• Niedziela, 26 maja 2019

    imieniny: Eweliny, Filipa, Pauliny

Kontrakt długo oczekiwany

Piątek, 25 stycznia 2019 (15:48)

Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Śmigłowce produkowane w Mielcu trafią do Wojsk Specjalnych. To chyba dobra wiadomość dla Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu?

– To wiadomość długo przez nas oczekiwana. Dobrze, że dzisiaj została potwierdzona podpisem ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka.

Na razie zamówienia z armii trafiają do polskich producentów bardzo powoli…

– Według naszej wiedzy jest to skutek – chyba nie do końca doszacowanych – wydatków na zakup tarczy antyrakietowej od Amerykanów, co z kolei wywołało problemy finansowe na realizację innych zakupów uzbrojenia. Mamy pierwszy akord i – mam nadzieję – dobry początek w postaci zamówienia czterech śmigłowców Black Hawk dla Sił Specjalnych, jakie pozyska PZL Mielec. Oczywiście cieszymy się z tego.

Co taki kontrakt oznacza dla waszego zakładu?

– Przede wszystkim traktujemy to jako dobry początek i wprowadzenie do wyposażenia polskiej armii bardzo dobrych śmigłowców, które w liczbie ponad czterech tysięcy egzemplarzy są w wyposażeniu wielu znaczących armii na całym świecie. A więc jest to dobry sprzęt i dobry wybór. Co ważne, produkcja tego śmigłowca odbywa się w Polsce i część pieniędzy zainwestowanych w ten zakup wróci – w różnej formie – do polskiego budżetu choćby w postaci podatków od naszych wynagrodzeń.   

Zamówienie kilku sztuk śmigłowców dla wojska oczywiście nie spowoduje radykalnego wzrostu miejsc pracy, ale jest to – jak sądzę – dobry początek. Mam nadzieję, że kolejne rodzaje sił zbrojnych będą kupowały śmigłowce, czy to w Mielcu, czy w Świdniku, i to będzie sprzyjało stabilizacji sytuacji w naszych firmach. Liczymy, że nie będzie tak, jak to miało być za rządów Platformy, kiedy planowany był wydatek 13,5 miliarda złotych na zakup francuskich caracali, a więc wydatek bezpowrotny, który miał wspierać załogi fabryk we Francji, a nie u nas w Polsce. I biorąc to pod uwagę, jesteśmy oczywiście zadowoleni, bo nasz protest z 2015 roku przeciwko polityce niszczenia naszych zakładów okazał się skuteczny i załatwił tę sprawę.

Wiadomość jest dobra dla Mielca i dla polskiego bezpieczeństwa, ale trzeba powiedzieć, że polityka obecnego rządu w sprawie przetargów śmigłowcowych nie do końca jest przejrzysta. Przez długi czas strona społeczna nie wiedziała, co się dzieje…

– Rzeczywiście nie było ani spotkań, ani jasnych komunikatów ze strony MON. Wynikało to chyba z nie do końca dobrze oszacowanych kosztów modernizacji polskich sił zbrojnych zaplanowanych na lata bodajże 2018-2026. To, że priorytetem powinna być tarcza antyrakietowa, to jest chyba jasne. Natomiast brak dobrych szacunków spowodował weryfikację zakupów w pozostałych obszarach. I tak przerwa w komunikacji rzeczywiście trwała bardzo długo, dlatego jako strona związkowa występowaliśmy zarówno do premiera Morawieckiego, jak i min. Błaszczaka, żeby pozyskać jakąkolwiek wiedzę w tym zakresie. Niestety ciężko się było doprosić o te informacje. Nawet niedawno, bo 17 stycznia tego roku, odbył się Zespół Trójstronny, który miał odpowiedzieć, jak będą wyglądały dalsze zakupy. Okazało się jednak, że nikt ze strony rządowej na tym spotkaniu się nie pojawił, w związku z czym musieliśmy zerwać Zespół Trójstronny. Tak wyglądały kulisy rozmów między stroną społeczną, pracodawcami a rządem. Nie wiem, czyja to jest wina… pewnie leży ona gdzieś po stronie resortu obrony i fatalnej koordynacji na poziomie całego rządu. A skutki są takie, jak powiedziałem wcześniej. Najważniejsze, że przynajmniej w naszym przypadku, w przypadku PZL Mielec, udało się coś uzyskać. Jednak jest to dopiero pierwszy krok – owszem, w dobrym kierunku, ale to dopiero początek drogi.

Złośliwi mówią, że rząd stawia na współpracę z Amerykanami, stąd black hawki…

– Owszem, znam te komentarze, ale nie znam się na strategii obronnej Polski, bo nie jestem fachowcem w tej dziedzinie. Pewnie Sztab Generalny Wojska Polskiego, czy ogólnie polski rząd, wie, na kogo należy postawić i jakie sojusze z naszego punktu widzenia są w tej chwili korzystne dla Polski. Mam nadzieję, że wybór był trafny, a sojusz ze Stanami Zjednoczonymi przyniesie nam korzyści. Amerykańska armia jest w tej chwili najlepsza na świecie, natomiast wokół tego też kręci się polityka i różne wpływy mogą mieć znaczenie. Jeśli chodzi o zakup śmigłowców Black Hawk, to jest to sprzęt najwyższej klasy i on sam się obroni. Co więcej, jest to sprzęt produkowany w Polsce, przez polskich pracowników i na tym nam też powinno zależeć. Dzięki temu będzie nam również później łatwiej i taniej utrzymywać te śmigłowce, co też nie jest bez znaczenia. Jak widać, wiele czynników składa się na taki, a nie inny wybór.

Nie obawia się Pan, że kontrakt dla Mielca – już drugi po śmigłowcach dla policji – a jednocześnie brak zamówień dla Świdnika może skutkować pogorszeniem relacji między załogami PZL Świdnik i PZL Mielec?

– Nie sądzę. Przecież ani załoga PZL Mielec, ani załoga PZL Świdnik nie ponoszą odpowiedzialności za wybory dokonywane przez MON i polski rząd. Każdy robi swoje. Cieszymy się, że sprzęt produkowany w Mielcu cieszy się dobrą opinią wojskowych. To – mam nadzieję – pierwszy zwiastun zamówień śmigłowców dla wojska i każdy będzie mógł skorzystać coś dla siebie. Wiadomo, że trwa przetarg na śmigłowce dla Marynarki Wojennej – do zwalczania okrętów podwodnych oraz prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych na morzu, w których udział bierze PZL Świdnik. I po wycofaniu się Airbus Helicopters – producenta śmigłowca H225M Caracal – który ostatecznie nie złożył oferty, rozumiem, że będą prowadzone rozmowy już tylko z jednym oferentem, włoskim Leonardo Helicopters, czyli PZL Świdnik, który oferuje śmigłowce AW101. I być może Świdnik zyska coś na tym przetargu, czego naszym kolegom życzę. Ponadto jest jeszcze kwestia remontów i modernizacji śmigłowców Sokół, które są użytkowane przez polskie siły zbrojne. Myślę, że te kwestie będą rozpatrywane podczas kolejnego spotkania Zespołu Trójstronnego, który, jak wspomniałem, miał się odbyć 17 stycznia, ale został zerwany. Po ostrym ultimatum, jakie zostało postawione przez stronę związkową przedstawicielom rządu, mam nadzieję, że zespół się odbędzie – i to w krótkim terminie – i te dobre dla siebie informacje Świdnik usłyszy.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki