• Czwartek, 20 września 2018

    imieniny: Eustachego, Filipiny

Liczy się przyszłość

Piątek, 7 września 2018 (17:59)

Wieczorem w Bolonii piłkarska reprezentacja Polski, pierwszy raz pod wodzą Jerzego Brzęczka, zmierzy się z Włochami na inaugurację zmagań w Lidze Narodów.

Ciężki to będzie sprawdzian i dla piłkarzy i selekcjonera. Bo choć Włochów zabrakło na mistrzostwach świata w Rosji – a my byliśmy, niezależnie od tego, z jakim efektem – to wciąż klasowa drużyna, z wieloma znakomitymi zawodnikami w kadrze, której wartości nikt nie kwestionuje. Dodatkowo podrażniona ostatnimi niepowodzeniami, mająca w sobie wielką chęć odegrania się, udowodnienia swej wartości. Też prowadzi ją nowy selekcjoner, bo po przegraniu batalii o mundial stery powierzono Roberto Manciniemu.

Biało-Czerwoni o tym wszystkim doskonale wiedzą i przeciwnika szanują. Wielu z nich na co dzień spotyka się zresztą z gwiazdami reprezentacji Italii, wszak większość naszych piłkarzy występuje w Serie A. Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Łukasz Skorupski, Arkadiusz Reca i Krzysztof Piątek – wszyscy oni grają w klubach włoskich, większość z nich dziś na boisku się pojawi. – Oczywiście ciężko ich będzie wszystkich, w jednym momencie, zmieścić na boisku, co jednak oznacza, że mamy dużą siłę rażenia i komfort wyboru. Mam nadzieję, że umiejętności, które ci zawodnicy sprzedają w Serie A, przełożą się na kadrę. Liczę szczególnie na Piotra Zielińskiego, że znakomite zagrania, jakie prezentuje w Napoli, pokaże także w reprezentacji – powiedział trener.

Brzęczek po nieudanym mundialu zastąpił Adama Nawałkę. Poprzednika kopiować nie ma zamiaru, ale rewolucji w składzie narodowej drużyny nie przeprowadzi. Owszem, w powołanej na wrześniowe mecze grupie znalazło się sporo zaskakujących nazwisk – jak i sporo znaczących zabrakło – ale podstawowa jedenastka, jaka wybiegnie dziś na boisko, tylko nieznacznie odbiegać będzie od tego, co serwował Nawałka. A może inaczej – znajdą się w niej prawie sami piłkarze, na których poprzedni selekcjoner stawiał, choć niekoniecznie zawsze widząc ich w rolach pierwszoplanowych. Z grona „nowych” Brzęczek da szansę tylko jednemu zawodnikowi – lewemu obrońcy. Będzie nim albo Reca, albo Rafał Pietrzak z Wisły Kraków, też absolutny debiutant.

– Przylecieliśmy do Italii z szacunkiem i respektem do przeciwnika, ale bez obaw. Dla mnie najważniejsze będzie przekonanie się, w jak szybkim tempie drużyna będzie w stanie zaprezentować to, co ćwiczyliśmy przez ostatnie trzy dni zgrupowania – przyznał selekcjoner, który nie zgadzał się z opiniami, jakoby obecnie największą bolączką reprezentacji była defensywa. – Nie mamy problemów, tylko wyzwania. Nie patrzę na poszczególne formacje, a postawę całego zespołu, na całość. Gdybyśmy zaczęli rozdzielać defensywę i ofensywę, wtedy moglibyśmy mówić o problemach, bo sami byśmy je stworzyli – podkreślił Brzęczek, zaznaczają przy okazji, że nieudany mundial oddzielił już grubą kreską. – Nie zajmowaliśmy się przeszłością, bo nie mamy na nią żadnego wpływu, a rozgrzebywanie ran niczemu by nie służyło. Na mistrzostwach coś nie zafunkcjonowało, jednak nie widzę powodu, by podobnie miało być w kolejnych miesiącach. Drużyna ma potencjał i chcemy go pokazać, a także odzyskać zaufanie kibiców. Dla nas liczy się tylko przyszłość – powiedział.

Ostatnim selekcjonerem reprezentacji Polski, który w swym debiucie cieszył się ze zwycięstwa, był Janusz Wójcik przed… 21 laty. Ostatnich pięciu – Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Nawałka – w pierwszym meczu przegrywało, za każdym razem „do zera”. Czy dziś Brzęczek tę serię przerwie? Polacy i Włosi na zielonej murawie spotykali się do tej pory 14-krotnie. Biało-Czerwoni wygrali trzy z tych konfrontacji, w sześciu padł remis, pięć przegrali.

 

 

Piotr Skrobisz