MSW martwi się o bolszewików
Niedziela, 6 stycznia 2013 (08:03)Z dr. Robertem Wyszyńskim, socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Jacek Dytkowski
Według informacji Piotra Stachańczyka, wiceministra spraw wewnętrznych o przywrócenie polskiego obywatelstwa na mocy ustawy o obywatelstwie polskim z 15 sierpnia 2012 r. zgłosiło się około 500 osób z Szwecji i Niemiec. Jakie natomiast możliwości przywrócenia obywatelstwa mają Polacy deportowani m.in. w latach 30-tych XX w. na Syberię?
- Oni nie mieli nigdy polskiego obywatelstwa, zatem nie mogą się ubiegać o jego zwrot. Ale czy mieli kiedykolwiek realną szanse by je mieć? Obywatelstwo II RP to temat bardzo istotny, rzec można „żywy” do dnia dzisiejszego. Jego brak pozbawił Polaków w Kazachstanie już wcześniej dwukrotnie prawa do powrotu do Polski w dwu falach przesiedleń 1944-1947 i 1957-1959 roku. Jednym z istotnych pytań jawi się wątpliwość, czy mieszkający w 1921 r. na wschodniej Ukrainie Polacy, mieli realną szansę na uzyskanie obywatelstwa polskiego po traktacie ryskim? Sam fakt istnienia aktu prawnego, powołanie urzędu oraz komisji ds. repatriacji nie może być wystarczającą podstawą do stawiania wniosku o realnej możliwości przesiedlenia się do II RP, podobnie jak pozostanie na Ukrainie i Białorusi czy w innych rejonach byłego ZSRR po 1921 r. nie może świadczyć o niechęci do osiedlenia się w RP oraz braku zainteresowania uzyskaniem obywatelstwa RP ze strony osób pozostających. Najlepiej obrazującym fałszywość takich założeń przykładem jest obecna sytuacja, gdy pomimo aktów prawnych z 1996 r. ( nowelizacja Ustawy o cudzoziemcach) jak i odrębnej Ustawy o repatriacji z 2000 r. oraz kilkunastoletniego działania samego ministra Stachańczyka i Urzędu do spraw Uchodźców i Repatriacji ( obecnie Departament ds. Obywatelstwa) w kolejce na powrót do Polski czekają tysiące Polaków. Czy nieposiadanie przez nich obywatelstwa polskiego, pomimo istnienia Ustawy o repatriacji i artykułu 52 paragraf 5 Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r., oraz funkcjonowania urzędów zajmujących się repatriacją świadczyć może o ich niechęci do powrotu oraz posiadania obywatelstwa polskiego?
Regulacje ustawy o polskim obywatelstwie dotyczą tych, którzy utracili je w latach: 1920, 1951 i 1962…
- Osobiście dziwi mnie taka gorliwość w przywracaniu obywatelstwa zdrajcom i ich rodzinom, którzy z bronią w ręku walczyli w 1920 r. przeciw odradzającej się Rzeczypospolitej. Należy bowiem pamiętać o okolicznościach. W obliczu zbliżających się do Warszawy oddziałów sowieckich i zagrożenia bytu państwa polskiego Naczelnik państwa J. Piłsudski pozbawił zdrajców i dezerterów oraz ich rodziny obywatelstwa, wydając „Rozporządzenie Rady Obrony Państwa z dnia 11 sierpnia 1920 r. w przedmiocie utraty obywatelstwa Państwa Polskiego wskutek niespełnienia obowiązku służby wojskowej”. DzU RP 1921 nr 81, poz. 540. Piłsudski odwoływał się do wcześniejszej Ustawy z dnia 20 stycznia 1920 r. o obywatelstwie państwa polskiego. ( DzU RP 1920 Nr 7, poz. 44.) Wydaje się oczywistym, że ustawa ta obwiązywała również obywateli polskich w okresie po 17 IX 1939 r. – w szczególnym okresie zagrożenia ojczyzny - i odnosiła się np. do delegatów przyłączających tzw. zachodnią Ukrainę i tzw. zachodnią Białoruś do ZSRS czy do innych działaczy współpracujących z reżimem stalinowskim. Interesującym jest zatem fakt, iż ustawa z 1920 r. i rozporządzenie Piłsudskiego pozbawiające obywatelstwa i uniemożliwiające powrót działaczy komunistycznych ( oraz ich rodzin) kolaborujących z agresorem znalazła swój finał we współczesnym ustawodawstwie polskim. W roku 2009 Sejm polski przywrócił prawo powrotu pozbawionym przez Piłsudskiego osobom, a w obliczu upływu czasu i wymiany pokoleń w rzeczywistości ich rodzinom i zstępnym – co zrozumiałym jest przy wykluczeniu odpowiedzialności zbiorowej. Przywrócił prawo do ubiegania się o zwrot obywatelstwa polskiego, a tym samym prawo powrotu bez dodatkowych wymogów ( posiadania mieszkania i zapewnionej pracy na terenie RP) oraz procedur udowadniania związku z polskością m.in. egzaminów z języka polskiego, historii czy znajomości tradycji. Tymczasem takie warunki spełnić muszą w myśl Ustawy o repatriacji Polacy zesłani przez tych samych działaczy komunistycznych do Kazachstanu .
