• Piątek, 14 grudnia 2018

    imieniny: Alfreda, Jana, Izydora

Ewangelia

Niedziela, 7 października 2018 (09:37)

Mk 10,2-16

Faryzeusze przystąpili do Jezusa, a chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę.

Odpowiadając, zapytał ich: „Co wam przykazał Mojżesz?”.

Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić”.

Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela”.

W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: „Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”.


 

ROZWAŻANIE

Sumienie na zawiasach

W jednej z diecezji jakiś czas temu Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego przeprowadził badania dotyczące religijności jej mieszkańców, ich sposobów postrzegania Kościoła i jego nauki, pracy kapłanów, wyzwań duszpasterskich itd. Wyniki potwierdziły dominujące w Polsce tendencje, ale też dały wiele do myślenia. Poruszający był duży odsetek deklaracji „to zależy”, pojawiających się w odpowiedziach na pytania o akceptację rozwodów, zapłodnienie pozaustrojowe in vitro, zgodę na wspólne zamieszkanie młodych przed ślubem itp. Czy to efekt lansowania na wszelkie sposoby przekonania, że „każdy ma swoją prawdę”? Dowód osłabienia autorytetu Pana Boga w codziennym życiu? Moda? Ignorancja? Zapewne wszystkiego po trochu.

W myślenie wielu osób wdarła się bardzo niepokojąca kategoria „fajności”. Fajna ma być Msza św. (krótka, z kazaniem skrzętnie omijającym „trudne” tematy), fajni rodzice (dają kasę i nie czepiają się „drobiazgów”), Kościół (oddzielony od codzienności żelazną kurtyną). Taki ma też być Pan Bóg. Na wszystko pozwala. I jest jak kelner w restauracji przynoszący kartę dań: – Proszę sobie wybrać przykazanie. To nie pasuje? Nie ma problemu! Bez przesady – w XXI wieku spójrzmy na nie z dystansu! Reinkarnacja? OK! A może Budda obok krzyżyka i pentagram na szyi? – super! Przecież nie będziemy się spierać o szczegóły! Takiego Kościoła chcieliby „otwarci” katolicy – i jego odwieczni, zapiekli wrogowie. Żeby był jak plastelina. Różowego, tęczowego, fajnego. Co to by już nikomu nie przeszkadzał po swojemu meblować świat. I taka ma być nasza wiara – w wersji „instant” – jak kawa, herbata, zupka w proszku – w miarę przyswajalna, łatwa w przygotowaniu. Nic to, że trująca, przepełniona sztucznością i konserwantami gwarantującymi namiastkę smaku i trwałość. Tania i powszechnie dostępna, jak produkty z napisem „made in China”.

„Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” – mówi Jezus. Kościół, rodzina, każdy z nas – jesteśmy silni wtedy, gdy w naszym życiu jest jak najmniej metafor, za to jak najwięcej prostej wiary, nadziei. Gdzie Bóg jest autentycznie pierwszy! „Tak” znaczy „tak”, a „nie” znaczy „nie”. Gdzie miłość nie jest tanią podróbką, imitująca oryginał. I trwa także (a może: przede wszystkim) wtedy, gdy boli.

ks. Paweł Siedlanowski