• Czwartek, 12 marca 2026

    imieniny: Bernarda, Józefiny

Krystaliczny człowiek i kapłan

Środa, 9 stycznia 2013 (16:07)

Słowo pożegnania w imieniu Rodziny Radia Maryja wygłosił o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja

Otóż kochani siostry i bracia, kochani księża biskupi i księża wszystkich stopni, bo widzę różnych; widzę normalnych proboszczów i widzę prałatów; tak, przeróżnych księży; trudno wymienić wszystkich w tej chwili; siostry zakonne, bracia zakonni. Może najpierw mam taką propozycję. Kiedyś napisaliśmy książkę Rodziny Radia Maryja „Kapłan w moim życiu”.

Właśnie przy ojcu Janie dzisiaj taka propozycja, żebyśmy napisali książkę „Kapłan o. Jan Mikrut w moim życiu”. Na pewno wiele wielu z nas miałoby do powiedzenia. Nie trzeba, żeby to zostało ukryte; trzeba, żeby światło świeciło. Pan Jezus powiedział: Wy jesteście światłem świata, wy jesteście solą ziemi. Światła się nie kryje. A więc Kapłan w moim życiu – o. Jan Mikrut. Zapraszam bardzo serdecznie do napisania tego świadectwa.

Dziękujemy wszystkim, ja osobiście każdemu z osobna, widzę tu tylu przyjaciół. Właściwie to zebrali się tu ludzie modlitwy. To było znać, czuć w trakcie tej Eucharystii. Wszyscy, którzy pozwolili się dotknąć Panu Bogu, którzy uwierzyli.

Ja osobiście bardzo dziękuję ojcu Janowi. Dziękuję Panu Bogu, że mogliśmy się spotkać. Powiem wam, że od samego początku czułem do niego wielki respekt. Był trochę starszy; ale od samego początku on był taki, że do niego czuło się respekt. Ale to była też bardzo wielka przyjaźń.

Ktoś powiedział niedawno: Proszę ojca, odchodzą perły. W ostatnim czasie odszedł od nas ks. abp Ignacy Tokarczuk – niesamowity człowiek, Polak, biskup, niesamowity. Niesamowita perła. A dzisiaj żegnamy ojca Jana. Krystaliczny człowiek i kapłan – perła.

Wszyscy mówią o tej ostatniej chorobie. Ja pamiętam od 21 lat jego chorobę, a ona była jeszcze wcześniej. Nie przyznawał się do niej, nie chwalił się, nie szukał jakiegoś pocieszania. Co miesiąc, najdłużej co dwa miesiące odchodził na 1-2 dni, bo mówi: muszę, będzie upust. I nikomu nie mówił, co to za upust. On szedł do szpitala, musiał oddać krew, bo jego organizm nie przyjmował żelaza. Krew gęstniała i mówił, że w każdej chwili może mieć zator. Tak to było i organizm nie wytrzymał i tak się działo, że przeszło to później na koniec w tę straszną chorobę.

Rozmawialiśmy niejednokrotnie w tej chorobie i już później telefonicznie. W te ostatnie dni mówię, nagrywałem mu się: Co jest z tobą? Dlaczego się nie odzywasz? I już się nie odezwał. Dostałem wiadomość z Warszawy, z naszego domu prowincjalnego: agonia. Dziękuję, ojcze Kaziu, za tę wiadomość też. Trzeba było się też z tym zmierzyć.

Osobiście powiem też tyle jeszcze, że to był człowiek, który wszystko brał na sto procent. Na sto procent. Oddany zupełnie Panu Bogu, wydawał się nieraz taki groźny, dla niektórych z takim dystansem. A tylu ludzi go kochało. Bo to był prawdziwy kapłan. To był kapłan, on służył Panu Bogu. Miał takie powiedzenie, często na antenie je powtarzał: "Jeżeli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym". I to było. I on wszystkich pociągał do Pana Boga. Nie tworzył klubów wzajemnej adoracji. Nie chciał też, żeby jego adorować. Gdy na antenie ktoś bardzo zaczynał go chwalić, to z miejsca ucinał, i to tak zdecydowanie, ale do przeżycia. I tak robił porządek.

