• Piątek, 13 marca 2026

    imieniny: Krystyny, Bożeny, Rodryga

Stoch pokazał siłę

Środa, 20 lutego 2019 (21:52)

Kamil Stoch wygrał dziś drugą serię treningową przed mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym w austriackim Seefeld. W pierwszej nasz reprezentant był trzeci.

Zmagania w Seefeld, a dokładnie w Innsbrucku, gdzie o medale walczyć będą skoczkowie, są najważniejszą imprezą obecnego sezonu. Polacy pojechali tam bronić złota wywalczonego w konkursie drużynowym przed dwoma laty w Lahti. Indywidualnie w tym fińskim mieście trzecie miejsce zajął Piotr Żyła – jeden z kandydatów do podium także na Bergisel. Obok niego w formie pozwalającej mierzyć w absolutnie najwyższe cele do Austrii przybył Stoch, w wysokiej, dającej nadzieję nawet na medal – Dawid Kubacki. Prócz nich, trener Stefan Horngacher zabrał ze sobą Jakuba Wolnego oraz Stefana Hulę. Piątkę Orłów, z których Stoch, Kubacki i Żyła powalczą o medale w konkursie indywidualnym, a wraz z „tym czwartym” – prawdopodobnie Wolnym – o podium w zawodach drużynowych.

Dziś nasi skoczkowie, oczywiście wraz ze swymi konkurentami, mieli okazję poczuć ducha rywalizacji, stając w szranki w dwóch seriach treningowych. Początkowo organizatorzy planowali przeprowadzić trzy, lecz z tego pomysłu zrezygnowali. W Innsbrucku panowały trudne warunki, wiał zmienny wiatr, zawodnicy ruszali z różnych belek startowych.

Pierwsza seria, niespodziewanie, padła łupem Kiliana Peiera. Szwajcar poszybował 131 m, jakby na potwierdzenie faktu, że w mistrzostwach świata nietrudno o niespodzianki. Łatwo można przecież podać przykłady skoczków, którzy wcześniej nie osiągali jakichś spektakularnych wyników, a na mistrzostwach stawali na podium, nawet na najwyższym jego stopniu. Co prawda w ostatnich latach, gdy wprowadzono przeliczniki za wiatr i wysokość belki, ta przypadkowość zmalała i po medale sięgali faworyci, ale pamiętajmy, że mistrzostwa to pojedyncze konkursy, w których wszystko musi zagrać. A w skokach wystarczy czasem jeden podmuch, by wywrócić klasyfikację do góry nogami.

Wracając jednak do tego, co działo się na Bergisel. W pierwszej serii Peier o 0,2 punktu wyprzedził Norwega Halvora Egnera Graneruda (130 m). Nas ucieszyło, że formę potwierdził Stoch. 122,5 m, z niższej belki, dało mu trzecie miejsce, z notą gorszą od zwycięzcy o 2,7 pkt. Tuż za podium uplasowali się Niemcy: Karl Geiger (119 m) i Markus Eisenbichler (119,5 m), a na szóstej pozycji lider Pucharu Świata, Japończyk Ryoyu Kobayashi (118).

Jak wypadli pozostali Polacy? Kubacki był 10. (115,5), a pozostali nie błysnęli. Hula (118,5) zajął 22. miejsce, Wolny (112,5) – 31., zaś fatalny skok (105,5) oddał Żyła. Dało mu to dopiero 35. lokatę.

W drugiej serii nie było już mocnych na Stocha. Nasz utytułowany reprezentant w pięknym stylu poszybował 130,5 i zajął pierwsze miejsce. Tuż za Polakiem znalazł się Peier (129 m), który pokazał, iż niespodziewanie trzeba go będzie brać pod uwagę w walce o medale. Oczywiście trening to tylko trening, nie ma tej presji, co w konkursie, ale jeśli Szwajcar poradzi sobie z głową – to może włączyć się do rywalizacji o najwyższe cele. Trzeci był Japończyk Junshiro Kobayashi (126,5 m), czwarty Eisenbichler (122 m), zaś piąty Słoweniec Ziga Jelar (129,5 m). Szóste miejsce zajął Ryoyu Kobayashi (124 m). Pozostali nasi reprezentanci znów nie zachwycili. Kubacki po skoku na 120 m uplasował się na 12. pozycji, 23. był Hula (117 m), 26. Żyła (115,5 m), a 35. – Wolny (111,5 m).

Dziś na starcie zabrakło Austriaków, więc nic nie możemy powiedzieć o formie jednych z głównych faworytów. Jutro zaplanowano kolejną sesję treningową, kwalifikacje odbędą się w piątek, a pierwszy konkurs indywidualny w sobotę.

 

 

 

Piotr Skrobisz