• Wtorek, 19 marca 2019

    imieniny: Józefa, Bogdana

„Nowa” Jagiellonia o tytuł?

Czwartek, 7 lutego 2019 (22:25)

Spośród klubów ścisłej czołówki ekstraklasy najciekawszych transferów zimą dokonała Jagiellonia Białystok. A czy przyniosą ona oczekiwany skutek, zobaczymy w maju, po ostatniej ligowej kolejce.

W tabeli „Jaga” jest czwarta. Ma na koncie 33 punkty, tyle samo co Lech Poznań i o sześć mniej od Legii Warszawa oraz o dziewięć mniej od lidera, Lechii Gdańsk. Niby to sporo, jednak przed ligowcami jeszcze wiele spotkań, wiele się może zmienić, a w Białymstoku zimą popracowano, by zespół uczynić mocniejszym.

Tak naprawdę doszło w nim do potężnej przebudowy, by nie rzec rewolucji. Przede wszystkim pożegnano dwóch zawodników stanowiących o sile drużyny, znajdujących się w orbicie zainteresowań Jerzego Brzęczka, selekcjonera reprezentacji Polski. Jeden z nich, Karol Świderski, zdecydował się na transfer do PAOK Saloniki. W tym wypadku sporą rolę odegrała atrakcyjna oferta Greków, którzy zdecydowali się wyłożyć za zawodnika około dwóch milionów euro. Zaskakujący ruch wykonał natomiast Przemysław Frankowski. Młody, utalentowany piłkarz przeszedł bowiem do ligi, do której zwykle trafiają zawodnicy pod koniec kariery – amerykańskiej MLS. Parafował umowę z Chicago Fire i to było dość ryzykowne, biorąc pod uwagę jego reprezentacyjną przyszłość.

Jagiellonia w ten sposób straciła dwóch ważnych piłkarzy. Zrezygnowała też z usług Łukasza Burligi, Mateusza Machaja, Lukasa Klemenza i Irlandczyka Cilliana Sheridana, a do APOELu Nikozja sprzedała Słoweńca Romana Bezjaka.

Jak to zatem możliwe, że tracąc tyle ważnych ogniw, może być wiosną silniejsza? Może, przynajmniej teoretycznie. Zimą „Jaga” skorzystała bowiem na gigantycznych problemach Wisły Kraków i sprowadziła z Reymonta trzech naprawdę dobrych, jak na nasze ligowe warunki, piłkarzy. Za jednego z nich, Zorana Arsenicia, nie musiała wyłożyć nawet złotówki. Chorwacki obrońca, wart przeszło milion euro, rozwiązał bowiem z winy Wisły kontrakt (klub zalegał mu z pieniędzmi) i po namyśle związał się z białostoczanami. Podobny kurs obrali dwaj inni byli już wiślacy, Hiszpan Jesus Imaz i Słowak Martin Kostal. Za nich Jagiellonia musiała już zapłacić (około 650 tysięcy euro), ale i tak zrobiła świetny interes, bo taki Kostal może być za rok wart dwa miliony. To bowiem świetny, niezwykle utalentowany i błyskotliwy skrzydłowy.

Klub z Białegostoku podpisał również kontrakt ze słowackim obrońcą Andrejem Kadlecem, pozyskanym ze Spartaka Trnawa oraz serbskim napastnikiem Stefanem Scepovicem (poprzednio mistrz Węgier MOL Vidi FC).

W tym całym obrazie jest tylko jeden problem, na który zwrócił uwagę… Lukas Klemenz, były już zawodnik Jagiellonii (obecnie w Wiśle). Po przeprowadzce do Krakowa stwierdził bowiem, że wreszcie czuje się dobrze w szatni, w której może rozmawiać po polsku. – W Białymstoku musieliśmy uczyć się rozmawiać przede wszystkim po angielsku – powiedział. Tymczasem obecnie szatnia Jagiellonii stała się jeszcze bardziej „niepolskojęzyczna” niż kiedykolwiek. Może się zdarzyć, że wiosną w barwach drużyny na boisku pojawi się jeden, góra dwóch piłkarzy urodzonych w naszym kraju. Czy to dobry kierunek?

Zimą Jagiellonia przebywała przez prawie trzy tygodnie na zgrupowaniu w Turcji. W tym czasie rozegrała cztery sparingi, odnosząc trzy zwycięstwa: ze Slovanem Liberec 3:1, Karpatami Lwów 1:0 i Dynamem Moskwa 2:1 oraz doznała porażki z Arsenałem Tuła 1:2. – Bardzo bym chciał, aby drużyna, podobnie jak w sparingach, dobrze prezentowała się w defensywie. Większość goli straciliśmy w drugich połowach, kiedy nasze ustawienie było bardzo eksperymentalne. Poza tym nasi oponenci nie tworzyli zbyt wielu okazji bramkowych. Cała sztuka polega na tym, aby dyspozycję ze sparingów przenieść na zmagania ligowe – powiedział trener Ireneusz Mamrot.

Piotr Skrobisz