• Wtorek, 19 marca 2019

    imieniny: Józefa, Bogdana

Przesadzona reakcja

Sobota, 2 lutego 2019 (18:17)

Z Marianem Szołuchą, doktorem nauk ekonomicznych z Akademii Finansów i Biznesu Vistula, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parlament uchwalił nowelizację ustawy, która ma pozwolić na ujawnienie zarobków kadry kierowniczej w NBP oraz regulować wysokość jej wynagrodzeń. Czy wysokość wypłat w NBP powinna być jawna?

– Z jednej strony można powiedzieć, że Parlament zadziałał sprawnie w reakcji na dyskusję publiczną, jaka się odbyła wokół zarobków w NBP. Przygotowana i szybko uchwalona została ustawa dotycząca wysokości, ale też jawności tych zarobków. Przeciwko jawności nic nie mam i uważam, że zarobki powinny być transparentne. Polacy najwyraźniej tego oczekiwali, w związku z tym zadziałano na zasadzie vox populi, vox Dei. Można też powiedzieć, że zadziałała demokracja parlamentarna, ustrój, w którym żyjemy.

Czy jednak jest to działanie słuszne?

– Nad tym, czy jest to działanie słuszne w kontekście wysokości wynagrodzeń w NBP, można się oczywiście zastanowić. I tutaj miałbym pewne wątpliwości, czy taka reakcja na poziomie legislacyjnym w nawiązaniu do publikacji prasowych była słuszna. NBP to nie jest instytucja państwowa jak każda inna, ale przede wszystkim jest to bank centralny. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to bank ważniejszy od innych banków, „bank banków” – jak podają studenci, wymieniając jedną z funkcji banku centralnego. Jest to też bank państwa, w którym pracują wybitni specjaliści o najwyższych kwalifikacjach chociażby w takich departamentach, jak wydział systemu płatniczego, stabilności finansowej czy w departamentach rozliczeniowych. I obowiązującą dotąd zasadę, że zarobki w NBP odnosi się do zarobków w sektorze bankowym, uważam za słuszną. Przepływy pomiędzy pracownikami sektora bankowego – komercyjnego a bankiem centralnym istnieją, więc jeśli oczekujemy, że w banku centralnym będą pracowali specjaliści od bankowości wysokiej klasy, to musimy ich też godziwie wynagradzać. Całe nieszczęście tej sytuacji polega na tym, że dyskusja o wynagrodzeniach rozpoczęła się od pań, które sprawują funkcje w departamentach NBP, które można nazwać miękkimi, czyli w Departamencie Komunikacji i Promocji oraz w gabinecie prezesa. Spekulacje prasowe – jeżeli wierzyć danym, które tam padały – dotyczą wynagrodzeń łącznie z premiami kwartalnymi, które w NBP są od zawsze i które są wręcz czymś obowiązkowym, a uznaniowości podlega tylko ich wysokość. Ponadto spekulacje prasowe i liczby tam padające obejmowały także – jak rozumiem – wynagrodzenia wspomnianych pań poza NBP, bo jak wiadomo, jedna z tych osób zasiada w Radzie Nadzorczej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a druga – w Radzie Nadzorczej Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych.

Może więc należało podać te dane, żeby uciąć dalsze dyskusje?

– Oczywiście, jeśli podawane kwoty są prawdziwe, to jest to temat do dyskusji i do ewentualnej korekty. Uważam, że popełniono błąd, nie pokazując czarno na białym na dokumentach dokładnej wysokości wynagrodzeń tych osób. Należało to zrobić i zareagować. I jeśli uznać te wynagrodzenia za zbyt wysokie, to trzeba je było po prostu skorygować. Tego rodzaju reakcję uważałbym za merytorycznie właściwą. Natomiast dzisiaj ofiarą przyjętej przez parlament ustawy padną także pracownicy, dyrektorzy departamentów merytorycznych, departamentów specjalistycznych w banku centralnym, do których pracy zastrzeżeń nikt nie formułuje. Zatem z jednej strony Polacy powinni się czuć usatysfakcjonowani, z drugiej – mam nadzieję, że nie dojdzie do przechyłu w drugą stronę, na czym w przyszłości ucierpiałaby sprawność funkcjonowania Narodowego Banku Polskiego.

W jakim znaczeniu?

– Jeśli bank centralny nie będzie oferował konkurencyjnych stawek w stosunku do rynkowych, to trudno będzie mu pozyskiwać fachowców najwyższej klasy, a przecież to jest jedna z najważniejszych instytucji państwa polskiego. NBP to centralny ośrodek nerwowy całego polskiego systemu finansowego, co więcej – ośrodek działający dobrze, sprawnie, cieszący się dużym autorytetem. Poza tą sprawą do obecnego prezesa NBP też trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Profesor Adam Glapiński jest wszechstronnie przygotowany do pełnienia swojej funkcji. Przypomnę tylko, że zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej, był członkiem zarządu NBP, był też w zarządach różnych spółek, pracował jako wykładowca na uczelni, i funkcja prezesa NBP jest zwieńczeniem jego kariery. Jest on wybitnym ekonomistą, autorem licznych publikacji naukowych, na podstawie których na uczelniach kształcone są dzisiaj kadry polskich ekonomistów. A zatem nieszczęśliwa sprawa od strony merytorycznej: reakcja na poziomie legislacyjnym dotycząca jednostkowego przypadku dwóch osób, którą określiłbym alergiczną. Wolałbym, żeby w przyszłości na jednostkowe przypadki w ogóle nie reagowano osobnymi aktami prawnymi, tylko rozwiązywano problem – o ile on rzeczywiście jest, bo tego też do końca nie wiemy – bardziej precyzyjnie, a nie cięciem wynagrodzeń.

