• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Obrona życia

Glasgow bez cenzury

Wtorek, 6 listopada 2018 (03:39)

Studenci na Uniwersytecie Strathclyde w Glasgow będą znów mogli prowadzić działania w obronie życia na terenie kampusu.

 

Decyzję o usunięciu zakazu funkcjonowania stowarzyszeń obrońców życia podjął parlament studentów. Tym samym opowiedział się za swobodą działania takich grup. Nie było to dotąd oczywiste. Przeciwnie. USSA, tamtejsza oficjalna organizacja studencka, od lat praktycznie uniemożliwiała aktywność obrońców życia na uczelni, a w październiku 2015 roku oficjalnie odmówiła rejestracji grupy Strathclyde Students for Life. Decyzję tę uzasadniono wprowadzoną wcześniej polityką pod hasłem „No platform for anti-choice! (”Żadnego forum dla przeciwników wyboru!„).

Od marca 2018 roku toczył się spór prawny, którego strony charakteryzuje nawet język, jakim się posługują. USSA argumentowała między innymi, że ”pozwolenie na tworzenie się grupy przeciwnej wyborowi [tak środowiska lewicowe określają obrońców życia] byłoby barierą dla wolności, równości i autonomii cielesnej w kampusie dla osób posiadających macicę„ [to określenie pojawia się zamiast niepoprawnego politycznie słowa: ”kobiet„]. Z kolei Studenci za Życiem powoływali się na prawo do wolności od dyskryminacji ze względu na przekonania, a także na art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantujący swobodę wypowiedzi. Przywoływali też ”politykę równych szans„ przyjętą na uczelni.

Życie wraca na uniwersytet

– Fantastyczna jest ta wiadomość z Glasgow o zniesieniu cenzury – cieszy się Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, prawnik i psycholog. – Przywrócono normalność, chociaż w tym jednym miejscu. Daje to także otuchę innym studentom i pracownikom uczelni, którzy cierpią z powodu poprawności politycznej u siebie. I to na uczelniach, które ze swej istoty powinny być miejscem wolności intelektualnej – dodaje nasza rozmówczyni.

Zauważa też, że nie byłoby tego sukcesu, gdyby osoby, które na Uniwersytecie Strathclyde chciały bronić życia ludzkiego, zachowywały się w sposób bierny. Studenci jednak nie poddali się niesprawiedliwym zakazom, lecz aktywnie je zwalczali.

– Jest to znak także dla nas, że nie możemy być bierni i pozwolić lewicy na zawłaszczenie przestrzeni publicznej, na narzucenie takiej narracji, jakby obrona życia była jakimś marginesem, czymś wręcz wstydliwym, dla czego nie ma miejsca na forum publicznym. Absolutnie tak nie jest! – podkreśla Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

Zwraca także uwagę na skrajnie zideologizowany język stanowiska USSA. – ”Ci z macicami„ zamiast ”kobiety„… To urąga powadze uniwersytetu, żeby taka nowomowa znajdowała się w oficjalnych dokumentach. To kuriozum, ale niestety też rzecz nienowa – lewica od dawna usiłuje forsować, również w tekstach prawnych, taką dehumanizującą, kpiącą sobie z prawdy o człowieku nowomowę – przypomina.

Podobnie zjawisko to opisuje Mateusz Matyszczyk, student SGH, członek Duszpasterstwa Akademickiego Sandał. – Miałem okazję studiować na zachodnich uniwersytetach, atmosfera tam jest dużo gorsza niż w Polsce. Proszę zauważyć, że rewolta obyczajowa roku 1968 zaczęła się właśnie w środowiskach uniwersyteckich, a ówcześni studenci dziś są profesorami. Uczelnie są dla nich głównym polem walki o rewolucję światopoglądową – mówi ”Naszemu Dziennikowi„.

Jamie McGowan, student Uniwersytetu Strathclyde, który w tym sporze występował jako prawnik stowarzyszenia Students for Life, podkreślił, że niedopuszczalna jest na uniwersytecie polityka typu ”żadnego forum„. W oświadczeniu dla prasy wydanym po decyzji parlamentu studenckiego napisał: ”W ostatecznym rozrachunku jest to zwycięstwo wolności akademickiej: uniwersytety mają być bastionami wolnej myśli„.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu ”Naszego Dziennika„ w sklepie elektronicznym

Ewa M. Małecka