• Niedziela, 12 kwietnia 2026

    imieniny: Juliusza, Oksany, Zenona

Spektakl sędziego Tulei

Wtorek, 8 stycznia 2013 (02:10)

Sąd ucina festiwal medialnych wypowiedzi sędziego Igora Tulei. Prokuratura jest zdumiona jego aktywnością.

Publiczne oskarżenia pod adresem prokuratury i CBA krytykują minister sprawiedliwości, warszawska prokuratura i politycy opozycji, wnioskując o postępowanie dyscyplinarne. Wczoraj rano prezes Sądu Okręgowego w Warszawie zakazał sędziemu Igorowi Tulei wypowiedzi na temat sprawy, w której orzekał, czyli kardiochirurga Mirosława G. Sędzia, który jest rzecznikiem sądu okręgowego ds. karnych, nie otrzymał zakazu wypowiadania się w ogóle, ale zdaniem przełożonych powiedział w tej sprawie zdecydowanie za dużo.

Sędzia, uzasadniając wyrok dla lekarza łapownika, skrytykował pracę CBA i prokuratorów prowadzących sprawę, oskarżając ich o stosowanie „metod z czasów największego stalinizmu”. – Nocne przesłuchania, zatrzymania, taktyka organów ścigania w tej sprawie dr. Mirosława G. może budzić przerażenie – mówił.

Zdaniem Tulei, zarzuty postawione lekarzowi nie miały należytego uzasadnienia. Co więcej, sugerował, że gdyby którakolwiek z zatrzymanych w tym śledztwie osób wystąpiła do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie z tego tytułu, to – jak się wyraził – „z pewnością sąd by im je zasądził”. Tuleya zapowiedział też złożenie zawiadomienia o podejrzeniu składania fałszywych zeznań przez świadków w procesie Mirosława G. oraz naruszenia przez prokuratorów i CBA procedur w śledztwie.

W jego opinii, niektóre osoby składały „ewidentnie fałszywe zeznania”. Słowa te zaszokowały zarówno polityków, jak i prawników. Zbigniew Ziobro, prokurator generalny i minister sprawiedliwości z czasu zatrzymania kardiochirurga, ocenia, że poczyniona przez Tuleję analogia z czasami stalinowskimi jest niedopuszczalna. – To przejaw braku wiedzy o tych czasach i stosowanych wówczas brutalnych metodach i bezprawiu lub cynizmu, który polega na wpisywaniu się w spór polityczny, który wokół tej sprawy toczy się od wielu lat – podkreśla Ziobro.

Jego zdaniem, decyzja prezesa warszawskiego sądu okręgowego zakazującego sędziemu wypowiedzi medialnych w tej sprawie to krok dobry, ale niewystarczający. – Mam nadzieję, że to dopiero pierwszy ruch, po którym zostaną podjęte kolejne. Gdyby skończyło się tylko i wyłącznie na tym zakazie, byłaby to decyzja niewystarczająca, bo takie wypowiedzi oznaczają po prostu śmierć niezawisłego sądownictwa – zaznacza polityk.

Prokuratura zdziwiona

Wczoraj głos zabrała też warszawska prokuratura okręgowa, która prowadziła dochodzenie w sprawie kardiochirurga. W specjalnym oświadczeniu prok. Dariusz Ślepokura pisze, że wygenerowany przez sędziego Tuleyę medialny przekaz i porównywanie działań prokuratorów do praktyk stalinowskich burzy zaufanie do organu ochrony prawnej, jakim jest prokuratura. „Jedynym skutkiem tych medialnych wystąpień, prezentowanych w znacznej części mediów jest przekaz koncentrujący się na skrzywdzeniu oskarżonego i przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych. Poza horyzontem zainteresowania głównych mediów pozostaje kwestia potępienia łapownictwa i uznania oskarżonego przez sąd I instancji nieprawomocnym wyrokiem za winnego przyjęcia przez okres niewiele dłuższy od dwóch miesięcy korzyści majątkowej w kwocie przekraczającej 17 tysięcy złotych” – czytamy w oświadczeniu rzecznika prasowego warszawskiej prokuratury okręgowej.