Czym może się skończyć ewentualne ograniczenie zarobków w NBP? Europejski Bank Centralny nie ma racji, twierdząc, że może to spowodować odpływ specjalistów, którzy w bankach prywatnych będą mogli liczyć na znacznie wyższe zarobki niż w banku centralnym?

– Nie myślałem, że kiedykolwiek taką opinię sformułuję, ale w tym wypadku zgadzam się z Europejskim Bankiem Centralnym, że takie ryzyko w przyszłości będzie. Na pewno nie będzie to lawina, na pewno nie będzie to natychmiastowa reakcja, ale w sektorze bankowym – zarobki na rynku finansowym i w ogóle w polskiej gospodarce ostatnio szybko rosną – nie możemy sobie pozwolić na to, żeby w NBP pracowali już nawet nie tyle dyletanci, ile nawet średniacy. To muszą być specjaliści wysokiej klasy, doskonale przygotowani do swoich funkcji; i ten model – poza tym jednostkowym przypadkiem – się sprawdzał. Dlatego zagrożenie, że wysokiej klasy kadry mogą odpłynąć, oczywiście należy dostrzec. Z drugiej strony doceniam, że nasza władza ustawodawcza była w stanie zareagować tak szybko oraz stanowczo. Takiej sprawności od rządzących Polską oczekujemy. Jednak czy to był rzeczywiście przypadek, który wymagał wytoczenia aż tak potężnych dział – co do tego mam pewne wątpliwości. Należy żałować, że nie ucięto tych spekulacji bardzo szybko decyzjami kadrowymi, płacowymi, ale w odniesieniu do osób, wobec których te zastrzeżenia były formułowane. NBP, jak każda instytucja, składa się z jednostek organizacyjnych wysoce specjalistycznych, ale składa się też z jednostek organizacyjnych o charakterze obsługowym, „miękkim”, i to jest naprawdę istotna różnica.

Co z niezależnością NBP? Czy ta presja nie godzi w niezależność tej instytucji?

– NBP to instytucja państwowa, ale jednocześnie jest to instytucja, która stoi nieco z boku. I ten model niezależnego banku centralnego się sprawdzał. Rządy, owszem, miały z tym pewne kłopoty od początków transformacji ustrojowej, ale NBP był jedną z najlepiej ocenianych instytucji państwa polskiego. Szkoda, że ta historia, o której dzisiaj rozmawiamy, kładzie się cieniem na jego wizerunku. Bardzo nad tym ubolewam.

Wszystko to dzieje się w okresie przedwyborczym. Czy nie jest tak, że decyzje, jakie zapadają, w tym nowela ustawy o NBP, są podyktowane względami nie merytorycznymi, ale presją mediów i opinii publicznej?    

– Wszystko wskazuje, że to właśnie artykuły o charakterze bardziej tabloidowym niż merytorycznym zadecydowały o takiej, a nie innej reakcji naszej władzy. Prezes Adam Glapiński pokazał swoją niezależność, niezależność kierowanej przez siebie instytucji w naszym systemie i wtedy do roboty zabrał się filar ustawodawczy polskiego systemu władzy. Muszę przyznać, że mam z tą historią pewien kłopot, bo z jednej strony – jak mówię – jeśli wynagrodzenia podawane przez prasę były prawdziwe, to faktycznie mogły one budzić wątpliwości. Z drugiej strony, takie rozwiązania grubo ciosane traktujące en masse cały narodowy bank centralny jako firmę, gdzie zarabia się za dużo, traktujące NBP jako instytucję rozpasaną na poziomie wynagrodzeń, są niesprawiedliwe i dlatego nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Mam nadzieję, że te wszystkie działania nie zachwieją stabilnością NBP i że osoby zatrudnione tam na stanowiskach specjalistycznych – także kierowniczych – dalej będą tam pracować, podobnie jak inne osoby, i na tym samym wysokim poziomie będą sprawować w tej instytucji swoje funkcje w najbliższych miesiącach i latach. Szkoda, że tak reagujemy, ale dyktuje nam to ustrój właśnie demokracji parlamentarnej. Dyktuje nam to również rzeczywistość, w której media są faktycznie czwartą władzą. Mamy rok wyborczy i PiS, jeśli chce się utrzymać przy władzy, nie może sobie pozwolić na żadne kryzysy wizerunkowe. I te racje poniekąd tłumaczą to, co zostało zrobione w ostatnich dniach, jeśli chodzi o NBP. Obawiam się jednak, że przy okazji stracą ci, którzy na to nie zasłużyli.

Dziękuję za rozmowę.          

         

Mariusz Kamieniecki