro w kwalifikacjach do sobotniego konkursu mistrzostw świata na dużej skoczni w Innsbrucku. Dziś o pierwsze medale, w sprincie techniką dowodną, powalczyli biegacze i zgodnie z przewidywaniami oba złote medale przypadły Norwegom.

Taki wybór Horngachera nikogo nie zaskoczył, bo to czwórka najlepszych obecnie polskich skoczków, na których austriacki szkoleniowiec stawiał regularnie niemal przez cały sezon. Wolny co prawda przyleciał do Austrii z przeziębieniem, ale krótka kuracja pomogła mu stanąć na nogi na tyle, że nie było żadnych przeciwwskazań do występu w mistrzowskim konkursie. Dziś cała czwórka odpoczywała, bo Horngacher uznał, że po środowych treningach nie ma sensu szafować siłami zawodników. Na rozbiegu imponującej Bergisel w Innsbrucku pojawił się tylko Stefan Hula i skakał tak, jakby chciał potwierdzić, iż w swej decyzji szkoleniowiec nie popełnił błędu. W pierwszej czwartkowej serii zajął 30. miejsce (115,5 m), a w drugiej 22. (116,5).

Pierwszy trening padł łupem Niemca Markusa Eisenbichlera, który poleciał 125 m i wyprzedził swojego rodaka Karla Geigera (124) oraz Austriaków: Philippa Aschenwalda (126), Michaela Hayboecka (126,5) oraz Stefana Krafta (121,5). W drugim najdalej poszybował lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata – Japończyk Ryoyu Kobayashi, który uzyskał imponujące 132 m. Tuż za nim uplasował się Kraft (130,5) oraz Norweg Johann Andre Forfang (127). Kolejne lokaty zajęli Hayboeck (122) i Aschenwald (122,5), co potwierdziło, że Austriacy bardzo dobrze odrobili lekcję przed mistrzostwami i będą bardzo groźni, także w konkursie drużynowym, w którym tytułu sprzed dwóch lat bronić będą Polacy.

Jutro skoczków czeka pierwsze wielkie wyzwanie – kwalifikacje do sobotnich zmagań indywidualnych. Rozpoczną się o 14.30. Wcześniej, o 13.30, zaplanowano serię próbną.

Dziś w Seefeld poznaliśmy pierwszych medalistów mistrzostw świata. Rywalizacja w sprincie techniką dowolną potoczyła się zgodnie z przewidywaniami, czyli zdominowali ją Norwegowie. W zmaganiach pań najlepsza okazała się Maiken Caspersen Falla, broniąc tytułu z Lahti. W finale wyprzedziła Szwedkę Stinę Nilsson o 1,66 s oraz rodaczkę Mari Eide o 2,84. Z kolei w decydującej batalii mężczyzn triumfował Johannes Hoesflot Klaebo. Drugi finiszował Włoch Federico Pellegrino (0,23 s straty), a trzeci Rosjanin Gleb Retiwycz (1,37). Długo wydawało się, że po złoto sięgnie reprezentant Italii, najlepszy w ćwierćfinale i półfinale. Prowadził również w finale, lecz na kilkaset metrów przed metę wyższy bieg włączył Klaebo, wyprzedził rywala i nie dał sobie odebrać pierwszego miejsca.

Polacy, niestety, byli dziś tylko tłem dla konkurentów, odpadając solidarnie w eliminacjach. W przypadku kobiet, a raczej młodziutkich, nastoletnich dziewcząt prowadzonych przez trenerski duet Aleksander Wierietielny – Justyna Kowalczyk, nie mogło to być jednak żadnym zawodem czy rozczarowaniem. Każda a nich debiutowała bowiem na mistrzostwach świata, dla każdej czwartkowy start był okazją do zbierania doświadczeń i przekonywania się, ile im jeszcze do rywalek brakuje. Najlepsza z Biało-Czerwonych Weronika Kaleta zajęła 46. miejsce, tuż za nią uplasowała się Urszula Łętocha, 55. była 17-letnia Monika Skinder – aktualna wicemistrzyni świata juniorów w sprincie, ale techniką klasyczną – a 56. Izabela Marcisz. – Werka zrobiła życiówkę, i to solidną życiówkę. Ula pobiegła swoje. Iza sprintersko też swoje. Monika czuje się zmęczona. I nie ma się jej co dziwić, choć jestem pewna, że w tych mistrzostwach jeszcze będzie bardzo skuteczna. Występ bez fajerwerków, ale na pewno nie na minus – oceniła swoje podopieczne Kowalczyk.

Rozczarowaniem był natomiast występ Macieja Staręgi, specjalizującego się w tej konkurencji, mającego nawet w CV miejsce w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Dziś zajął 31. miejsce w eliminacjach, pierwsze niedające awansu do ćwierćfinału. – Na finiszu mnie zachwiało i tam to przegrałem – przyznał. W tej samej fazie odpadli także bracia Dominik Bury i Kamil Bury, plasując się na 48. i 63. pozycji.

Piotr Skrobisz