Kraków podzielony
Sobota, 23 czerwca 2012 (07:56)Anglicy i Włosi trenują podczas Euro w Krakowie, a jutro w Kijowie zmierzą się ze sobą w meczu, który wyłoni ostatniego półfinalistę turnieju. Trudno wskazać faworyta, choć do tej pory nieco lepsze wrażenie sprawiali Włosi.
Cezare Prandelli, ich trener, po awansie do ćwierćfinału spełnił złożoną obietnicą. Wraz z członkami sztabu szkoleniowego, w środku nocy, wybrał się w pieszą, 21-kilometrową pielgrzymkę z Wieliczki (gdzie Włosi mieszkają) do klasztoru Kamedułów na Bielanach. Chciał podziękować za to, co do tej pory się wydarzyło, i prosić o siłę na resztę turnieju. Italia na razie podczas Euro grała nadspodziewanie dobrze, jak na problemy trapiące tamtejszy futbol. Prezentowała atrakcyjną piłkę, atakowała, nie kalkulowała. - Przed mistrzostwami chciałem, by drużyna z każdym meczem grała lepiej, i tak jest. Wszystko zależy tylko od nas, jak zagramy na swoim poziomie, możemy awansować - powiedział Prandelli. Ale i Anglia miała pod górkę, nawet bardziej. Nie ma co przypominać o kontuzjach jej liderów, zawirowaniach na trenerskiej ławce. - Szczerze mówiąc, sam nie spodziewałem się, że wygramy rywalizację w grupie D - przyznał Roy Hodgson, selekcjoner. - Wielu w nas nie wierzyło, a angielska prasa uderzała w dramatyczne tony - przypomniał Steven Gerrard. A jednak Wyspiarze pokazali, że w trudnych chwilach potrafią się podnieść. I wierzą, że to nie koniec. - Przyjechaliśmy na mistrzostwa, by je wygrać, i damy z siebie wszystko, by tak się stało - zapowiedział bramkarz John Hart, który na co dzień gra w Manchesterze City z nieobliczalnym Mario Balotellim, gwiazdą reprezentacji Włoch.
Wynik trudno przewidzieć, pewne jest tylko, że jutro podzieli się... Kraków. Jedna jego część wesprze Włochów, druga Anglików...