Na słowa sędziego zareagował też Jarosław Gowin. Minister sprawiedliwości zastrzegł, że choć szanuje niezawisłość sędziowską, to jednak słowa sędziego w jego ocenie były nie na miejscu i wykraczały poza jego kompetencje.

– Wydaje mi się, że lepiej jest dla autorytetu wymiaru sprawiedliwości, gdy sędziowie powściągają się od takich publicystycznych uogólnień, zwłaszcza tak drastycznych jak porównywanie demokratycznej Polski z czasami stalinowskimi. Mój ojciec siedział w więzieniu stalinowskim, więc dobrze wiem, na czym polegają metody stalinowskie, i uważam wypowiedź pana sędziego, tę akurat wypowiedź, za wysoce niestosowną – powiedział Gowin. I wskazał, że jeśli sędzia uważa, iż podczas śledztwa doszło do naruszenia prawa, to powinien złożyć w tej sprawie doniesienie do prokuratury. Zdaniem Gowina, Tuleya nie zasługuje jednak na postępowanie dyscyplinarne. Złożenie takiego wniosku zapowiedział natomiast były szef CBA Mariusz Kamiński. Według niego, sędzia swoimi niedopuszczalnymi wypowiedziami naraził autorytet sądu.

– Oczekuję, że rzecznik dyscypliny wypowie się, czy zachowania Tulei nie wystawiają godności wykonywania zawodu sędziego na szwank. Nie tylko dlatego, że wypowiedzi sędziego obrażają konkretnych ludzi, funkcjonariuszy CBA, prokuratorów, ale przede wszystkim ze względu na autorytet sądu – ocenia były szef CBA.

Tylko zapowiedź złożenia

Zdaniem Kamińskiego, zapowiedź złożenia zawiadomienia do prokuratury w sprawie naruszenia procedur przez funkcjonariuszy CBA nie została na razie poparta żadnymi konkretnymi dowodami. Podkreśla, że metody działania organów śledczych w Polsce reguluje prawo, a wszelkie czynności prowadzone w tej sprawie, jak przesłuchania, nadzorowała prokuratura.

– To enigmatyczna zapowiedź. Nie ma konkretu, a są daleko idące inwektywy – komentuje.

Zbigniew Ziobro uważa, że sędzia Tuleya dopuścił się nadużycia funkcji i znieważył pamięć żołnierzy podziemia niepodległościowego, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę, porównując metody, jakimi posługiwał się aparat represji komunistycznego państwa, z działaniami CBA. Zrównał zbrodnie i morderstwa z kilkugodzinnymi przesłuchaniami prowadzonymi za zgodą przesłuchiwanych – argumentował Ziobro.

Dlatego na wniosek jednego z kombatantów, Franciszka Oremusa, który zwrócił się do niego z prośbą o zainicjowanie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego, były minister sprawiedliwości zapowiedział, że on także zwróci się z wnioskiem w tej sprawie.

– Mam również osobiste powody. Mój dziadek był oficerem kontrwywiadu AK w obwodzie przemyskim, był brutalnie przesłuchiwany i skazany na dożywocie, siedział w więzieniu we Wronkach, a teraz pan sędzia kompromituje się takimi porównaniami – dodaje Ziobro.

W ubiegłym tygodniu warszawski sąd okręgowy skazał Mirosława G. na rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata i grzywnę w wysokości 72 tys. zł za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów. Sędzia wskazał, że chodziło o kwoty w wysokości od 180 zł do nawet 3 tysięcy. Pacjenci wręczali je w kopertach, np. Barbara Z. za wszczepienie by-passów – 2 tys. zł, Rafał M. za operację serca matki – 1 tys. USD.

Maciej Walaszczyk