Stoch w pogoni za Kulą
Czwartek, 31 stycznia 2019 (21:24)Najbliższe trzy konkursu Pucharu Świata na mamucie w Oberstdorfie będą dla Kamila Stocha ostatnią realną szansą na zachowanie nadziei na obronę Kryształowej Kuli. Nasz reprezentant może jednak z powodzeniem postarać się o małą kulę, za loty narciarskie.
Za nami 16 z 28 indywidualnych konkursów obecnego sezonu. Stawkę otwiera rewelacyjny Ryoyu Kobayashi – chłopak, który przed tym rozdaniem nie mógł się pochwalić nawet jedynymi wygranymi zawodami. Ba, na palcach i to jednej ręki mógł policzyć starty udane, czyli zakończone w czołowej dziesiątce. Tymczasem od listopada skacze, co więcej fruwa jak marzenie, długo na poziomie nieosiągalnym przez rywali. Azjata odniósł już dziewięć zwycięstw, w tym komplet na prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni. Dwanaście razy wskakiwał na podium. Ani raz nie wypadł poza czołową dziesiątkę. Długo wydawało się wręcz, że może zdominować sezon w stopniu niewiarygodnym, bo triumfował z taką łatwością, iż zdawało się, że ta jego seria nie zakończy się nigdy. Ryoyu pokazał jednak, że jest tylko człowiekiem i jemu przytrafiły się słabsze występy, ale słowo „słabsze” w jego przypadku brzmi dość specyficznie – bo jak tu mówić „słaby” o kimś, kto w najgorszym swym występie zajmuje siódme miejsce? Nic zatem dziwnego, że Kobayashi zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W chwili obecnej ma na koncie aż 1233 punkty i następnego zawodnika wyprzedza aż o 452. Długo za plecami Japończyka znajdował się Piotr Żyła, mający bardzo udany listopad i grudzień. W styczniu złapała go jednak wyraźna zadyszka i wyprzedził go Kamil Stoch. W ostatni weekend, w Sapporo, trzykrotny mistrz olimpijski spadł jednak na trzecią pozycję, za Stefana Krafta. Austriak udowodnił w Japonii, że znajduje się w wybornej formie, wszak odniósł tam dwa zwycięstwa, przedłużając swą serię triumfów do trzech (był przecież najlepszy również w Zakopanem). To Kraft traci zatem do Kobayashiego 452 punkty i choć to bardzo dużo – po cichu wierzy, że może uda mu się Japończyka jeszcze dogonić. To oczywiście zadanie szalenie trudne, w którym musiałby liczyć na jakąś wyraźną obniżkę formy Azjaty, być może nawet nierealne.
Stoch, przypomnijmy, w obecnym sezonie broni Kryształowej Kuli zdobytej za triumf w poprzedniej edycji Pucharu Świata. Dziś, po 16 konkursach, ma w dorobku 744 punkty, o 489 mniej od lidera. Tych punktów byłoby więcej, gdyby nie wpadka na Wielkiej Krokwi, kiedy to naszego reprezentanta zabrakło w drugiej konkursowej serii, a co za tym idzie nie wywalczył ani jednego punktu. Czy Stoch może zatem jeszcze zagrozić Kobayashiemu i powalczyć o trzecią w karierze Kryształową Kulę?
Tak jak w przypadku Krafta, będzie to szalenie trudne. Spoglądając na karty historii – wręcz niewykonalne. W ostatnich sezonach tylko raz zdarzyło się bowiem, by pod koniec stycznia różnica między pierwszym a drugim zawodnikiem klasyfikacji generalnej była większa niż obecnie. W sezonie 2004/2005 Fin Janne Ahonen wyprzedzał Adama Małysza o 532 punkty i oczywiście tej zaliczki nie zaprzepaścił. W rozdaniu 2015/2016 Słoweniec Peter Prevc miał w dorobku 419 punktów więcej od Niemca Severina Freunda i też pewnie sięgnął po Kryształową Kulę. Zwykle różnica między dwoma czołowymi zawodnikami była o wiele mniejsza i co najwyżej sięgała około 200 punktów.
Obecny sezon jest długi, a w 12 konkursach jeszcze wiele można zyskać i stracić. Kluczowe w kwestii ewentualnego pościgu za Kobayashim okażą się z pewnością trzy najbliższe zawody na mamucie w Oberstdorfie. Japończyk od listopada skacze znakomicie, ale jednak latanie na największych obiektach to coś innego i – zobaczymy – czy będzie się na nich spisywał równie imponująco. Bądźmy jednak szczerzy – jeśli Azjacie nie przytrafi się jakaś dramatyczna obniżka formy (której oczywiście mu nie życzymy), nie prześcignie go nikt i nic.
Stoch nadal może jednak spokojnie mierzyć w inny cel, być może nieco mniej prestiżowy, ale też ważny – małą kulę za loty. Jutro w Oberstdorfie skoczkowie po raz pierwszy w obecnym sezonie stoczą rywalizację na mamucie, w sobotę i niedzielę w tym samym miejscu czekają ich konkursy kolejne, a poza tym zawitają do Vikersund (jeden konkurs indywidualny) oraz Planicy (dwa). Każde z tych zawodów – jeśli chodzi o klasyfikację lotów – będą oceniane identycznie jak „normalne”, czyli zwycięzca otrzyma 100 punktów, a 30 zawodnik – jeden. Stoch uwielbia latać, na mamutach zawsze czuł się znakomicie, jest aktualnym rekordzistą Letalnicy w Planicy, gdzie w marcu 2017 roku pofrunął 251,5 m. Małej kuli za loty jeszcze nie ma, najbliżej był przed rokiem, kiedy to zajął drugie miejsce w ich klasyfikacji.
Piotr Skrobisz