Edukacyjne braki sędziego Tulei
Czwartek, 10 stycznia 2013 (13:40)Porównując metody CBA do metod UB, sędzia Igor Tuleya wykazał się poważnymi brakami w edukacji. Zdaniem historyków, żaden z zatrzymanych przez CBA nie był przesłuchiwany w taki sposób, jak czynili to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa.
- Jeśli ktoś odwołuje się do metod stalinowskich, odwołuje się do najgorszych z możliwych tradycji metod śledczych, jakie w ogóle w kręgu europejskim funkcjonowały, i to nie tylko w XX wieku, ale w całej historii Europy - powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl prof. dr hab. Mieczysław Ryba, kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku na KUL.
Jak podkreślił wcześniej w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" wiceszef CBA Maciej Wąsik, "funkcjonariusze nie odwozili zatrzymywanych do policyjnej izby zatrzymań, ale starali się przesłuchiwać na bieżąco". Wąsik przyznaje, że zdarzało się, iż przesłuchania kończyły się w nocy, ale podkreśla, że CBA odwoziło takie osoby do domu lub na pociąg.
Jak wyglądały przesłuchania w czasach największego stalinizmu, przypominają historycy.
- Nie pozwalano na sen, maltretowano narządy płciowe, wyrywano paznokcie, traktowano ludzi prądem, niezwykle wymyślna tortura, która sprawiała nieopisany wręcz ból. Trzymano ludzi w zimnej wodzie przez długi okres. Tych metod było co nie miara - wyjaśnia prof. Ryba.
Podkreśla, że cel oprawców z UB był jeden - doprowadzić wręcz do obłędu.
- Człowiek później nie był w stanie od strony psychicznej nic innego robić, jak przyznawać się nawet do najbardziej absurdalnych zarzutów i w tym sensie były to diaboliczne i nieludzkie rzeczy - i od strony skuteczności, i okrucieństwa - zauważa nasz rozmówca.
Podobnego zdania jest prof. dr hab. Wojciech Polak, historyk, wykładowca WSKSiM w Toruniu.
- To były metody wręcz bestialskie. Jak tu w ogóle można robić jakiekolwiek porównanie? Wydaje się, że pan sędzia powinien jednak ważyć słowa bardziej i tak lekkomyślnych porównań w ogóle nie używać, bo to wręcz można uważać za pewną obrazę tych ludzi, którzy za czasów Stalina byli torturowani i nad którymi się znęcano w ubeckich katowniach - mówi prof. Polak.
Jak zaznaczył prof. Ryba, za czasów stalinowskich metody przesłuchań były stosowane po to, "żeby człowieka zniszczyć, usankcjonować i udowodnić kłamstwa oraz winy, których w ogóle nie było". - W tym wypadku mamy do czynienia z wyrokiem, który orzeka o realnej winie, dlatego tym bardziej porównanie metod pracy CBA do metod z "czasów największego stalinizmu" absolutnie od strony historycznej nie ma najmniejszego uzasadnienia, wręcz jest to wypowiedź karykaturalna - podsumował prof. Mieczysław Ryba.
Obecnie można przeczytać mnóstwo wspomnień bohaterów walki o niepodległość, którzy przeszli gehennę przesłuchań według „zwyczajów stalinowskich”. Jan Łożański, oficer ZWZ-Armii Krajowej, w swojej książce „W więzieniach PRL: Powojenne wspomnienia kuriera z Sanoka” opowiada o ich przebiegu:
„Asystujący przy przesłuchaniach drab zaszedł mnie od tyłu i znienacka uderzył w twarz tak mocno, że aż spadłem z taboretu. Kiedy się podniosłem, on znowu się zamachnął, ale zrobiłem typowy bokserski unik. Rozwścieczyło go to. Kazał mi stanąć twarzą do ściany i bardzo mocno uderzył w tył głowy. Padając na ścianę, rozbiłem sobie nos tak, że polała się krew. (…) Później kazano mi przez długi czas robić przysiady. Gdy i to mnie nie złamało, kazano mi chodzić, unosząc wysoko kolana do góry. Było to niby proste, ale po tysiącu takich >ćwiczeń< nogi odmawiały mi posłuszeństwa. (...) Oprócz bicia stosowano także bardziej wymyślne tortury. Kazano mi wielokrotnie stać 24 godziny przy otwartym oknie nago, a przecież była zima i panował silny mróz”.
Pozostaje mieć nadzieję, że sędzia Igor Tuleya skorzysta z tej publikacji lub książek wydawanych przez Instytut Pamięci Narodowej i więcej tak karygodnej wypowiedzi z ust sędziego niepodległej Rzeczypospolitej nie usłyszymy.
Wojciech Koczarski