Pragnę tu podkreślić, że zdrajcy z 1920 r. byli grupą szczególnie uprzywilejowaną w okresie PRL-u i jak widać w III RP. Należy przypomnieć, że osoby te miały już prawo do powrotu i odzyskania obywatelstwa, w odróżnieniu od Polaków z Kazachstanu, czy żołnierzy z Zachodu. W ramach dodatkowego protokołu do umowy o tzw. repatriacji z 1957 r., znalazł się tam specjalny punkt dający im oraz ich rodzinom szanse powrotu oraz szczególną finansową, materialną oraz zawodową pomoc ze strony KC PZPR ( protokół dodatkowy do Umowy z 25 marca 1957 ).
Szczególnie niezrozumiałe, wręcz kuriozalnie jest ograniczenie się ustawodawcy i MSW tylko do anulowania aktów prawnych z 1920, 1951 i 1962 r., jako opartych na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej i niezgodnych z polską koncepcją obywatelstwa ( obywatelstwo nie może być odebrane, można się go tylko zrzec).
Wygląda więc na to, że przymusowe i zbiorowe odebranie obywatelstwa polskiego oraz nadanie obywatelstwa sowieckiego milionom Polaków na Kresach na mocy dekretu Prezydium Rady Najwyższej ZSRS z 29 listopada 1939 r. jest nadal prawomocne?
- Czyli odebranie przez obce państwo obywatelstwa polskiego na Kresach jest obowiązujące - zdaniem naszych parlamentarzystów i ministrów - a pozbawienie obywatelstwa zdrajców występujących przeciw RP nie? Na jakiej podstawie czynią to rozróżnienie? Dlaczego nasi ustawodawcy uznają nadal za prawomocne inne liczne dekrety sowieckie, nawet nie PKWN-owskie czy nie PRL-owskie, nadające obywatelstwo polskie lub go pozbawiające np. dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRS z 22 czerwca 1944 r. przyznający prawo do obywatelstwa polskiego sowieckim oficerom w ramach służby w dywizji kościuszkowskiej czy innym działaczom komunistycznym biorącym w tym czasie udział w walkach, jak stwierdzono, o „wyzwolenie Polski” oraz ich rodzinom. Dlaczego nie budzi wątpliwości naszych parlamentarzystów zbiorowe pozbawienie prawa do obywatelstwa polskiego i prawa do powrotu na mocy tzw. umów o ewakuacji ludności zawartych z Ukraińską SRR i Białoruską SRR i Litewską SRR we wrześniu 1944 roku?
Kolejnym kuriozalnym krokiem ustawodawców jest swoista niekonsekwencja w wybiórczym tylko niwelowaniu zasady odpowiedzialności zbiorowej - jakbym to nazwał „gradacja zdrady”. Bowiem zwrotu obywatelstwa nie otrzymają jednak osoby i ich zstępni ( rodziny), którzy działali na szkodę Polski, a zwłaszcza jej niepodległości i suwerenności lub uczestniczyli w łamaniu praw człowieka. Dotyczy to tylko służby w formacjach faszystowskich, niemieckich oraz ich sojuszników (Japonia, Włochy). Czyli zdaniem posłów i ministrów tylko służba w Armii Czerwonej w 1920-1921 i w 1939-1945 nie jest formą zdrady? I tu zadałbym pytanie ministrowi czy przymusowa służba w Wehrmachcie będzie jednak inaczej traktowana, a jak ze służbą w UPA, też często przymusową?
Według informacji Stachańczyka, udzielonej na czwartkowym posiedzeniu sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą z możliwości przywrócenia polskiego obywatelstwa na mocy ustawy o obywatelstwie polskim z 15 sierpnia 2012 r. skorzystało tylko 374 osoby. Dlaczego tak niewielka liczba osób wyraziła chęć zwrotu obywatelstwa…?
- Już w tym zwrocie i sformułowaniu widać różnicę między II RP - państwem, którego obywatelstwa te osoby zostały pozbawione i III RP – państwem, do którego w osobie konsula trzeba się zwrócić, pobrać dokumenty, wypełnić je, a on łaskawie, po wcześniejszym sprawdzeniu przez MSW, być może przywróci obywatelstwo.
Osoby te, jak określił to minister, co warto pamiętać, to żołnierze i oficerowie, sami ochotnicy, pełni poczucia honoru i wykazujący się tak dziś niezrozumiałą postawą godności. Oni nie przyjdą prosić o odebrane im obywatelstwo! To konsul i jego urzędnicy oraz pracownicy MSZ i MSW powinni odnaleźć te osoby, uroczyście przeprosić i zwrócić obywatelstwo. Przywołam tu postać obrońcy Pałacyku Michla na Woli w zgrupowaniu „Parasol” generała Janusza Brochwicz-Lewińskiego, który wrócił z Anglii i zamieszkał w Warszawie tylko dzięki staraniom m.in. pani Agnieszki Boguckiej, prezes oddziału warszawskiego Stowarzyszenia „Wspólnoty Polskiej″. Sam nigdy by nie żebrał o odebrane mu przemocą obywatelstwo.
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Dytkowski