• Środa, 4 marca 2026

    imieniny: Kazimierza, Łucji, Witosławy

Tak gra faworyt

Sobota, 23 czerwca 2012 (07:41)

W drugim półfinale Euro 2012 nie było niespodzianki ani cienia wątpliwości. Faworyzowani Niemcy rozgromili w Gdańsku Greków, a wynik 4:2 nie oddawał w pełni ich przewagi, dominacji niemal absolutnej od pierwszego gwizdka sędziego. Swego kolejnego rywala podopieczni Joachima Loewa poznają jutro, będzie nim Anglia lub Włochy.

Przed meczem Grecy obiecywali ambitną walkę o uśmiech na twarzach przeżywających ciężkie chwile rodaków. Ten zniknął jednak błyskawicznie, bo Niemcy od pierwszych chwil wypracowali sobie ogromną przewagę. Błyskawicznie ruszyli do ataków, wywierając na Grekach totalną presję. Gol padł już w 4. min, ale sędzia Damir Skomina słusznie go nie uznał. Bastian Schweinsteiger dobijający strzał jednego z kolegów był na minimalnym spalonym. Podopieczni Loewa nie zwalniali, mieli jednak problem z precyzją. Większość ich uderzeń mijała bramkę o metr, dwa. W 23. min wydawało się, że gol musi paść. Po przepięknej wymianie podań piłka trafiła do Mesuta Oezila, ten uderzył technicznie swoją „lepszą” lewą nogą, ale za słabo, by pokonać Michalisa Sifakisa. Chwilę później Miroslavovi Klosemu zabrakło centymetrów, by wepchnąć piłkę do siatki, a po kolejnych kilkudziesięciu sekundach Marco Reus nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Niemcy nie dawali rywalom nawet chwili oddechu, nacierali non stop. W 36. min przed szansą stanął Sami Khedira, lecz trafił w Sifakisa. W 39. min starania Niemców wreszcie przyniosły efekt. Philipp Lahm zbiegł z lewej strony do środka, „huknął” prawą nogą z ponad 20 metrów, nie dając żadnych szans greckiemu bramkarzowi. Wynik 1:0 utrzymał się do przerwy i był to najłagodniejszy wymiar kary dla podopiecznych Santosa. Zresztą gdyby przegrywali 3:0, też nie mogliby mieć pretensji. Druga połowa rozpoczęła się sensacyjnie. Oto bowiem w 55. min kapitalną szybką kontrę przeprowadził Dimitris Salpingidis, płasko dośrodkował w pole karne, a Giorgos Samaras wpakował piłkę do bramki. 1:1 to była sensacja zapowiadająca gigantyczne emocje. I w tym momencie na twarzach Greków pojawił się ów zapowiadany uśmiech. Szybko jednak znikł, bo wojownicy Loewa poczuli się rozdrażnieni. W 61. min Jerome Boateng wrzucił piłkę w „szesnastkę”, a Khedira fantastycznym strzałem z woleja ulokował ją pod poprzeczką. Piękny gol i znów Niemcy znaleźli się bliżej półfinału. W 68. min błąd popełnił Sifakis, który po rzucie rożnym dał się uprzedzić Klosemu, a ten nie zwykł marnować idealnych okazji. Wynik 3:1 oznaczał, że mecz jest rozstrzygnięty, ale naszych zachodnich sąsiadów nie zadowalał. Sześć minut później Klose przegrał z Sifakisem pojedynek „oko w oko”, ale sekundy później Reus pokazał, że nawet gole zdobywane strzałem do pustej bramki mogą być przepiękne. Jego był, z woleja, od poprzeczki. Niemcy mogli zadać jeszcze kolejne ciosy, ale postanowili chyba nie dobijać rywali. Grecy za ambitną, honorową grę zostali nagrodzeni w końcówce, gdy Dimitris Salpingidis wykorzystał rzut karny podyktowany za rękę Boatenga. Co ciekawe, była to dopiero druga jedenastka na całych mistrzostwach, druga dla… podopiecznych Santosa. Pierwsza zamieniona na bramkę.
Niemcy wygrali zatem pewnie, przekonująco, bez cienia wątpliwości. W ciągu całego meczu oddali aż 24 strzałów, z których 14 było celnych. Grecy – odpowiednio
– 9 i 5. Wykonywali 10 rzutów rożnych, rywale 1. O przewadze podopiecznych Loewa najlepiej świadczy jednak procent posiadania piłki – aż 71. Niewiarygodne.

Piotr Skrobisz