• Poniedziałek, 22 października 2018

    imieniny: Filipa, Halki, Korduli

Najlepsi na świecie

Poniedziałek, 1 października 2018 (19:18)

Kiedy reprezentacja Polski awansowała do szóstki mistrzostw świata, ktoś zapytał trenera Biało-Czerwonych  Vitala Heynena, czy gdyby ktoś mu teraz zaoferował brązowy medal – przyjąłby go. Belg odpowiedział, że nie, bo marzy mu się coś więcej. Finał i co najmniej srebro. Wiedział, co mówi, bo jego podopieczni wygrali później wszystko i zostali najlepszą drużyną globu.

Mundial zaczęli doskonale, od pięciu kolejnych zwycięstw. Znaleźli się wówczas na prostej wiodącej do czołowej szóstki, swojego celu minimum. Taki został postawiony przed Heynenem, gdy przejął naszą narodową drużynę. Ktoś mógł powiedzieć, że to nie było zadanie specjalnie ambitne, skoro cztery lata wcześniej Biało-Czerwoni mistrzostwa świata wygrali. Ale od tego czasu dołowali, a już wręcz fatalny był w ich wydaniu sezon poprzedni, po którym siatkarskie władze zmieniły selekcjonera, powierzając stery ekscentrycznemu Belgowi. Oczywiście gdzieś po cichu każdemu marzyło się coś więcej, ale też każdy zdawał sobie sprawę z tego, jak trudne przed nim zadanie.

Pięć zwycięstw nadzieje rozbudziło. Po nich nastąpiło jednak tąpnięcie. Porażki z Argentyną nie zakładał bowiem nikt, nawet w czarnych scenariuszach. Jak bardzo podcięła ona naszym skrzydła, było widać kolejnego dnia, w spotkaniu z Francją. Też przegranym. Po nim szóstka stanęła pod znakiem zapytania, a do rangi pojedynku o wszystko urosło starcie następne, z Serbią.

Bardzo mocno zapisało się ono w pamięci, bardzo mocno naszych, tak po ludzku… wkurzając. Niezbyt ładne to słowo, ale właśnie tak Polacy po nim się czuli, wysłuchując ze wszystkich stron, że rywale się im podłożyli. A jeśli nie podłożyli, to zagrali tak, by nie wygrać – bez specjalnej walki i ambicji, będąc już pewni awansu do kolejnej rundy. Biało-Czerwoni nie chcieli zastanawiać się, czy była w tym prawda, czy Serbowie faktycznie przeszli obok gry. Podkreślali natomiast, że słabość rywali wynikła z tego, że to oni wspięli się na wyżyny, pokazując taką siatkówkę, której nie sprostałby nikt. Niemal perfekcyjną.

Nie każdego przekonali – stąd „postanowili”, że w każdym kolejnym meczu będą grali tak, by niedowiarkom zamknąć usta. I tak uczynili. W meczu numer dwa z Serbami, bo los sprawił, że znów się musieli z nimi zmierzyć, ponownie okazali się lepsi, ponownie do zera. W półfinale z Amerykanami nie byli faworytami, bo z tym rywalem ostatnio szło im jak po grudzie. Pokazali jednak porywającą siatkówkę, pokazali niebywałą wolę walki i wygrali po morderczym boju 3:2. Ciesząc się z awansu, wielu kibiców obawiało się, czy po tak ciężkiej walce zdołają się zregenerować na finał, w którym zmierzą się z rywalem nie tylko wybitnym – Brazylią – ale i zdecydowanie bardziej wypoczętym. Nasi szybko udowodnili, że problemu nie będzie – przeciwnika wielkiego, utytułowanego, rozbroili, rozbili, w trzech setach wieńcząc sprawę, zdobywając tytuł – po raz drugi z rzędu. Żadna polska drużyna wcześniej nie osiągnęła czegoś podobnego.

– Pierwszy set był na przewagi, drugi był prosty, trzeci też był prosty, dopóki nie zaczęliśmy mieć wątpliwości. Było na tych mistrzostwach kilka ważnych momentów, było kilka ciężkich chwil, lecz wszystkie nas cementowały. Miesiąc temu nie byłem pewny, czy gramy na tyle dobrze, by móc pokonać USA. Tymczasem okazało się, że tak, że możemy z Amerykanami wygrywać, że stać nas na to, że jesteśmy od nich lepsi. Dla mnie zawsze liczyła i liczy się drużyna, nie indywidualności. Indywidualnie rywale są mocniejsi, Francja, USA, Brazylia, ale to my stworzyliśmy zespół lepszy od indywidualności. Wierzę i ufam każdemu swojemu zawodnikowi, za każdego włożyłbym ręce w ogień i myślę, że oni postąpiliby podobnie – powiedział Heynen.

Polacy najpierw w Warnie, a potem w Turynie byli zespołem wielkim, ale o indywidualnościach nie sposób nie wspomnieć, bo to, co wyczyniali Bartosz Kurek – wybrany zresztą na najlepszego zawodnika turnieju, Michał Kubiak, Piotr Nowakowski, Paweł Zatorski czy Jakub Kochanowski, było wręcz niewyobrażalne.

– Ale wygraliśmy ten tytuł razem. Ani ja, ani Michał Kubiak sami nie jesteśmy w stanie zrobić nic, niczego nie wygralibyśmy, gdyby nie praca całej drużyny. Nie tylko zawodników, ale także sztabu, trenerów przygotowania fizycznego. Ja chciałem na tych mistrzostwach dać jak najwięcej drużynie i wierzyłem, że może ona zajść daleko. To podstawa, wiara i pozytywne podejście, bez nich w sporcie ciężko o sukces – podkreślił Kurek.

Droga Polaków do mistrzostwa świata:

1. runda (Warna):

Polska – Kuba 3:0 (25:18, 25:19, 21:25, 25:14)

Polska – Portoryko 3:0 (25:14, 25:12, 25:15)

Polska – Finlandia 3:1 (25:20, 26:28, 25:20, 25:15)

Polska – Iran 3:0 (25:21, 25:20, 25:22)

Polska – Bułgaria 3:1 (25:14, 23:25, 25:22, 25:23)

2. runda (Warna):

Polska – Argentyna 2:3 (25:16, 19:25, 23:25, 25:23, 14:16)

Polska – Francja 1:3 (15:25, 18:25, 25:23, 18:25)

Polska – Serbia 3:0 (25:17, 25:16, 25:14)

3. runda (Turyn):

Polska – Serbia 3:0 (28:26, 28:26, 25:22)

Polska – Włochy 2:3 (25:14, 21:25, 25:18, 17:25, 11:15)

Półfinał (Turyn):

Polska – USA 3:2 (25:22, 20:25, 23:25, 25:20, 15:11)

Finał (Turyn):

Polska – Brazylia 3:0 (28:26, 25:20, 25:23)

 

 

 

 

Piotr Skrobisz