Gdy było bardzo ciężko, powiedziałbym tak, że bez o. Jana nie wiem, czy byśmy dali radę. Kochani, z tym Radiem wcale nie było tak prosto. Ale mieliśmy na tej drodze ludzi – oczywiście Pan Bóg, Matka Najświętsza – ale ludzi, którzy byli niesamowitym umocnieniem. I o tym nie mówiliśmy nikomu. I on był też taki mocny. A druga sprawa to jeszcze nie tylko był mocny, ale się bardzo spieszył. Mówił: Musimy się spieszyć. Jak była jakaś szansa, to teraz. Nigdy nie mówił „potem”.

Wiele, wiele bym chciał powiedzieć. Myślę, że w tej książce napiszemy i będziemy czytać wiele. Wielu ludzi. Dostałem zaraz po jego odejściu taki tekst. Ktoś mi przysłał: Niebo się cieszy. I wierzę w to, że się cieszy. Gdy rozmawialiśmy, to mówię: Czy ci coś nie potrzeba, jak można ci pomóc, co zrobić? A on mi powiedział: żebyś ty wiedział, ile miłości doznaję – ten człowiek bardzo poważnie patrzył w tych ostatnich miesiącach – żebyś ty wiedział, ile miłości od moich współbraci. Nawet bym się tego nigdy nie spodziewał. Mówił o przełożonych. Przychodzi w nocy, nie jeden raz – i patrzy, co jest ze mną. Dziękował za miłość współbraci. Bardzo dojrzałą. Przyjaciół poznaje się w biedzie i miłość poznaje się w takich trudnych sytuacjach.

I na koniec może jeszcze jedno. Mówił mi: wiesz, w czasie wakacji na pewno już pójdę na Giewont. Myślę, że jest wyżej niż na Giewoncie i jest nam dalej bardzo potrzebny i myślę, że w was nie skończy się z chwilą złożenia do grobu. Tylko wy będziecie przedłużeniem tego pragnienia ewangelizacji. Tego, co ciągle mówił: więcej. A nie myślał o materialnych sprawach. Kto chce więcej, więcej Pana Boga. Zapraszam wszystkich – mówił – kto chce więcej. Myślę, że wy wszyscy chcecie więcej dla Kościoła, dla Ojczyzny. Bardzo mnie też zaskakiwało wiele spraw. Że znajdował czas jeszcze na rekolekcje. Mówił mi, jak to jeszcze zrobimy.

Gdy już był po zawale, a były dwa zawały w tym szpitalu, powiedział do mnie - myśleliśmy, szukaliśmy możliwości, żeby uczelnia powstała, zgoda żeby była. Zaczął jeździć do ministerstwa. I powiedział mi kiedyś tak sam na sam: Słuchaj, Tadeusz, moje życie oddaję za tę uczelnię. Bo Radio jest ważne, bardzo ważne, ale jeżeli będą ludzie właściwie ukształtowani, to Pan Bóg uczyni przez nich jeszcze większe rzeczy. Niech Pan Bóg czyni przez każdego z nas większe rzeczy.

Ojcze Janie!

Jesteś wyżej niż na Giewoncie. Mów Panu o tym wszystkim. O naszych sprawach. O Kościele, który bardzo kochałeś. Nigdy nie był przeciwko jakimś decyzjom Kościoła, chociaż miał swoje zdanie i najwyższym mówił wszystko to, co myślał. To człowiek prawdy. Nie kłaniał się okolicznościom, ludziom. Nie szukał względów. Z nami też tak samo mówił. Ale przez umiłowanie prawdy powstaje też wielka przyjaźń. Niech to trwa, niech to się rozwija. Życzę tego wszystkim i sobie też. A ty, Janie, módl się o to. Módl się za nas, my za ciebie. I dziękuję wszystkim, którzy tu dzisiaj przyszli. Wszystkim.

Widzę aktorów. Tam, w kąciku p. Halina Łabonarska, p. Żebrowski – często mówił o nim. A też mówili, że tamten dom koło Ryniasu to jest mój. Oczywiście usłużne media, cała prawda całą dobę – na inny sposób. Widzę tu różnych ludzi. Bardzo dziękujemy wszystkim. Każdemu z was, z różnych stron Polski. I słyszą nas w świecie. Widzę matkę generalną Sióstr Loretanek, ale i inne siostry – nie znam wszystkich tytułów. Dobrze, że jesteście. Na pewno jest s. Augustyna, nazaretanka, w tej chwili z Kielc. Pracowała w Radiu Maryja bardzo dzielnie. Są też inne nazaretanki. Wszystkie pozdrawiamy. Bóg zapłać i z Radia Maryja za to, że przyjechaliście tak licznie.  

Bóg zapłać.

Źródło: Radio Maryja