Pustelnia ojca Jana
Poniedziałek, 7 stycznia 2013 (02:11)Pustelnia na Ryniasie koło Brzegów, w okolicach Zakopanego. Tam, z dala od cywilizacji, ojciec Jan Mikrut zapraszał ludzi na spotkania z Panem Bogiem. Tworzył tę oazę ciszy od podstaw.
– To była jego perełka, pustelnia, miejsce, w którym oczarowywał wielu ludzi. Nigdy nie pozwolił, aby to miejsce było czymkolwiek skażone. Od początku chciał, by to miejsce powstałe w trudach dla Pana Boga tylko dla Niego pozostało. Mimo iż przyjeżdżało tu wiele różnych grup, pozostało ono czyste i oddane Panu Bogu – zaznacza o. Piotr Chyła, wikariusz prowincjała Prowincji Warszawskiej Redemptorystów.
Pan Stefan Kaczmar z Dzieła Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa w Zielonej Górze dwukrotnie uczestniczył w rekolekcjach zorganizowanych w pustelni na Ryniasie. – To niezwykle urokliwe miejsce. Ostatnia osada po stronie polskiej, gdzie na co dzień żyją tylko trzy rodziny. Dom rekolekcyjny tworzą dwa drewniane budynki i wiata. A wszystko to umiejscowione jest w dolinie o wspaniałym mikroklimacie. Tam wszystko jest naturalne, nawet woda, której się używa, spływa prosto z gór – opowiada. Mężczyzna podkreśla, że nigdy nie spotkał człowieka, który z pustelni wyjeżdżałby niezadowolony.
– W tym niezwykłym miejscu przeżywaliśmy swoje rekolekcje. Spotkanie z Panem Bogiem. Ojciec Jan mówił nam o Nim w sposób, w jaki nie mówi wielu. Docierał do nas z bardzo klarownym przekazem – wspomina pan Stefan i dodaje: – Ojciec Jan dbał o ludzi. Poprzez ciepło, które od niego emanowało, sprawiał, że w pustelni było nam zwyczajnie dobrze. Dla mnie ważne było to, że nigdy nie mówił o nikim źle. Kiedy słyszał skargi, zachęcał do modlitwy, do uczestnictwa we Mszy Świętej. Choć odszedł już do Pana i nie ma go fizycznie na tej ziemi, pozostał w tych, z którymi się spotykał.
O tym, jak ważna dla o. Jana była pustelnia, zaświadcza także o. Kazimierz Piotrowski CSsR, były przewodniczący Sekretariatu Misji Zagranicznych Redemptorystów. Trzy miesiące temu o. Jan zaprosił go na Rynias.
– Mimo iż na miejsce dojechałem o późnej porze, on czekał na mnie. Teraz wiem, że mnie wprowadzał w tajemnice swojej śmierci. Mówił wówczas do mnie: „Słuchaj, jak mnie zabraknie, to tu musi stanąć kaplica”. To, co było takie piękne i charakterystyczne dla niego – umiał dostrzec piękno. Powiedział: „Zobacz, jakie piękne są szczyty, które tu widać. Zobacz, jaka tu jest cisza. Zadbajcie, by tu tak pozostało. Niech te ośrodki w dalszym ciągu tak funkcjonują” – wspomina kapłan. Ojciec Piotrowski podkreśla, że o. Jan przymierzał się do budowy małej, pięknej kaplicy na Ryniasie. – Mimo iż po części materiał został już zgromadzony, nie udało się jej jeszcze wybudować. Mówił też: „Jeżeli umarłbym, to pamiętaj, że wszystkie rzeczy związane z Ryniasem opisałem w dokumencie, to ci pomoże” – opowiada redemptorysta.
Zostawił niejako swój testament, prośbę, by to miejsce rozwijać, by wciąż zapraszać tam ludzi na spotkanie z Panem Bogiem.
Małgorzata Pabis