• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Biadania Federy

Środa, 9 stycznia 2013 (16:11)

Aleksandra Michalczyk, członek Fundacji PRO - Prawo do Życia:

"To kompromitacja, a nie kompromis". Tak zaczyna się artykuł "Gazety Wyborczej", która wraz z Federą boleje nad tym, że "Polacy są coraz bardziej przeciwni aborcji", "debata aborcyjna została zdominowana przez argumenty konserwatywne", a "Kościół, którego głos jest coraz wyraźniejszy, ma duży wpływ na stosunek społeczeństwa do aborcji". Prawda o zabijaniu nienarodzonych odbija się w Polsce coraz większym echem i spycha propagatorów mordowania na coraz mniejszy margines.

Panie z Federy musiały więc zrobić krok wstecz. Zaczęły deklarować nawet, "że wszyscy jesteśmy przeciwko aborcji", ale one tylko opowiadają się za jej dostępnością. To tak, jakby być przeciwko zabijaniu np. teściowej, ale opowiadać się za możliwością jej zabicia.

Wykładają się natomiast zupełnie przy pytaniu o to, kto zyskuje na obecnej ustawie.

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny dostaje pieniądze od providerów aborcji i antykoncepcji. Wielkie koncerny mają ogromny (dokładnie rzecz biorąc - wielomiliardowy) interes w tym, by w Polsce zezwolono na aborcję na życzenie. Federa doczepiła się do tego korytka. Nic więc dziwnego, że jej pracownicy próbują przełożyć swój sposób myślenia na zwolenników prawa do życia. No bo jaki można mieć INTERES w domaganiu się niezabijania dzieci? "Federastka" stwierdza, że z pewnością interes mają lekarze, którzy mogą kontrolować aborcje (?) i politycy, którzy zjednują sobie konserwatywny elektorat.

Do głowy jej nie przyjdzie, że przyzwoity człowiek nie może się po prostu zgodzić na to, by zabijano niewinnych.

Z panią "federastką" należy się jednak zgodzić w jednym - obecna ustawa to kompromitacja, a nie kompromis. Tak długo, jak chociażby jedno dziecko w majestacie prawa otrzymuje wyrok śmierci za sam fakt poczęcia czy choroby, kompromituje nas wszystkich jako ludzi.

IK