Patent na krnąbrnych dziennikarzy
Środa, 9 stycznia 2013 (02:07)Skasowane dane z komputera, rozbity tablet, zalany wodą hotelowy pokój – w ten sposób chińska bezpieka chciała zastraszyć niemieckiego korespondenta zbierającego informacje o śmierci pięciorga dzieci.
Korespondent tygodnika „Der Spiegel” Bernard Zand w oddalonym od Pekinu o blisko 1,8 tys. km mieście Bijie, w prowincji Guizgou, zbierał informacje dotyczące tragicznej śmierci pięciu bezdomnych chłopców w wieku 9-13 lat. W połowie listopada ubiegłego roku ulegli zaczadzeniu, kiedy rozpalali nocą ognisko w kontenerze na śmieci.
Temat podejmowanej przez zagraniczne media dramatycznej śmierci pięciu kuzynów rzucił negatywne światło na chińską politykę socjalną. Dlatego dziennikarzy, którzy dociekali prawdy, spotkały niezapowiadane kłopoty.
Zand dotarł m.in. do chińskiego dziennikarza, który po ujawnieniu dramatycznej historii na kilka tygodni trafił do aresztu. Po kontakcie z krewnymi chłopców splądrowano pokój Zanda w hotelu Kempinski, niszcząc sprzęt elektroniczny i kasując wszystkie dane z jego służbowego komputera, w tym liczne zdjęcia. W końcu pokój zalała woda, zniszczenia tłumaczono pękniętą rurą wodociągu. Jak przypomina Polskie Radio, przed podobnymi sytuacjami zagranicznych dziennikarzy ostrzegł już wcześniej Klub Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC), prosząc ich o zachowanie szczególnych środków ostrożności.
Protestują przeciw cenzurze
Kłopoty, jakie spotkały niemieckiego dziennikarza w Chinach, to nie odosobniony przypadek. Pekin wydalił wielu korespondentów, którzy nie dostosowali się do określonych przez komunistyczną władzę reguł. Od początku roku lokalni chińscy dziennikarze zorganizowali w kilku miastach protesty przeciwko cenzurze. W poniedziałek, 1 stycznia br., w Kantonie przed siedzibą tygodnika „Nanfang Zhoumo” zebrało się kilkaset osób wspierających żurnalistów.
Protest był następstwem sporu pomiędzy kilkoma dziennikarzami tej popularnej i jednej z najbardziej liberalnych w Chinach gazety a szefem wydziału propagandy w prowincji Guangdong – Tuo Zhenem. Poszło o niedopuszczenie do druku artykułu redakcyjnego, w którym redakcja wyrażała nadzieję, że władze przeprowadzą reformy polityczne i przyjmą konstytucję faktycznie gwarantującą prawa obywatelskie.
Po cenzorskiej interwencji funkcjonariusza wydziału propagandy opublikowano materiał wychwalający rządzącą Komunistyczną Partię Chin. Wywołało to zdecydowaną reakcję środowisk dziennikarskich, które przyłączając się do protestu, opublikowały w piątek list otwarty potępiający cenzurę. Kilkudziesięciu dziennikarzy zażądało natychmiastowego ustąpienia Tuo Zhena.
Podobne protesty odbywają się też przed siedzibami innych gazet, w tym m.in. mieszczącej się w Guangzhou „Southern Weekly”, której artykuł wzywający do walki o gwarantowane prawa konstytucyjne został również ocenzurowany i zamieniony w pochwałę partii komunistycznej. Wolność słowa jest teoretycznie gwarantowana przez chińską konstytucję. Jednak organizacja Reporterzy bez Granic w opracowaniu za 2012 r. uplasowała Chiny dopiero na 174. pozycji pod względem wolności prasy spośród 179 sklasyfikowanych krajów.
Marta Ziarnik